Top 100/2019, czyli płyty, które warto było poznać w 2019

Gdyby ktoś mnie zapytał jaki to był rok w muzyce, odpowiedziałbym, że męczący, czego dowodzi moja praca nad tym zestawieniem. Bardzo mało albumów zapadło mi w pamięć jako te wybitne i serio sporo z nich musiałem sobie przypominać pod koniec roku. Wszystko przez to, że wychodzi tysiące albumów, miliard EPek, pizdyliard singli i projektów.  Coraz trudniej jest się na czymś skupić na tyle, by powiedzieć więcej niż „fajne/niefajne”. No ale, jakoś jeszcze radę i w Wasze ręce, trzynasty rok z rzędu oddaję zestawienie top100.

Linki do TOPek z lat ubiegłych znajdują się na samym dole tekstu. 

Jak co roku, na wstępie chcę zauważyć, że poniższy ranking jest wyrazem mojej subiektywnej opinii. Krótkie uzasadnienia są jedynie próbą zachęty  abyście sami sprawdzili czy dana płyta faktycznie zasługiwała na uznanie i czy w tym co piszę jest chociaż ziarno prawdy. Jak zawsze zapraszam również do komentowania i wypisywania płyt, których poniżej nie znaleźliście.

Na rozgrzewkę – top 3 płyt, które uznałem za warte uwagi dziesięć lat temu wraz z oryginalnymi uzasadnieniami (link do całego zestawienia pod tekstem):

3. Mando Diao – Give Me Fire!

Ich muzyka w moim domu pojawiła się jakoś całkiem przypadkowo. Potem okazało się, że jeden z ich kawałków często słychać w radiowej Trójce. Teraz uważam, że ten album to jeden z najlepszych albumów tego roku.

2. White Lies – To Lose My Life

Po głębszej analizie dochodzę do wniosku, że ten album jest kapitalny! Mimo, że to wielce nie odkrywcze granie to dobrze się tego słucha a fakt, że nie udało mi się ich zobaczyć na openerze… Boli.

1. The Jones – Session One

Patr00 po raz drugi! Coś pięknego! Dobrze, że coś takiego zostało wydane w Polsce. Chwała ci za to Asfalcie! Takiego muzycznego mięsa w polskim hip hopie nie było dawno!

 

No to tyle z prehistorii. Teraz lista płyt, których istnienia jestem świadom, ale nie zmieściły się do setki – z różnych powodów: nie zdążyłem ich poznać, nie były według mnie wystarczająco dobre lub nie spełniały sztywnych-miękkich kryteriów. Wśród nich z pewnością znajdą się takie, o których uważam, że nie warto wspominać. Które mam na myśli, zostawię sobie.

Weyes Blood – Titanic Rising
Cate Le Bon – Reward
Steve Lacy – Apollo XXI
Maggie Rogers – Heard It In a Past Life
Future – Future Hndrxx Presents: The WIZRD
Sharon Van Etten – Remind Me Tomorrow
Girlpool – What Chaos is Imaginary
Giggs – Big Bad …
Ry x – Unfurl
Jenny Lewis – On The Line
Tymek – Klubowe
Slowthai – Nothing Great About Britain
Holak – Tego nie widać, tego nie słychać
Bishop Nehru – Nehruvia: My Disregarded Thoughts
Lapalux – Amnioverse
Coldplay – Everyday Life
Pati Yang Group – War On Love
Riverside – Acoustic Session
Foo Fighters – 1999925

Anita Lipnicka – Od nowa
Chillwagon – Chillwagon
Taylor Swift – Lover
De Mono – Reset
Babu Król & Smutne Piosenki – Nowa Fala Polskie Designu I i II
Slayer – Repentless Killogy
Eprom – Aikon
Hades – Combo
John Zorn – The Hermetic Organ Vol. 8: For Antonin Artaud
Nagrobki – Pod ziemią
Robert Piernikowski – The best of moje getto
Marek Napiórkowski – Hipokamp
Patti Yang Group – War on Love
Trentemoller – Obverse
Daedeleus – Bittereinder
Jai Paul – Leak 04-13 (Bait Ones)
Chance the Rapper – The Big Day
Young Thug – So Much Fun
Dj Shadow – Our Pathetic Age
Dawid Podsiadło – EP (Akustycznie)
Coma – Voyage Voyage
Kanye West – Jesus Is King

No to rozgrzewkę mamy za sobą. Teraz docelowa stówka. Żeby umilić Wam przeglądanie poniższej listy, utworzyłem również playlistę na Spotify. Znajdziecie na niej po jednym z kawałków z każdej płyty, które są zestawione poniżej:

100. Bill Callahan – Shepherd in a Sheepskin Vest

Nie ocenia się książki po okładce. Płyty zresztą też, dlatego jeżeli nie znacie albumu Callahana, to sprawdźcie. Ponad godzinę muzyki, która jednych znuży innych zauroczy. U mnie pół na pół. Doceniam odwagę wydania tego materiału w trudnej dwupłytowej formie.

99. Low Roar – Ross

Bardzo chciałem aby ta płyta mi się spodobała. Chyba dlatego, że bardzo lubię dotychczasowy dorobek zespołu. Niestety, Ross to pozycja raczej dla osób takich jak ja – tych co znają i doceniają. Jeżeli nie miałeś/miałaś wcześniej styczności z ich muzyką to może nie podejść.

98. Krakowitz – Chwasty (EP)

Chwasty to jedyna EPka w tym zestawieniu. Zasady niby są sztywne i sam sobie narzucam „żadnych EPek tylko longplaye”, ale już od paru lat znajduje się krążek, który powoduje, że tę zasadę mogę sobie wstawić między bajki.

