Top 100/2018, czyli płyty, które warto było poznać w 2018

To już dwunasty raz, kiedy na koniec grudnia postanawiam zestawić 100 płyt, których należało posłuchać w minionym roku. Zestawienia z lat ubiegłych podlinkuję pod tekstem, żeby nie było, że sobie to wymyśliłem ;).  A jaki to był rok? Trudny, ale nie opisałem się w nim jakoś wybitnie. Trochę wynika to z lenistwa, trochę z powodów zaangażowania na innych frontach, a trochę na skutek ograniczenia ruchowego, przez co pisanie stało się bardzo męczące. 

Jak co roku również, na wstępie chcę zauważyć, że poniższy ranking jest wyrazem mojej subiektywnej opinii. Krótkie uzasadnienia są jedynie próbą zachęty  abyście sami sprawdzili czy dana płyta faktycznie zasługiwała na uznanie i czy w tym co piszę jest chociaż ziarno prawdy. Jak zawsze zapraszam również do komentowania i wypisywania płyt, których poniżej nie znaleźliście.

Na rozgrzewkę – top 3 płyt, które uznałem za warte uwagi dziesięć lat temu wraz z oryginalnymi uzasadnieniami (link do całego zestawienia pod tekstem):

3. Pogodno – Opherofolia

Zespół po raz kolejny pokazał, że ich muzyka jest nie do skatalogowania. Warto o tej płycie poczytać, kupić, obejrzeć wkładkę i posłuchać Cd (nie zmieniać kolejności).

2. The White Stripes – Icky Thump

Jak to jest, że dwa instrumenty od tylu albumów nie nudzą I ciągle zaskakują? Świetna płyta.

1. Groove Armada – Soundboy Rock

Jakiekolwiek uzasadnienie w tym wypadku jest zbędne.

 

No to tyle z prehistorii. Teraz lista płyt, których istnienia jestem świadom, ale nie zmieściły się do setki – z różnych powodów: nie zdążyłem ich poznać , nie były według mnie wystarczająco dobre lub nie spełniały sztywnych-miękkich kryteriów. Wśród nich z pewnością znajdą się takie, o których uważam, że nie warto wspominać. Które mam na myśli, zostawię sobie.

Christine and the Queens – Chris
Daughters – You Won’t Get What You Want
The Xcerts – Hold on to Your Heart
Gazelle Twin – Pastoral
Objekt – Cocoon Crush
Blood Orange – Negro Swan
Krzysztof Zalewski – Zalewski śpiewa Niemena
Małe Miasta – Plecy Pomników
Glaca – Zang
Behemoth – messe noir
Wiley – Goldfather II
Sting & Shaggy – 44/876
Władysław Komendarek – Powrót z materii
Rogal DDL – ANTy
Dave Matthews Band – Come Tommorow
Iron $ Wine – Weed Garden
Peter Bjorn and John – Darker Days
Kartky – Black Magiic
LP – Heart To Mouth
Dave Matthews Band – Come Tomorrow

No to rozgrzewkę mamy za sobą. Teraz docelowa stówka. Żeby umilić Wam przeglądanie poniższej listy, utworzyłem również playlistę na Spotify. Znajdziecie na niej po jednym z kawałków z każdej płyty, które są zestawione poniżej:

100. Paluch – Czerwony Dywan

Sam jestem zaskoczony, że Paluch, znalazł się w tym zestawieniu. No ale, pomimo irytującego szumu medialnego, jaki wokół siebie zrobił parę dni przed premierą krążka, przyznać trzeba, że album zasługuje na to by znaleźć się w tym zestawieniu.

99. Reni Jusis – Ćma

To już druga, po długiej przerwie, płyta Reni Jusis. Krążek topowo wyprodukowany, fajnie brzmi i w ogóle nie zdziwiłbym się gdyby w paru zestawieniach podobnych do tego, Ćma była w czołówce. Dla mnie jednak było sporo więcej płyt, które utkwiły mi w pamięci i do których wracam z większą ochotą. Poza tym wiele na tej płycie utworów niezapadających na dłużej w pamięć – takich normalnych.

98. Bovska – Kęsy

Bovska to kolejna artystka, która ma wszystko czego potrzebuje współczesna gwiazda nowoczesnego popu. Dobrze, że to właśnie takich muzyków radio prezentuje, dając alternatywę dla szmiry. Taki znak czasów, że pop jest alternatywą. Lata świetności CKOD przewracają się w muzycznym grobie. Czemu zatem Bovska już tutaj, bo jakoś tak mnie razi fakt, że jej piosenki są chyba w każdej produkcji TVN-u. Aż się dziwie, że jeszcze intro Faktów się nie zmieniło.

