Sentymenty i wzruszenia, czyli Wilki grają „Niebieską płytę” w Krakowie

Nie jest tajemnicą, gdyż piszący te słowa, już nie jeden raz na łamach tego bloga robił coming out – zespół Wilki jest dla mnie ważny. Gdyby nie pierwsze trzy płyty tego zespołu, dzisiaj być może zajmowałbym się czymś zupełnie innym, nigdy nie wziąłbym do rąk gitary i miałbym zupełnie inny poziom wrażliwości.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Ponieważ w piątek, wspólenie z panią A., miałem okazję zobaczyć zespół Wilki na żywo. Ot, co – przecież grają koncerty na dniach miast, festiwalach, żadne to wydarzenie – powiedział nikt w ostatni piątek. Ten koncert był niezwykły z jednego istotnego powodu: Wilki w ramach obecnej trasy, grają Niebieską płytę, w całości.

Dla niewtajemniczonych – jest to legendarny, najważniejszy dla polskiej muzyki, krążek, od którego wszystko się zaczęło – i z tym nie ma dyskusji – sorry. Son of the blue sky, Eroll, Eli lama sabahtani, Beniamin.. to tylko parę utworów, które w 1992 wstrząsnęły Polską tak mocno, że kolejne pokolenia, znają te utwory niemalże na pamięć. Teksty piosenek z Niebieskiej płyty przekazywane są teraz genetycznie i jeżeli żadne badania naukowe nie potwierdzą tych rewelacji, to trudno – swoje i tak wiem. Oficjalna liczba sprzedanych kopii krążka to 220 tysięcy, natomiast szacuje się, że conajmniej drugie nośników to wydawnictwa pirackie. Nie wiem, nie pamiętam w jaki sposób w moje ręce trafiła kaseta i czy było to dokładnie w 92 roku – miałem wtedy parę lat. Jedno jest pewne – ta kaseta dzisiaj, po latach – nie nadaje się od odsłuchu. Jest zdarta jak gumolit w popularnych Youtubowym memie (#pdk). Nic z tego sobie nie robię, bo na półce mam jej winylową kopię. Ale dość przechwałek, do rzeczy…

 

Dzisiaj, 28 lat po premierze, po zmianach w składzie, po śmierci perkusisty Marcina Szyszki, czy basisty Adama Żwirskiego, wielu trasach, kolejnych radiowych płytach, posłuchanie w całości Niebieskiej płyty to doświadczenie porównywalne do tego jakie przeżyłem na Off Festivalu, gdy Lenny Valentino grał Uwaga jedzie tramwaj – ciary, sentymenty, wspomnienia dawnych chwil i wiele wzruszeń.

Już przy wejściu do klubu Studio było dla mnie jasne, że będę jednym z młodszych uczestników koncertu. Niebieska płyta, to jednak bardziej płyta pokolenia moich rodziców niż moja. To, że trafiła w niepowołane ręce gówniaka jakim w 1992 roku byłem, niczego nie zmienia. No i faktycznie – był to chyba pierwszy koncert w moim życiu, gdzie pod sceną zrobiło się zdecydowanie niemłodzieżowo. Nie przeszkadzało mi to, szczególnie po rozpoczęciu koncertu, kiedy już w czasie pierwszego utworu z płyty – Eroll – publiczność śpiewała wspólnie z Gawlińskim.

Nie inaczej było w dalszych częściach wieczoru. I wiecie co? Nie ma chyba potrzeby opisywać jak wyglądał ten koncert, nie widzę również sensu w analizowaniu poszczególnych zmian w aranżacjach wynikających z upływającego czasu i nieco innych zdolnościach wokalnych Roberta Gawlińskiego. Widzę natomiast sens w złożeniu największych możliwych ukłonów dla całego zespołu za to, że udało im się dopracować ten trudny materiał do tego stopnia, by po 28 latach niósł te same emocje, a przy okazji po prostu dobrze brzmiał.

Wierzcie lub nie, ale na pewno nie było to łatwe – jak już wspominałem – zmienił się skład, takie utwory jak Z ulicy kamiennej ostatni raz były grane na żywo około 27 lat temu, gdyż jak sam Robert Gawliński przyznał, nigdy nie był to numer koncertowy. Do tego sporo młodej krwi na pokładzie w postaci synów Gawlińskiego – Emanuela i Beniamina. To już nowe pokolenie i pewnie ciężko było powstrzymać ich chęć „ulepszenia” niektórych utworów.

Widać to było między innymi w wokalizach z utworu „Uyao” gdzie Beniamin przemycił swoje ozdobniki. Zupełnie mi to nie zaburzyło odbioru, fakt, że ten utwór po latach może brzmieć nieco inaczej i nieść zarazem te same emocje jest super.

Zupełnie nie mam pomysłu na to jak zakończyć ten tekst. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to zaproszenie Was na koncert zespołu w ramach Niebieskiej trasy, bo jeszcze parę koncertów przez zespołem. Wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że większość z Was postrzega zespół przez pryzmat Baśki ale uwierzcie, warto zmienić nastawienie tym bardziej, że Wilki nawet w ramach bisu Baśki nie grają. Grają natomiast utwór, który uruchomił u mnie bardzo smutną refleksje, że fakt iż Robert narzeka na zdrowie, ma przy sobie na trasach całą swoją rodzinę, wspomina początki kariery – to wynik upływającego czasu i swojego rodzaju żegnanie się z tym co przez ponad 30 lat było jego chlebem powszednim. Oby ta myśl była przesadzona, nadwrażliwa i niepotrzebna, jednak z nią i ostatnim zarejestrowanym przeze mnie fragmentem koncertu Was zostawiam.

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s