97. Toro y Moi – Outer Peace

Muzyka tego koleżki jest mi bliska i nie chodzi nawet o jakiś wybitny poziom tworzonych przez niego utworów, ale o to, że Toro od wielu już lat jest niezwykle płodnym artystą. Jego muza przy tym jest niespotykanie równa. Ten krażek jest to idealnym wypełnieniem tła. Pewnie dla wielu artystów takie postawienie sprawy jest krzywdzące, ale nie powinno. Zrobić muzykę, która nie jest inwazyjna to też sztuka.

96. Adix – Adix gotuje

Adix to moja koleżanka i to, że jej album się tutaj znalazł to nie kumoterstwo tylko wynik obserwacji radości z tworzenia płyty. Świetnie się słuchało opowieści o kulisach nagrywania, sesji zdjęciowej, a potem całego bajzlu jaki miał miejsce po premierze. Adix, jeśli to czytasz – dzięki za te historie. Gdybyś planowała drugi album – to mam dla Ciebie parę sugestii i jeden kontakt 😉

95. Employed to Serve – Eternal Forward Motion

Chwila, co tu robi płyta metalowa? Sam tego nie wiem i jeden zaskoczony. Człowiek się zmienia, zmieniają się gusta i czasem sam się może zaskoczyć niektórymi decyzjami. No ale fakt – były momenty, w których ten album wybitnie mi pasował. Nie wiem czy udało mi się go przesłuchać chociaż raz – na raz, ale zasłużył na to by się znaleźć w tym zestawieniu.

94. The Tallest Man on Earth – I Love You. It’s a Fever Dream

Cztery lata minęły od poprzedniej płyty tego artysty. Sporo na tym krążku melancholijnych dźwięków i sporo tu ducha Boba Dylana. Jeżeli lubisz folkowo-akustyczne klimaty – warto sprawdzić.

93. Vampire Weekend – Father of the Bride

Mam wrażenie, że to zupełnie inny zespół niż ten, który nagrywał pod tą nazwą parę lat temu. Zmienione brzmienie, inna koncepcja na robienie muzyki. Nie oznacza to, że gorsza – po prostu inna.

92. Foals – Everything Not Saved Will Be Lost Part 1

Rzadko kiedy zdarza się aby w ramach jednej sesji nagraniowej nagrać tak dobry i równy materiał, a to przecież nie wszystko…

91. Tindersticks – No Treasure But Hope

Muzyka chwytająca za serducho. Wielu przypomina i przywodzi na myśl Cohena. Mi przypomina tylko tyle, że żeby posłuchać tej płyty to trzeba znaleźć ciszę. Gdybym miał jej w 2019 więcej, pewnie ten krążek byłby w czołówce tego zestawienia.

90. Clark – Kiri Variations

Nie znam się zbytnio na serialach i zbyt wielu ich nie oglądam. Doceniam jednak fakt, że tworząc nowe serie, podchodzi się do tego w sposób zupełnie inny niż do nagrywania takich Graczyków 😛 Pewnie część z Was wie, że album Clarka to ścieżka dźwiękowa do serialu. Ja tego nie wiedziałem i żyłem w błogiej niewiedzy. To dziwne, ale jak wyczytałem wiadomość, że ta muzyka to nie jest pełny obraz albumu – bo jest do tego ruchomy obrazek i to w paru odcinkach, poczułem się lekko oszukany i zepsuło mi to odbiór.

89. Solar – Pokój zero

Nigdy nie pałałem miłością do muzyki Solara, ale doceniam jego pomysł na działanie, a rok 2019 był u niego dość obfity. Byłem w szoku gdy dowiedziałem się, że „pan Solar” znalazł czas by nagrać ten album.

88. Little Simz – GREY Area

Kto chociaż raz gadał ze mną o kobietach w rapie, ten wie, że tylko Lauryn Hill się liczyła. Little Simz wyrasta jednak na kogoś kto może to przełamać. Fajna barwa i ten brytyjski akcent. Do tego flow, które jest takie od niechcenia. Kupuję to!

87. MIKE – Tears of Joy

Dla bitów z tej płyty można zrobić wiele. Serio, bardzo fajnie to buja. Sprawdźcie w samochodzie.

86. James Blake – Assume Form

Przesadna nowoczesność. Tak dwoma słowami mógłbym określić ten album. Są artyści, od których wymaga się wiele bo do tego nas przyzwyczaili. Blake odnalazł swój styl, ale dalej poszukuje. Dla mnie idzie w złym kierunku. Płyta solidna ale jak na niego…

85. Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu

Jeżeli chcecie się brzmieniowo przenieść o parę dekad to ta płyta jest właśnie dla Was. Nie znam pierwszego albumu Jazzbandu, ale to, że liczy on aż siedemnaście osób robi na mnie wrażenie. Chciałbym ten materiał usłyszeć na żywo.

84. Fink – Bloom Innocent

Tego pana należy szanować. Ma on w swojej muzyce takie pokłady wrażliwości, że ze świeca szukać drugiego takiego. Nie inaczej jest tym razem. Solidnie, ale zupełnie daleko od czasów Horisontalism.

83. Brockhampton – Ginger

To właśnie jedna z tych płyt, z którą mam problem, bo bity świetne, wokale bardzo melodyjne, ale wszystko mi tu psuje autotune, który pojawia się niepotrzebnie w paru miejscach – a pojawia się zaledwie w paru.

82. Deerhunter – Why Hasn’t Everything Already Disappeared?

Deerhunter nagrał nowy album i fajnie. Co można o nim powiedzieć? Chyba tyle, że bardzo nierówny ale nie jest przekombinowany i każdy kto znał chociaż parę utworów zespołu, z daleka rozpozna, że to oni.