97. Syny – Sen

Syny to duet bardzo specyficzny. Tak samo jak specyficznym jest Robert Piernikowski, z którym udało mi się zamienić parę słów przy okazji jednej z odsłon Unsound Festival. Dlaczego o tym wspominam? Bo ta dziwna specyficzność nie jest udawana i sprawia, że zarówno Sen jak i wcześniejsze dokonania duetu nie są czymś specjalnie wyreżyserowanym. Syny po prostu pokazują ziemianom inną – swoją galaktykę.

96. Beach House — 7

Trochę osłuchałem tej płyty, bo wyszła w maju, kiedy premier płytowych było jak na lekarstwo. Swojego czasu ten LP towarzyszył mi również w samochodzie. Sprawdza się idealnie do jazdy po zmroku. Polecam wszystkim (nawet dzieciom bez prawa do jazdy).

95. MGMT — Little Dark Age

Chwilę się zastanawiałem nad tym czy LDA powinno trafić do zestawienia. Zaowocowało to tym, że postanowiłem sobie ten krążek odświeżyć. No i tak przy nim zostałem jeszcze na parę chwil. Little Dark Age jest z pewnością bardzo dojrzałym krążkiem, który warto zestawić sobie z poprzednim albumem. Słychać progres (lub głosy absurdu płynący z mojej głowy).

94. Kanye West — Ye

Nowy album Westa jak zwykle był wydarzeniem, a ja jak zwykle nie doceniłem dostatecznie mocno i szybko zrezygnowałem z odtwarzania tego krążka. Jak przy każdej kolejnej jego płycie – nie jest to płyta, zła. Jest bardzo dobra, ale również zwykła. Nie ma w niej nic co by sprawiło, że ją zapamiętam.

93. CupcakKe — Ephorize

Ten album odkryłem dość późno, bo prawie pół roku po premierze, ale wystarczyło by go docenić. Nie przepadam za żeńskimi wokalami w hiphopie, jakoś brakuje mi w nim brudnego, mocnego sznytu, którego nie są w stanie wynagrodzić brudne teksty. Tutaj jednak flow kojarzy mi się z tym jakie miał Kendrick parę płyt wstecz. To chyba wystarczyło.

92. Black Rebel Motorcycle Club – Wrong Creatures

Jest tutaj niewymuszony brud, który udało się uzyskać za pomocą gitar, przy równoczesnym, dalszym stosowaniu mydła. Tak serio cała płyta jest równa i fajnie płynie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy lubią gdy gitary rzępolą.

91. Arctic Monkeys – Tranquility Base Hotel & Casino

Gdyby nie Łukasz, to nawet nie sięgnąłbym po ten krążek. Etap słuchania AM mam już dawno za sobą i jakoś mnie ich muzyka od pewnego czasu nie bierze. Jest jednak coś nowego w tym albumie, co sprawia, że jednak warto posłuchać – i to nawet parę razy. Potem, na tych paru razach poprzestać.

90. Nao — Saturn

Sięgnąłem z ciekawości i nie żałowałem. Fajny wokal, który płynie przez kolejne utwory na takiej muzycznej chmurce z nutek (starczy tych metafor, bo zaraz Pola Dwurnik będzie propsować) 😛

89.  Barbara Wrońska — Dom z ognia

Podobnie jak powyżej – sięgnąłem z ciekawości, bo coś tam wcześniej znałem/posłuchałem. Żadnych oczekiwań, miłe zaskoczenie. Jeżeli nie słuchaliście to również tak do tej płyty podejdźcie.

88. Saba — Care For Me

Na tej płycie się nic nie zgadza. Saba nawija obok bitu, bit nie buja równo i w ogóle ocokaman? Jednak gość tak recytuje swoje frazy, że nic nie przeszkadza a nawet jest atutem. Sprawdźcie te rapsy.

87. SOB x RBE — GANGIN

Solidna rapowa produkcja, która jeszcze zbytnio nie opowiada się w żadnym tru czy nju skulowym kierunku.

86. Imagine Dragons — Origins

Są tacy artyście jak pan West i właśnie Imagine Dragons – no nie przekonam się i nie pokocham, ale po nowy album zawsze sięgnę i docenię kunszt, sznyt i profesjonalizm.