81. Jo Berger Myhre / Olafur Björn Ólafsson – Lanzarote

Miałem w tym roku napady na jazz. Takie niespodziewane „ale bym posłuchał jakiegoś nowego” no i znalazłem ten album. Mimo, że tytuł jest taki a nie inny, to słychać tu islandzki chłód.

80. Brittany Howard – Jaime

Dla fanów soul jest to pozycja obowiązkowa. Dużo tu bluesa i czuć gospelowego ducha. Czy mnie to jara? No na tyle by znaleźć się w tym zestawieniu.

79. Gospel – Malagos

Gospel w wykonaniu Brittany Howard gorzej mi wszedł niż Gospel (PL). Gość, który zawsze był turbo prześmiewczy nagrał mixtape, który pokazuje, że ten skromny ruchacz świn zaczyna dorastać. Nie do końca to prawda, ale ma przebłyski. Serio.

78. Natalia Przybysz – Jak malować ogień

Z sióstr Przybysz wolę Paulinę, ale to Natalia częściej wydaje płyty. Muszę przyznać, że ta jest bardzo równa, mało tu wersów, które mógłbym wyszydzać, tak jak robiłem to przy poprzednim albumie. Generalnie, bardzo przyjemnie się słucha tego krążka.

77. Rebeka – Post Dreams

Post Dreams to jeden z tych albumów, które przy tworzeniu podsumowania musiałem sobie przypomnieć. Po odpaleniu albumu od razu przyszła myśl „aaa to to”. Krążek bardzo równy, brzmieniowo naprawdę topka i dla fanów Radiowej Trójki jest to jedna z najlepszych polskich płyt tego roku – na bank. Ja Trójki już nie słucham.

76. The Murder Capital – When I Have Fears

Mało w tym roku w moim zestawieniu punka i post-punka. Debiutancki album irlandzkiego bandu musiał się jednak tutaj znaleźć. Bardzo fajne gitary, świetne bębny i wokal – przekonujący acz nienachalny. Ten album mógłby spokojnie być sporo wyżej gdyby nie rozpraszacze w postaci innych płyt, których nawet w tym zestawieniu nie ma 😉

75. Mark Lanegan Band – Somebody’s Knocking

Marka Lanegana polubiłem dopiero po koncercie na Pohodzie parę lat temu. Od tego czasu nagrał dwa albumy. Ten jest okraszony jego klasycznym brzmieniowym sznytem. Warto sprawdzić.

74. Flying Lotus – Flamagra

Flying Lotus jak zwykle nie zawodzi. Tym razem przygotował płytę miejscami niemalże funkową. Nie ma tu muzycznych zaskoczeń i nagłego pierdolnięcia jak to miało miejsce na poprzednim albumie You’re Dead. FlyLo poszedł w koncepcje ognia i to miejscami słychać.

73. Florist – Emily Alone

Tak zwyczajnie po ludzku, jest to bardzo ładna płyta, której warto posłuchać. Akustyczne brzmienie, przyjemny wokal i wystarczy. Miejscami przywołuje mi to wspomnienia filmu „Once” ale to najpewniej tylko moje skojarzenie.

72. Baranovski – Zbiór

Był taki czas, że płyta Baranowskiego długo towarzyszyła moim codziennym podróżom do i z pracy. Na początku było to zauroczenie, potem lenistwo (nie lubię w korku na szybko szukać czegoś nowego do odpalenia na Spotify). No i tak ze Zbiorem zrobiliśmy parę dobrych kilometrów.

71. Pidżama Porno – Sprzedawcy jutra

Po singlu Hokejowy zamek zapragnąłem wybrać się na koncert Pidżamy. Chciałem sobie przypomnieć jak to jest być młodym i zbuntowanym. Po przesłuchaniu całego albumu nieco mi przeszło, gdyż miejscami krążek jest bardzo nierówny a w dwóch miejscach naiwny. W których? Zostawię to dla siebie. Nie mniej – żeby nie było negatywnego wydźwięku – cieszę się, gdy zespoły, które są dla mnie w jakikolwiek sposób ważne, nagrywają nowe albumu. Mam nadzieję, że płyta poszła szeroko i Sprzedawca jutra to nie będzie tylko fanaberia zespołu.

70. Kartky – Dom na skraju niczego

Bardziej niż tą płytą, żyłem dramą jaka pod koniec roku stała się udziałem artysty. Takie czasy, że aferki z życia prywatnego przy odrobinie przypadku/celowości staną się udziałem życia publicznego. Nie mniej, gdyby nie ta aferka pewnie bym w ogóle sobie nie przypomniał, że Kartky wydał album, który przecież jest naprawdę dobry.

69. Pezet – Muzyka Współczesna

Nie znam nikogo z mojego rapowego kręgu, kto nie czekałby na ten album. Nie znam też nikogo, kto jarałby się tym albumem. Ja sam słysząc wszystkie kolaboracje, w jakich udzielał się Pezet w ostatnich paru latach, liczyłem na coś zupełnie innego. No cóż, typ chciał nagrać płytę techno i to zrobił. Szacunek za odwagę. Za parę lat okaże się, że wyprzedził epokę, albo pogrzebał polski hiphop jaki znaliśmy. Czas pokaże.

68. Tourist – Everyday

Chwilę mi zajęło, zanim udało mi się tego albumu posłuchać w całości. Jedno jest pewne – wymaga on skupienia, ale jak już raz porwie tak ciężko się oderwać. O taką elektronikę nic nie robiłem.

67. Purple Mountains – Purple Mountains

Na tej płycie fani muzyki z Off Festivalu znajdą wszystko. Jest lekko zachrypiały wokal, są gitary nawiązujące do korzeni indie rocka. No i co? Fajnie się tego słucha. Jedno z bardziej niespodziewanych fascynacji tego roku.

66. Innercity Ensemble -IV

Pamiętam dwie ostatnie płyty kolektywu Innecity Ensemble jako strasznie poważne. Mam wrażenie, że przy IV zespół zaczął się nieco bawić formą i odnalazł pewnego rodzaju luz.

65. Ralph Kamiński – Młodość

Ralph to dla mnie człowiek zagadka. Z jednej strony bardzo mnie irytował jako dziennikarz w CGM z drugiej strony zaskarbił moją sympatię swoim koncertem na Przystanku Woodstock. Robiąc tak bardzo wymagająca muzykę, potrafi sobie pozwolić na spory luz i dystans. No i dalej nie wiem co myśleć, skłaniam się jednak w tę drugą stronę, bo Ralph robi muzykę po swojemu i idzie nieco pod prąd. Takie działania zawsze należy wspierać.

64. Battles – Juice B Crypts

Battles to zespół, który od zawsze i na zawsze będzie kojarzył mi się z muzyczną matematyką. To jak bardzo równo ich kawałki są połamane nie zdarza się często. Nowy album jednak zawsze kończę słuchaniem starych utworów. To sporo mówi o wydawnictwie.

63. FKA Twigs – Magdalene

To jeden z tych albumów, nad którym pochylałem się parę razy. Mam wrażenie, że wszystkie portale muzyczne, opiniotwórcze serwisy napisały już o nim wszystko. A ja? Od dwóch płyt nie potrafię zrozumieć niezwykłości zjawiska, bo muzycznie jest bardzo ok, ale bez przesady.

62. O.S.T.R. & Magiera – Arhytmogenic

Okłamałem Was pisząc o tym, że Epka Krakowitz to jedyną w tym zestawieniu. Zapomniałem, że przecież jeszcze Ostry i Magiera nagrali coś dla czego należy zrobić wyjątek. Dlaczego się ona tu znalazła, bo liczy się tylko prawdziwy hip hop, o czym O.S.T.R. przewinął chyba w tym roku milion razy. Na tej epce 600 tysięcy 😉

61. Patrick Watson – Wave

Nigdy nie byłe wielkim fanem muzyki Patricka Watsona, ale chyba się to zmienia. Zaczynam coraz bardziej doceniać dźwięki, których przy pierwszym przesłuchaniu nie da się usłyszeć. To one powodują, że ten album jest w tym zestawieniu. To one go wyróżniają.

60. Dave – Psychodrama

Jeszcze tego nie wiecie ale w tegorocznym zestawieniu jest masa rapu. Zaczyna się na grubo od tego albumu, no ale co się dziwić skoro tutaj się wszystko zgadza.

59. Tyler, the Creator – IGOR

Tyler to artysta, którego słuchać nie lubię. Wolę go oglądać w wideoklipach. Mam jednak wrażenie, że ta płyta zmienia sporo. Nie pamiętam aby wcześniej jego albumy były tak melodyjne, nie pamiętam czy to pierwszy raz, kiedy słyszę żywe instrumenty, ale naprawdę przyjemnie się tego słucha.

58. Jan Serce – Nie będę tańczył

Kolejna płyta w zestawieniu, w którą zamieszane są znajome twarze. Kibicuję, niech idzie szeroko!

57. Król – Nieumiarkowanie

Świetnie mi się słuchało poprzedniej płyty Króla. Nie wiedziałem jak wygląda, miałem pewne wyobrażenie artysty. Gdy wydał Nieumiarkowanie i zobaczyłem go na żywo, wszystko prysło. Muzycznie ta płyta ma na sobie brzemię genialnej poprzedniczki i nie mogę wyzbyć się myśli „Panie Królu, kiedyś kurła to było”.

56. KęKę – Mr. Kękę

To płyta z paroma ważnymi momentami. Jest niestety też parę, które są do zapomnienia zwłaszcza tych, w których Kęki eksperymentuje.

55. Pokahontaz – Renesans

Panowie niby wciąż odcinają kupony, ale robią to w taki sposób, że wszystkie dinozaury rapu poczuły się jakby znowu mieli naście lat. Wielkie dzięki za to Panowie!

54. Lana Del Rey – Norman Fuckin Rockwell!

Cholernie dobrze wyprodukowana jest ta płyta. Tutaj zgadza się niemal wszystko. Czemu zatem tak nisko w zestawieniu? Muszę być uczciwy – późno ją przesłuchałem i nie znam krążka na tyle, by móc umieścić go wyżej niż te, które towarzyszyły mi przez znaczenie dłuższy czas.

53.Blood Orange – Angel’s Pulse

Straszny luz na tej płycie. Negro Swan, które było rewelacyjnie przyjęte, zupełnie mi nie siedziało. Ten album ma dla mnie to coś. Jest jakiś taki bardziej autentyczny. Propsuję.

52. Legendarny Afrojax – Anarcho porno gran turismo

Takich artystów jak Afrojax nie ma wielu. W sumie jest tylko jeden i zowie się Legendarny Afrojax. Wielokrotnie pisałem o nim na łamach tego bloga, dlatego obecność tej płyty w zestawieniu, nie powinna nikogo dziwić. Co do płyty – klasycznie – dwuwarstwowo – pod osłoną beki czai się coś więcej. Trzeba zajrzeć w odchłań by to dojrzeć.

51. Thom Yorke – ANIMA

Czasem się zastanawiam skąd Thom bierze te wszystkie pomysły i patenty. Skąd w nim tyle energii do powoływania nowych projektów. ANIMA to ewidentnie jeden z kolejnych pomysłów jak wydać coś czego nie da się wydać pod szyldem Radiohead.

50. Solange – When I Get Home

Muzycznie to jest topka. Wokalnie nie ma powodów do narzekania. Całość jest spójna, ale znowu coś.. Jakoś po po prostu nie lubię Solange. Stąd dopiero tak odległa pozycja.