85. DJ Koze — Knock Knock

Liczyłem, że ten album to będzie petarda. Jest petarda, ale to nie flara okrętowa a taki korsarz za 30 groszy. Tak czy siak – wystarczy to na śpiących za ścianą sąsiadów

84. Vance Joy — Nation of Two

Czasem w moich zestawieniach muzycznych zaplątają się tacy muzycy z gitara, którzy mają poruszać damskie serca ale poruszają też męskie. Nation of Two to świetnie wyprodukowana płyta z piosenkami, których można słuchać zawsze i wszędzie – i to jest jej zaleta.

83. Włodi – Osad

Świat się zmienia, idzie do przodu, a Włodi dalej nawija swoje, w charakterystycznym dla siebie stylu. Niektórych może to męczyć, ja nawet zarzucam mu, że dwie poprzednie płyty były zdecydowanie lepsze. Nie zmienia to jednak faktu, że na scenie brakuje takich Włodków, którzy konsekwentnie będą robić swoje. Autentyczność a nie ślepe podążanie za rapową modą – bardzo szanuję.

82. Sophie — Oil of Every Pearl’s Un-Insides

Co mi się spodobało na tej płycie? Chyba głębia dźwięków i mnogość ich połamań. Wbrew pozorom jest to bardzo odważny zabieg, który należy pochwalić.

81. Jazzanova – The Pool

Panowie z Jazzanovy młodsi nie będą, ale mam nadzieje, że dalej będą robić takie dźwięki jak na tej płycie, bo jak zwykle nie brakuje tu różnych wokali, emocji i jazzowych inspiracji. Polecam wszystkim, którzy znają przynajmniej jeden ich utwór – wiadomo który.

80. Nightmare On Wax – Shape The Future

Czy to stary i jary koszmar na wosku? Coś w tym jest. Mnie to porwało na tyle mocno by krążek znalał się w tym zestawieniu. Jeżeli ktoś zna dorobek, to nie będzie rozczarowany, ale też nic go nie zaskoczy.

79. Robyn – Honey

Gdyby tej płyty nie było w zestawieniu, ktoś kto ogarnia muzykę by mi tego nie wybaczył. Nie mniej ta sama osoba zarzucić mi może, że ten krążek jest tak nisko. Co ja mam napisać? No jest to dobra płyta, ale subiektywnie – było wiele lepszych.

78. Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood

Ktoś kto wcześniej Laurel nie znał, pomyśli, że to chora muzyka. Jest jak najbardziej zdrowa, ambientalna, opowiadająca ciekawą historię. Co najważniejsze przy tej płytce można się wyciszyć, a mało było takich krążków w 2018 roku.

77. Biff – Legendy

Płyty nie ma na Spotify, ale istnieje 🙂 Dlaczego warto? Bo to Biff, to ich trzecia płyta, a kto pamięta poprzednie ten wie, że warto. Tekstowo – pogodne mistrzostwo Polski.

76. Bishop Nehru — Elevators: Act I & II

Pierwsza z tych rapowych pozycji, których jeszcze dwa, trzy lata temu bym nie rozumiał. Dziś znajdują się one w zestawieniu, jako te, które polecam. Czemu polecam, bo niektóre bity urywają dupę.

75. Thievery Corporation – Treasures From The Temple

Jako, że utwory na tym krążku stanowią odrzuty po sesji nagraniowej do poprzedniego longplay’a, to nie spodziewałem się po tym zbyt wiele. Okazało się jednak, że pomijając dwa marnej jakości remiksy, dostaliśmy świetny materiał.

74. Tune-Yards – I Can Feel You Creep into My Private Life

Tune-Yards pierwszy raz usłyszałem na Offie parę dobrych lat temu, potem ich kariera ruszyła z kopyta, Pitchfork się nimi jarał i nagle przycichło. W tym roku wrócili z fajnym i klimatycznym albumem.

73. Kuba Knap — Knurion

Od zawsze miałem jakiś problem z manierą Kuby Knapa, do tego przeczytałem parę nieprzychylnych głosów o tej płycie. Nie rozumiem, bo Knurion to kawał solidnego polskiego hiphopu gościa, który ma na to swój patent.

72. Mac DeMarco — Old Dog Demos

Jest to zdecydowanie najsłabsza płyta DeMarco, może dlatego, że są to demówki. Ale też trochę chyba już mi się znudziło jego rzępolenie i marudzenie. Nie mniej tylko trochę, bo to wciąż dobre produkcje są. Kto nie ma tak jak ja, to z pewnością ten album oceni zdecydowanie wyżej.