49. Kano – Hoodies All Summer

Kano to automat do nawijki. Pięknie tutaj płynie, elegancko dokleja się do trudnych bitów, chociaż wszystko jest mocno obok. Flow jakie ma ten koleś to naprawdę rzadkość.

48. Bon Iver – I, I

Subtelnie i delikatnie. Miałem taki moment w tym roku, że ta płyta bardzo długo latała na moich słuchawkach. Dla mnie to wystarczy by być w top50.

47. Otsochodzi – Miłość

Czy Otsochodzi to wciąż młody kot? Jeżeli tak to można powiedzieć, że wyostrzył sobie pazury i mocno drapie. Brzmi to dobrze. Tekstowo nie ma może zbyt dużo do powiedzenia, ale w kategorii „muzyka rozrywkowa” kupuję ten album.

46. Beirut – Gallipoli

Pamiętam czasy, kiedy o Beirucie było bardzo głośno, kiedy niemal każdy singiel był hitem. Teraz jest nieco inaczej, momentami nawet nudno. Trochę format się wyczerpał, ale wciąż jest ten niezwykły charakter, który tak bardzo przyypomina mi pierwsze płyty Zahara.

45. Clock Machine – Prognozy

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział Clock Machine to zespół w, którym wokalnie udziela się Igor Walaszek, czyli popularny Igo z duetu z Bass Astral. Piszę o tym, ponieważ pierwsze moje kontakty z tą płytą, to czas jazdy na autostradzie. Nie zwykłem wtedy sprawdzać kto jest kim. Co do samej płyty – naprawdę warta uwagi pozycja, nie tylko dla tysięcy fanów Igo.

44. Lingua Ignota – Caligula

Zupełnie niespodziewane ekscentryczne odkrycie. Na początku byłem przerażony, potem zaciekawiony, a później stwierdziłem, że jest jedno z najbardziej intrygujących wydawnictw w tym roku. Czyżby jakiś nowy/stary trend? Zobaczymy.

43. Schafter – Audiotele

Parę lat temu poznałem LTE Boys. Było tam paru byłych Youtuberów, z których jeden nagrał utwór z Schafterem. Trochę nie rozumiałem dlaczego to akurat Schafter jest tak pompowany i dlaczego to on podpisuje kontrakt z Asfalt Records. Gdy sprawdziłem nagrywki większości chłopaków, zrozumiałem, że jako jedyny trzyma równy poziom swoich numerów. Dodając do tego wiek – jest w nim potencjał. Po płycie Audiotele mam mieszane uczucia, bo bardzo liczyłem na coś epokowego, a dostałem dobrą płytę poziomem przypominającą debiut Otsochodzi. Niby sztos, ale jednak nie. Schaftera będę bacznie obserwował.

42. Miętha – Audioportret

W odróżnieniu od Schaftera zupełnym zaskoczeniem był dla mnie ten album. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo skąd – zupełnie od czapy pojawił się na mojej liście albumów do przesłuchania. Lekko soulowo, oldschoolowo i teksty takie bez spiny. Bardzo fajna płyta, z ciekawych instrumentarium.

41. Jakub Kapsa – Supersonic Moth

O tym albumie dowiedziałem się tropiąc poczynania członków Contemporary Noise Quintet – noise jazzowego zespołu dekady. Okazuje się, że Jakub Kapsa – założyciel bandu, obecnie nagrywa solo. Są to zupełnie inne rzeczy niż te, do których parę lat temu mnie przyzwyczaił. Jak nazwać to co robi Kapsa obecnie? Ogólnie i szeroko pojęty jazz to nie jest, muzyka poważna też nie bardzo. Może po prostu muzyka klasyczna? Sprawdźcie to sami.

40. Devendra Benhart – Ma

Devendra, który przeze mnie był zawsze uważany za nadwrażliwego, tym razem nagrał płytę bardzo wyważoną i równą. Tematyką tej płyty jest macierzyństwo więc w sumie zrozumiałem polecenie jej przez koleżankę, która od pół roku jest matką 🙂

39. Underworld – Drift Songs

Trochę tęskniłem za nowymi rzeczami od Underworld. No i się doczekałem. Czy warto było czekać? Zdecydowanie! Album równy i bardzo smaczny.

38. Bonsoul – Restart

Ten album był dla mnie zaskoczeniem, gdyż od dobrych parunastu miesięcy nie śledziłem tego co działo się u Bonsona. Tymczasem wychodzi taki sztos! Tekstowo – klasyczny Bonson. Muzyka – top! Soulpete robi tutaj taką robotę, że przy pierwszym odsłuchu, kopara mi opadła na parter. Musiałem po nią jechać windą.

37. Bisz/Radex – Duch oporu

Są takie dwie pozycje u Bisza, do których równam wszystkie jego inne wydawnictwa. Jednym z nich jest genialna tematyczna EPka Zimy nagrana razem z Kosą, drugą jest oczywiście Chodnikowy Wilk. Bisz z Radexem robią jednak zupełnie inne rzeczy brzmieniowo, co powoduje, że zawsze mam problem z ich albumami. Mam wrażenie, że w przypadku Bisza nie można już nic lepszego wypuścić. I teraz zupełnie niezgrabny twist – bo album jest świetny i przyjemnie się go słucha – ale nie mam na to żadnych dowodów.

36. Nilüfer Yanya – Miss Universe

W kategorii największe zaskoczenie jesteśmy blisko zwycięzcy. Miss Universe to fajna indie płyta. Wszystko tu gra, zero przypadkowości, gitary nie nudzą i momentami fajnie brudzą. Dużo się tu dzieje – warto sięgnąć.

35. Taco Hemingway – Pocztówka lato 2019

Kiedy wszystkie memy na temat Taco Hemingway’a zostały już wypowiedziane, kiedy Narodowy został wyprzedany, pora wrócić do tego co działo się w momencie gdy wypuścił płytę. Społeczeństwo się podzieliło na tych, którzy hejtują, że typ nie ma już nic nowego do powiedzenia, oraz na tych, którzy są zachwyceni kolejnym album wieszcza narodowego. Ja jestem gdzieś pośrodku, słyszę próby eksperymentowania w muzyce, ale także znudzenie zwyczajnością artysty jaka dopada Taco. Nie mniej – szanuję jak diabli, bo Taco to jeden z nielicznych artystów w tym kraju, który może sobie pozwolić na milczenie i tylko raz na pół roku uruchamia swoją socialmediową maszynę na full. Z zaciekawieniem będę obserwował co wydarzy się dalej.

34. Meek, Oh Why? – Zachód

Minęło chyba ze dwa lata od czasu, kiedy o nim usłyszałem. Zastanawiałem się jak to się rozwinie. No i fajnie się rozwinęło bo Mikołaj nagrał kolejny album w Asfalcie. Jest mi to bliski krążek bo jest tu wiele nawiązań do Krakowa jaki znam. Dziękuję Mikołaju!

33. Beck – Hyperspace

Czy kogoś jeszcze zaskakuje, że Beck nagrywa płytę inną niż poprzednia? Przecież ten koleżka robi co chce i we wszystkim czuje się świetnie. Dwa lata temu nagrał najbardziej popowy album jaki tylko można było. W tym roku dał nam krążek, na którym roi się od synth i dream-popu.

32.Nick Cave & The Bad Seeds – Ghosteen

Nie lubię słuchać płyt Nicka Cave’a. Nie znam dobrej przestrzeni do odbioru jego muzyki. Auto, praca, dom odpadają. Jedyne miejsce gdzie uwielbiam jego muzykę do duża scena. Wtedy jest magicznie, wtedy potrafię docenić kunszt i totalny brak przypadkowości przy doborze słowa do dźwięku (i odwrotnie). Tak też starałem się słuchać tego albumu – wyobrażając sobie, że Nick stoi na scenie i śpiewa dla tłumu wpatrzonych w niego osób. Ten model słuchania sprawił, że się nieco zahipnotyzowałem.

31. Muniek Staszczyk – Syn Miasta

Ja wiem, że jest przynajmniej dziesięć tytułów, których słuchałem więcej i chętniej niż ten krążek, ale sytuacja życiowa Muńka jakoś tak bardzo mnie dotknęła – wszak to idol z lat młodości – że Syn Miasta zagościł u mnie na dłużej.

30. Julia Jacklin – Crushing

Mam wrażenie, że dużo około folkowych klimatów znalazło się w tym zestawieniu. Kolejnym z nich jest właśnie album Julii Jacklin. Czemu niby uważam ten album za folkowy? Bo tak go określił Bartek Chaciński, a on się zna jak mało kto! I piszę to bez kszty beki. Anyway, folk, rock – to tylko jakaś szuflada, a prawda jest taka, że album fajnie się toczy. Jest tu świetna gitarka, trochę pianinka i fajna nieinwazyjna sekcja rytmiczna.

29. Hot Chip – A Bath Full of Ecstasy

Jakbym miał określić ten album jednym słowem, to pewnie powiedziałbym „barwny”. No i fajnie, bo ten termin można odnieść również do okładki. Muzycznie zostałem nim zaskoczony, bo brzmieniowo jest to zupełnie coś innego niż to co nagrywał zespół do tej pory. Szukając przyczyny, bardzo łatwo natrafić na informację, że przy tej płycie Hot Chip po raz pierwszy zdecydowali się na zewnętrznych producentów. No i to słychać. Jest bardzo piosenkowo i czasem wręcz przebojowo.

28. Lipali – Mosty, rzeki, ludzie

Jezu jaka to jest dobra płyta! Oczywiście pewnie trumetale, którzy pamietają i kojarzą Lipnickiego przede wszystkim z Illusion powiedzą, że gówno. Ale nie, oni się nie znają. Ta płyta jest bardzo mądrze zrobiona, świetnie wyprodukowana i DOBRA!

27. Moodymann – Sinner

Trochę mi zajęło zanim zjadłem w całości to ciastko. Na początku nie wiedziałem jak się za to zabrać. Dziwne house’y, z których nic nie wynika. Kiedy jednak złapiecie już o co w tym wszystkim chodzi, będziecie odkrywać kolejne warstwy dziwnych sampli jakich Moodymann użył przy produkcji tego albumu.

26. Niemoc – Baśnie

To moje zaskakujące odkrycie 2019. Oczywiście, jak większość, płytę postrzegam przez pryzmat Miss Żużla ale w tym kawałku chłopaki pokazują taki potencjał, że głowa mała. Słyszę tu fankujące gitary, fajny vibe i Depeche Mode. To dobre skojarzenia są.

25. Liam Gallagher – Why Me? Why Not.

Ten stary buc, który nie potrafi się dogadać z bratem i reaktywować Oasis, nagrał nowy album. Czemu uważam, że jest bucem? Bo widziałem go na scenie w tym roku na żywo i wszystko się zgadza: „Jestem Liam, wiem, że chcecie Oasis ale mi się nie chce, wiec słuchać moich nowych utworów”. No i sobie tak słucham – i to proste gitarowe granie bardzo mi się podoba.

24. Fontaines D.C. – Dogrel

Zestawienie bez żadnej chociażby nieco punkowej płyty byłoby jakieś takie unfair. Na Dorgel nie ma nic odkrywczego. Wszystko to już było, na krążku nic nie zaskakuje, ale jest tutaj autentyczność i energia. To styknie.