71. Black Foxxes – REIðI

To spore pozytywne zaskoczenie, bo sięgnąłem po ten album „po okładce”. Alternatywne, gitarowe granie z niekiedy przebojowym zacięciem. Wszystko zgrabnie opakowane, budzące emocje. Chciałbym wyżej ocenić, bo krążek jest naprawdę dobry, ale nie towarzyszył mi tak długo jak longpleje z kolejnych miejsc.

70. Young Fathers – Cocoa Sugar

Poprzednim albumem Young Fathers jaranko miałem spore i w 2015 ich album trafił na 27-me miejsce zestawienia. Cocoa Sugar to nieco inna para kaloszy i zdecydowanie mniej mnie nosi przy słuchaniu tego krążka. Nie zmienia to jednak faktu, że niesie ze sobą ważne, nierzadko krzyczane treści. Warto a nawet trzeba posłuchać.

69. Gorillaz – The Now Now

Jeszcze parę lat temu dałbym wiele za każdy nowy utwór nagrany przez „wirtualny zespół”. Dziś dałbym sporo mniej, ale chyba i sporo mniej od nich za każdym razem dostaję. Ten album jak na potencjał, jest zaledwie przeciętny. Nie mniej to Gorillaz i trzeba znać.

68. Wczasy – Zawody

Używając metafory piłkarskiej, wczasy to muzyczna ekstraklasa i taka tekstowa trzecia liga. Jak ktoś jara się każdym poziomem ligowym, to będzie zachwycony (ja na przykład czasem lubię popatrzeć na niższe ligi).

67. Zeus – Nie w formie

W tych zestawieniach na ogół nie uwzględnia EPek. Tu robię wyjątek, bo Zeus zaskoczył. Raz, że wydał to niespodziewanie, dwa, że sam odgrzebując stare MPC60, wyprodukował bity. Propsuję to w opór.

66. Nosowska – BASTA

To co się dzieje wokół tej płyty to jakieś niezrozumiałe mi szaleństwo. Muzycznie jest to bardzo ok, ale ja do końca tego nie kupuję. Jakoś nie wierzę w tą cudowną metaforę skromnej wokalistki Kasi z Hey’a w Nosowską z Basty. Nie jest to autentyczne, albo nie było nigdy wcześniej. Jasne, że muzyka się broni, ale kiedy nie ma w tym szczerości to jest to tylko produkt.

65. Hemp Gru —Eter

W głowie się nie mieści, że jest nowy album. Nie jest to sztos, ale dla fanów starych polskich rapsów pozycja obowiązkowa.

64. Moby – Everything Was Beautiful And Nothing Hurt

Moby jest jak maszyna do wydawania płyt i chyba nie ma roku, kiedy by czegoś nowego nie wypuścił. Nie mniej płyta jak na niego jest dość nierówna. Jak na niego – bo od takich artystów jak Moby wymagam wiele więcej.

63. TACONAFIDE — 0,25 mg

Długo zastanawiałem się czy umieścić ten bonusowy krążek w zestawieniu. Zrobiłem to uznając za konieczność bowiem doceniam pomysł i realizację..

62. TACONAFIDE — SOMA 0,5 mg

..jednak nie na tyle mocno by długotrwało podbiło moje serce. Fakt, że panowie wypuścili to w taki sposób jest bardzo ciekawy. Na wszystko jedno rzutuje próba obejścia VATu, co już nie jest takie super

61. Let’s Eat Grandma — I’m All Ears

Nie wiem jak nazwać to co zawiera ta płyta. Art Pop? Electropop? No nie ważne, jest to przyjazna w słuchaniu elektronika, którą kiedyś chciałbym sprawdzić na żywo. Mam nadzieje, że latem na jakimś festiwalu uda się to zrobić.

60. Rosalía — El Mal Querer

Jeżeli polscy górale mogli eksperymentować z elektroniką, to dlaczego nie można poeksperymentować z flamenco? Polecam ten wynalazek.

59. Holak – Dożyłem 25 lat i nie będę nic zmieniał

Coraz bardziej cenię tego gościa. Niby jest wciąż niszowe rapowanie i bity rodem z mrocznego dokumentu o smutnych małolatach, teksty niby takie o niczym, a jednak jest to obraz współczesności. Tak prawdziwy jak bardzo chcemy, by prawdziwy był.

58. Julia Pietrucha — Postcards From The Seaside

Tak często leciała swojego czasu z głośników w moim domu, że aż w końcu się wsłuchałem i znalazłem w tym coś co przykuło moją uwagę. Warto sprawdzić.