23.Foals – Everything Not Saved Will Be Lost Part 2

No i Foalsi po raz drugi. Tak jak pisałem przy miejscu 91. Rzadko zdarza się nagrać w ramach jednej sesji tak równy i dobry materiał. Jeżeli Foalsi wchodząc do studia i są w stanie wypuścić aż dwa albumy, bo z materiału nie ma czego odrzucić, to naprawdę czapki z głów. Nie wiem, czy obecnie na świecie działa inny gitarowy zespół, który by był w takim boomie.  Wow!

22. Fisz Emade Tworzywo – Radar

To już dawno nie jest Fisz jako pamiętam. To już są panowie Waglewscy, którzy bardzo ładnie i dojrzale się starzeją. I wiecie co? Jak jeszcze przy poprzednich płytach ciężko mi było się z tym pogodzić, tak teraz, w czasie koncertu, widzę bardzo dojrzałych muzyków, a na płycie słyszę naprawdę przemyślane piosenkowe kompozycje. Kupuję to.

21. Sleaford Mods – Eton Alive

Jeżeli chodzi o Sleaford Mods, co jest to dla mnie brytyjski fenomen. Świat potrzebuje prostych środków przekazu takich jak ich muzyka. Minimalna forma ekspresji uratuje nas kiedyś od syfu muzycznego, który możecie usłyszeć w komercyjnych radiostacjach, gdzie artyści nie grają już swoich piosenek, tylko odświeżają te już nagrane parę lat temu. Ale do brzegu – jeżeli jeszcze nie znacie duetu z Nottingham to jeden z nich nagrywa muzykę na komputerze i na koncertach odtwarza ją poprzez naciśnięcie play, a drugi wykrzykuje swoje teksty ultralewicowe. No i tak się to wszystko kręci. Sprawdźcie!

20. Anderson .Paak – Ventura

W tym roku minęło 40 lat hip hopu. Ten wywodzi się z funkowych sampli i wiecie co? To dobry wstęp do tego, by zachęcić Was do zapoznania się z tym FUNKOWYM krążkiem. Naprawdę jest co słuchać. To bardzo, ale to bardzo buja.

19. Bitamina – Kwiaty i Korzenie

Bitamina wraca z nowym albumem, powiela schematy, nagrywa niemalże bliźniaczy album. Ale wiecie co? To bardzo dobrze. Taką ich odsłonę polubiłem – taką właśnie naturalną. Chłopaki nie udają niewiadomo kogo. Nagrywają o sobie i swoim świecie. Dla mnie bomba!

18. Metro – A3

Mam wrażenie, że dla fanów łódzkiego rapu, ten krążek to obowiązek. Można z niego dowiedzieć się co słychać u paru raperów, którzy powinni a nie nagrali nic od paru lat. Janek do ku**y nędzy! Nagraj coś (wierzę!). Ponadto, jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Metro jest jednym z najlepszych producentów w Polsce, to niech sobie koniecznie sprawdzi ten krążek.

17. Michael Kiwanuka – Kiwanuka

Pana co kiwa wnuka (hehe), nie znałem jeszcze paręnaście miesięcy temu. Potem zaliczyłem jego koncert na Pohodzie i to musiało się zmienić. Ten gość robi rzeczy wybitne i album nazwany jego nazwiskiem również takim jest.

16. Łąki Łan – Raut

Byłem mega głodny nowych dźwięków od Łąki Łan. Mimo, że to już niemalże czołówka zestawienia, ja mam wrażenie, że to i tak nie jest max możliwości zespołu i z palcem w przysłowiowej d**ie, mogliby nagrać jeszcze lepszy krążek.

15. Yuna – Rouge

Odkrycie tego LP to była dla mnie sensacja i szok. Album Yuna to płyta światowa. Tutaj się wszystko zgadza. Nawet jeżeli Pani jest produktem, to doskonale przemyślanym. Abstrahując jednak od tego, po prostu rewelacyjnie się jej słucha. Nie spodziewałem się, tego! Myślałem, że spokojnie podryfuje do końca track listy i odpalę kolejny album. No i masz..

14. Kamp! – Kamp Live

Pewnie wielu widząc Kamp w tym zestawieniu, zastanawia się WTF, bo ani to jakiś oficjalny album, ani premierowy materiał, ale biorąc pod uwagę ostatnią aktywność zespołu, zmiany w niemalże każdym aspekcie jego działalności można z całą stanowczością stwierdzić, że Kamp wreszcie to ma – stał się zespołem kompletnym i niech wreszcie przestanie się bawić w staranność i wypuszcza te wszystkie albumy, które powinien przez ostatnie lata. Ten album koncertowy jest sztosem jakich mało.

13. Kroki – Controlled chaos

Tak się zdarzyło, że na urodziny dostałem bilet na ich koncert, więc nie dość, że ten materiał wcześniej lubiłem to jeszcze mogłem go sprawdzić na żywo. Tak, Kroki to fajny zespół, który ma potencjał by nagrać w przyszłości bardzo ważne płyty. Już teraz są promyczkiem na pochmurnym niebie polskiej sceny alternatywnej. Trzymam kciuki za nich. Aha! Jeżeli nie znacie to sprawdźcie singiel Balon.

12. O.S.T.R. – Instrukcja obsługi świrów

Mimo, że pisząc te słowa wiem o tym, że Ostry podkradł zainspirował się kawałkiem Kendricka nagrywając nowy singiel, a także mam w głowie oburzenie sceny na informacje o możliwości pobierania nauk rapu u Ostrego (za 299pln), to cały czas jednak pamiętam jak bardzo dobry album wypuścił początkiem 2019. Troszkę się boje, że był to ostatni album Ostrego, który cieszył się tak dobrym przyjęciem. No, ale ile razy już w ciągu lat „Ostry się skończył”.

11. The Chemical Brothers – No Geography

Chemiczni bracia nagrali nowy album! Alleluja! Jest cholernie spójny, nie da się go słuchać w kawałkach bo to dzieło kompletne. Do tego świetnie się sprawdza na żywo! Co ja się będę produkował, posłuchajcie sami.

10. Sokół – Wojtek Sokół

Kolejna z legend polskiej sceny, która wreszcie nagrała nowy album. W odróżnieniu od Pezeta, Sokół zrobił to z buta i pokazał kto rozdaje karty. Jeżeli oceniać jakość przez dobór zaproszonych gości, to chyba lepiej się nie da. No ale muzycznie to też jest srogo.

9. Jan Rapowanie – Plansze

Jestem zadziwiony, że ten album mi tak dobrze wszedł. Janek to w stosunku do mnie gówniarz, a jego teksty, bardzo mądre i przekminione, mocno do mnie trafiają. Na całość jednak rzutuje jeden numer – 012, kto nigdy nie żył w Krakowie ten nie zrozumie.

8. Skepta – Ignorance Is Bliss

Ten charakterystyczny dresiarz nie bierze jeńców. Miałem tą wielką przyjemność się o tym przekonać w tym roku na Pohodzie. Materiał z płyty, się rewelacyjnie sprawdza na żywo. Wizualizacje, które bazują na obrazkach z okładki to sztosy. Zgroza, strach, intryga. Dużo ciemnej energii, którą należy poznać.

7. Urabaniak – For Warsaw with love

Album Ubraniaka to koncept oddający hołd Warszawie. Jest to rozrywkowy funkujący jazz z masą dobrych sampli. Bawię się przednio przy każdym odsłuchu.

6. Daria Zawiałow – Helsinki

Gdyby nie A. to pewnie pani Darii dawno bym podziękował, bo fajne granie, ale przecież jest wiele lepszego. Helsinki jednak długo grały w moim domu i aucie, co zaowocowało tym, że nie mogło być inaczej. Helsinki trafiają na do top6.

5. Małpa – Blur

Całkowicie inne flow, inny gorzki przekaz, trochę nostalgii. Taki jest nowy Małpa. Nie przeglądałem jeszcze zbyt wielu podsumowań, ale mało gdzie ten krążek widziałem. Dziwne to, bo przecież to jest dobry materiał, który zasługuje na wyróżnienie. U mnie ścisły top.

4. Sarius – Pierwszy Dzień Po Końcu Świata

Sarius zaczął mnie przyzwyczajać do tego, że każdy jego kolejny album jest sztosowy. Nie inaczej jest tym razem. Czysta energia, ekspresja, szczerość i kupuje ten cały antyhype, który chyba już powoli staje się wykreowanym sposobem umieszczenia się samemu na scenie. Nic to, muza się broni.

3. Młody Dzban – Ale się zjarałem, oto czajnik

No i może znowu będzie zaskoczonie, ale fakty są takie, że Wam się oczy otworzą jak mi się zamkną. 😛 W muzyczce też musi być miejsce na luz i dystans jaki znaleźć można w kawałkach Dzbana. Przecież rapik to nie tylko spięta gangsterka albo autotune plus obcisłe rurki. To także – i chyba przede wszystkim – luz i zabawny storytelling. Niestety, ale takiego rapu w Polsce jest mało! Dzbanie, rób to co robisz, Twoja muza jest potrzebna.

2. Spinache – 799919

Usłyszałem singiel Duragi i zwariowałem. Potem przeczytałem, że Spianache urodził się w 79, w 99 zrobił bity na tę płytę a teksty napisał w tym roku. Ten album to pierd**ony majstersztyk, limitowany projekt dla wszystkich truskulowych łaków, którzy tęsknią za latami 90′! Więc jeżeli z nostalgią mówisz, że kurła, kiedyś to było to konieczne jest u Ciebie zapętlenie tego potwora.

1. Pro8l3m – Widmo

Ten album wyszedł tak dawno, że byłem przekonany, że jest z roku ubiegłego, tymczasem mój lastfm (tak, dalej go używam), jednoznacznie mi przypomniał, że przez pierwsze miesiące 2019 roku, to właśnie ten album katowałem jak głupi. To, że Pro8l3m w tym zestawieniu (niemal) zawsze jest wysoko nie może dziwić. Od czasu, kiedy Seba zaraził mnie fascynacją ich muzyką, Steeza zacząłem uważać za najlepszego polskiego producenta, co do nawijek Oscara – gość ma patent. I niech tak będzie! Niech brudny świat się jakoś kula. W 2020 wychodzi Art.Brut2.0. Czy również będzie to płyta roku? Zobaczymy.

__________________________________________________

Jeżeli udało Ci się przeczytać wszystko, to jestem dla Ciebie pełen podziwu i bardzo Ci za to dziękuję. Na koniec chciałbym Ci również powiedzieć, że jest kilka osób, które przyczyniło się do tego, że na powyższej liście znalazły się właśnie te a nie inne albumy. Dziękuję wszystkim, którzy inspirowali, przypominali i dopytywali. Nawet nie wiem czy to przeczytacie, ale wielkie dzięki za symboliczne wskazanie czegoś czego nie widziałem. Dzięki też, dla tych, którzy na to zestawienie czekają, zawsze to miłe gdy ktoś doceni Twoją pracę. Do zobaczenia w 2020!

Poprzednie zestawienia:

Top 2018

Top 2017

Top 2016

Top 2015

Top 2014

Top 2013

Top 2012

Top 2011

Top 2010

Top 2009

Top 2008

Top 2007

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s