57. Slaves — Acts of Fear and Love

Tych panów polubiłem od Pohodowego koncertu w 2017 roku. Ten ogień jaki dali wtedy rozlewa się na każdy nowy utwór, który znajduje się na tej płycie.

56. Noname — Room 25

Sięgnąłem to ten album zaskoczony wysokimi ocenami na NME. Nie ma tu trapów, autotune’ów i innych oznak współczesnego rapowania. Jest za to spokój, groove, chill jazzrap albo jakiś neosoul. Wrzuć to wszystko do wora to dostaniesz dokładnie to co na płycie.

55. Ten Typ Mes — RAPERSAMPLER

Kolejny polski raper, który w ostatnich latach zrobił niemal niebotyczny postęp, a kawałek Krzyczał na synka to sztos nad sztosy.

54. Szymon Mika Trio — Togetherness

Jest mi piekielnie miło patrzeć na to, jak ktoś kogo pierwsze muzyczne kroki na scenie dane mi było oglądać, tak fajnie ewoluuje muzycznie i otwierają się przed nim coraz to nowsze, ciekawsze muzyczne drzwi. Szymon, rób to co robisz, bo takich ludzi w muzyce jazzowej potrzeba. Ta rewelacyjna płyta, to dopiero preludium.

53. Paweł Domagała — 1984

Nie wiedziałem, że to ten sam Paweł Domagała, który jest aktorem. Dopiero narzeczona musiała mnie uświadomić. Jest to bardzo równy popowy album, który nie podbił bardzo mojego serca, ale z pewnością przykuł uwagę, bo są tu momenty.

52. DMA’s — For Now

Bardzo cieszyłem się na ten album i długo go wyczekiwałem. Jest to trochę mniej niż chciałem dostać, ale mimo wszystko polecam, wszystkim którzy jakoś tak trochę tęsknią za Oasis.

51. Igor Boxx – Fyodor

Nie jest t0 łatwa i przyjazna muzyka, ale z pewnością porywająca. Trzyma w napięciu i łamie schematy. Zresztą, kto zna twórczość Igora po Skalpelu, ten wie czego można się tu spodziewać.

50. Kamp! – Dare

Niesłychane! Kamp nagrał album! Może fala ich największego fejmu już minęła, nie mniej jest to solidna polska elektroniczna produkcja, którą należy docenić, nawet jeżeli część piosenek jest już ograna na różnych festiwalach, na których Kamp przez ostatnie dwa lata występował.

49. Django Django — Marble Skies

Minęło sześć lat od premiery najlepszej w dyskografii płyty Django Django. Marble Skies nawet nie udaje, że chce przebić tamten album. Mam wrażenie, że zespół poszukuje nowego pomysłu na swoje piosenki i wiecie co? Całkiem nieźle to wychodzi.

48. Kurt Vile — Bottle It In

Indiefolk, długie włosy i chorusy charakterystyczne dla Kurta to całe Bottle It In. Świetny album, ale trochę trzeba lubić takie granie.

47. unitrΔ_Δudio — POST-LOVE

Czyli P.A.F.F. w nowej odsłonie. Jeżeli ktoś wciąż w Polsce narzeka na słabą scenę klubową, to ten projekt powinien sobie odpalić na mocnych słuchawkach z jakimś konkretnym basem. Zdania pewnie nie zmieni, ale stwierdzi, że jest nadzieja.

46. Zeus – To pomyłka

Zeus po raz drugi w zestawieniu, bo i płyta warta tego. Nic odkrywczego nie napiszę, jeżeli stwierdzę, że Kamil to jeden z tych raperów, których można wrzucić w nurt „rap inteligentny”. Z każdym kolejnym krążkiem Zeus, dzieli się z nami swoim bagażem doświadczeń i powoli staje się dla mnie takim gościem jakim był Ostry, kiedy wychowywałem się rapowo. Propsy!

45. DJ Wielki Huj — Summer Hits 2018

Nie mogłem zrozumieć dlaczego Olga jara się tym czymś (długo nie mogłem nazwać tego muzyką). Teraz już wiem, że ten „projekt” ma na celu rozrywkę – bo trzeba się czasem rozerwać. Poza tym, jakby to dziwnie nie zabrzmiało – otwarcie horyzontów – bo trzeba znaleźć źródła oryginalnych tracków. Trzeba też dystansu – by wyciągnąć kij z dupy codzienności i stwierdzić, że muzyka nie kończy się na Rolling Stones z jednej, scenie alternatywnej na Offie i elektronicznym odkryciem roku. Muzyka to również Dj Wielki Huj, którego nigdzie normalni i zdrowi psychicznie ludzie nie puszczą publicznie.

44. Idles – Joy as an Act of Resistance

Trochę brudu nie zaszkodzi, a po centymetrze sam odpadnie. Tutaj jest go sporo, ale jakoś odpaść nie chce. Postpunk, Artpunk.. Zwał jak zwał. Jedna z najbrudniejszych i wykrzyczanych płyt w zestawieniu. Czad jakich mało w tym roku rynek muzyczny urodził.

43. The Herbaliser — Bring Out The Sound

Gdyby nie One Love, na które się wybraliśmy w tym roku [czytaj tu], to nie wiedziałbym o istnieniu tej płyty. Żałowałbym, bo jest to pozycja obowiązkowa zarówno dla tych, którzy Herbaliser znają dobrze z płyt klasycznych, jak i dla tych, którzy słyszą o nich po raz pierwszy.

42. Bokka – Live on planet B

O Bokka zrobiło się głośno gdy na autostradzie zapalił się im bus ze sprzętem. Mam wrażenie, że to właśnie wtedy trochę więcej osób o nich usłyszało. Co do samej płyty, to utrzymuje ona równy poziom i stawiam ją na równi z poprzednim krążkiem zespołu.

41. Pablopavo i Ludziki — Marginal

Każde większe miasto ma swojego barda. Przynajmniej mieć powinno. Mam wrażenie, że od paru płyt, takim warszawskim bardem stał się Pablopavo. Świetne miejskie historie opowiada. Mimo, że na Pradze byłem raz, a w dzielnicach stolicy orientuje się jak każdy krakus, to słuchając każdej pojedynczej piosenki przenoszę się do tych wszystkich zakamarków. Mam tak od dobrych paru lat, więc kupuję ten klimat.

40. Jungle – For Ever

Poprzedni krążek wystrzelał mnie z butów za każdym odsłuchaniem. For Ever już tak nie działa, i to nie dlatego, że nie mam butów, ale dlatego, że ciężko jest mu dorównać do poprzednika. Zatem, czy jest to słaba płyta? Zdecydowanie nie. Jest to płyta inna, który zaskakuje i niesie trochę inne emocje.

39. Muse — Simulation Theory

Są artyści, którzy mimo tego, że nie grają bardzo przebojowo a ich płyty nie wbijają się w pamięć na lata, to zaczynając ich słuchać nie możesz się oderwać. Tak mam przy tym krążku. Zresztą Muse to firma muzyczna, której nikt nie musi załatwiać by było to numer jeden na liście przebojów.

38. Lao Che – Wiedza o społeczeństwie

Kto zasnął na jakieś 10 lat, ten obudzony teraz może być zaskoczony tym jak bardzo ewoluowała muzyka Lao Che. Słuchając Powstania Warszawskiego i robiąc ten przeskok słychać… no właśnie? Dla mnie zajebisty muzyczny postęp i progres. Dla innych pewnie komerchę i robienie singielków pod radio. To bzdura.

37. Sonar — Torino

Sanar powinien dostać wyróżnienie za najlepszą okładkę 2018 roku. Muzycznie też sztos! Torino jeździ ze mną od miesiąca samochodem i nawet z odtwarzacza tego krążka nie wyciągam. Zapętlam się. Wy też się zapętlcie.

36. Mitski — Be the Cowboy

Wokal urzeka tak bardzo, że nie trudno się zasłuchać i zatracić. Świetnie skonstruowane kompozycje, które po prostu trzeba poznać.

35. Białas — In Hajs We Trust 2

Kto mnie zna ten może być zaskoczony obecnością Białasa w tym zestawieniu. Ktoś kto mógł się tego spodziewać może być zaskoczony, że jest on tak wysoko. Ktoś kto dodatkowo słucha Białasa i lubi jego muzykę, może się dziwić, że w zestawieniu jest ten Mixtape, a nie pełnoprawny, oficjalny album HYPER2000, no ale to właśnie ten krążek towarzyszył mi długo. Co on tu robi? Jest tak brudny i nie z mojej bajki, że nie mogłem oderwać uszu próbując zrozumieć trendy jakimi kierują się tacy raperzy jak Białas. Dalej nic nie wiem, ale słucham.

34. Paul Kalkbrenner — Parts of Life

A czemu by nie? Świetnie opowiedziana, elektroniczna historia, podzielona na osiemnaście różnych części. Polecam mocno!

33. The Dumplings  – Raj

Czy kogoś jeszcze zaskakuje, że ten duet nagrywa fajne i dobre utwory? To już nie są ci gówniarze, którzy osiągnęli krótki sukces. Teraz to pełnoprawni artyści, którzy mają pomysł na to jak robić muzykę. To przecież słychać.

32. Bedoes – Kwiat polskiej młodzieży

Gdy wszyscy z niego toczyli bekę, wyszukiwali afer, ja zastanawiałem się czy warto w ogóle sprawdzić kim ten koleżka jest i co sobą reprezentuje. No i sięgnąłem po nowy krążek i nie jest on zły. Trzeba przyznać, że storytelling Bedoesa jest do pozazdroszczenia przez pół polskiej rapowej sceny. Bity i autotune to inna para kaloszy. Można się czepiać, na tyle by nie trafić do pierwszej dziesiątki ale właśnie w to miejsce zestawienia.

31. L.U.C. – Good LUCK

Trochę młodzieńcze jaranko każdym nowym wydawnictwem L.U.C.a mi minęło. Nie mniej przypomniałem sobie o nim po dwóch koncertach Pohodowych tworzonego przez niego Rebel Babel. Płyta Good LUCK irytuje mnie tylko jednym, ale istotnym elementem – wstawkami czytanymi przez Tomasza Kota. Gdyby nie to, byłaby dziełem kompletnym, a tak jest tylko kolejną świetną płytą w dorobku wrocławskiego artysty.

30. Krakowitz — Cirrus

Katowicko-krakowski duet w tym zestawieniu nie powinien nikogo dziwić, no chyba, że ktoś ich jeszcze nie zna. Ja sam poznałem całkiem nie dawno, ale panowie od dobrych paru lat eksperymentują muzycznie i miło jest słuchać jak daleko to zaszło. Piękne dźwięki! Zresztą, gdzieś się ponoć muzycznie przecięliśmy we względnie dawnych czasach.

29. KęKę — ToTu

Tym razem KęKę nadaje trochę bardziej rodzinnie, bardziej zwyczajnie. Jest w tym wszystkim mega autentyczny i ja to kupuję. Coś jak Ostrego, który nawet gdy w życiu ma stabilnie i na pozór nudno, potrafi nagrać dobrą płytę.

28. Kaz Bałagane — Chleb i Miód

Jeszcze rok temu nie mogłem ogarnąć o co tu chodzi. Teraz doceniam, głównie produkcyjnie, bo tekstowo to niekiedy disco polo stoi na wyższym poziomie. Co zatem robi Bałagane tak wysoko w zestawieniu? Napewno zachęca do otwarcia się na nowe doświadczenia muzyczne 😉

27. Sofi Tukker – Treehouse

Rzutem na taśmę w zestawieniu, bo poznałem tydzień temu ten album. Może to tylko ślepe zauroczenie, ale każdy kto lubi klimaty, w których bas pulsuje równo i mocno, będzie zadowolony. Ja jestem.

26. Jon Hopkins – Singularity

Ta płyta, to taka trochę muzyka klasyczna.. ale elektroniczna. Nie ma tu przypadkowości i jak zwykle emocje narastają z minuty na minutę.

25. GusGus – Lies Are More Flexible 

Ponownie w zestawieniu, artyści których album doceniłem po usłyszeniu go na żywo. Materiał świetnie się sprawdzał, więc bez wahania po niego sięgnąłem. Warto.

24. IAMX – Alive In New Light

Jakoś początkiem grudnia usłyszałem, że kolega słucha IAMX. Zdziwiłem się bardzo, bo przecież on już długo nic nie wydaje. A jednak! W tym roku ukazał się nowa płyta, w której się zasłuchałem.

23. O.S.T.R. — W drodze po szczęście

Ostry jak co roku nagrywa album. Tak to się już utarło. Tak się również utarło, że głupio jest oceniać to co Ostry nam dostarcza. Tacy artyści jak on wydają bezapelacyjnie solidne wydawnictwa. Nie ma z tym dyskusji.

22. Taco Hemingway — Cafe Belga

Taco gruchnął tym albumem jak zwykle z zaskoczenia. Jak zwykle podzielił słuchaczy. Jedni to trolle bawiący się hejtowanie jego „ciągle tych samych” kawałków, drudzy to ślepo zapatrzeni na maxa jarający się fani. Ja stoję gdzieś z boku i bardzo doceniam to w jaki sposób Taco pogrywa sobie z całym tym showbiznesem i dwoma frontami słuchaczy. Muzycznie Cafe Belga opowiada o tym co się u Filipa dzieje. Kto jest ciekawy ten nie powinien być zawiedziony, chociaż po co ja to piszę? I tak każdy przesłuchał ten krążek przynajmniej raz.

21. Kamasi Washington – Haeven And Earth

Miałem to przeogromne szczęście, że udało mi się tego materiału posłuchać na żywo. To co Kamasi robi na scenie to jakaś magia. Ta sama magia, nagrana zresztą na setkę bije na kilometry z krążka wrzuconego w odtwarzacz i to prosto w mordę. Dlatego też ostrzegam – przed słuchaniem rozłóżcie sobie po domu miękkie poduszki bo Was to rozłoży.

20. Editors — Violence

No i w takich momentach zawsze podkreślam, że to zestawienie jest subiektywne. Nie ma podstaw by ta płyta, w jakieś sensownej gazecie muzycznej była wyżej od płyty Muse. U mnie decyduje o tym sympatia do muzyków tworzących Editors, oraz fakt jak bardzo ważny jest to dla mnie zespół. Potrafię być jednak krytyczny, i dwa poprzednie albumy były w zestawieniach nisko. Przy Violence jest inaczej, bo zdaje się słychać, że Editorsi na nowo są w stanie robić wielkie utwory.

19. The Prodigy — No Tourists

W tym roku doczekaliśmy się nowego krążka od Prodigy. Panowie mają ten dar, że wszystkie ich kompozycje mają niesamowitego powera, więc ich nowy longplay zasługuje na wyróżnienie „Energia roku” 😉

18. Dawid Podsiadło — Małomiasteczkowy

Wielkie propsy dla Dawida, że zaczął sam pisać teksty. Szanuję to, że to właśnie jemu (i jego muzyce) udało osiągnąć się, tak wielki i komercyjny sukces. Płyta jest fajna i świetnie się jej słucha, ale wiem, że to dopiero początek. Dawid trzymam kciuki za normalność, bo to co się teraz w okół Ciebie dzieje, może namieszać w głowie.

17. Afrojax — Nikt nie słucha tekstów

Są artyści dla mnie ważni, o których szczerze się boję. Jednym z nich nich jest Afrojax, którego upadek widziałem parę lat temu. Mam wrażenie jednak, że złe doświadczenia, które go spotkały sprawiły, że stał się silny i potrafi oddzielić fekalno-anarchistyczny obraz swojej Twórczości od spraw doczesnych. Mało jest artystów, którzy zaczynają swoją płytę takim wersem jak Afrojax. Mało jest artystów, którzy tekstowo potrafią pisać dwuwarstwowo, bo pod warstwą beki, beczuni, hihotku jest naprawdę głęboka prawda, którą znajdą i zinterpretują tylko nieliczni, ale co tam, skoro nikt nie słucha tekstów.

16. Franz Ferdinand — Always Ascending

Czekałem na ten album jak na nadejście pierwszej gwiazdki. Dostałem bardzo solidny materiał, którego słuchałem bardzo długo. Panowie poszli tym razem w bardziej elektroniczne klimaty, lecz udało im się zachować charakterystyczny dla siebie luz, połączony z gitarowymi riffami. Jest balans, są nawiązania do pierwszych albumów – jest sztos.

15. tęskno — Mi

Odkrycie tego duetu to była dla mnie sensacja i szok. Nie spodziewałem się, że ta płyta będzie taka dobra. No i nie wiem co tu jest najlepsze – całość kompozycji, pasaże fortepianu tudzież pianina, partie skrzypiec, czy aksamitność wokali? Chyba wszystko po trochu. Można w tym kraju robić dobrą i wrażliwą muzykę? Jak najbardziej!

14. Abradab – 048

Szanuję tego gościa jak diabli. Jest jedną z najbardziej zasłużonych postaci na polskiej rapowej scenie i chyba jako jeden z nielicznych ma gdzieś trendy czy ewolucję muzyki. Robi dokładnie to co mu w duszy gra i porusza tematy, które są dla niego ważne. Cały czas jednak zaskakuje – patentami, na to w jaki sposób można rzucać wersy pod pętle.

13. Jack White — Boarding House Reach

To jest pozycja dla wszystkich fanów White’a na tym albumie są momenty, kiedy Jack odpływa w rejony, które mogą wystraszyć potencjalnych nowych odbiorców. Ja się do takowych nie zaliczam więc ten materiał zjadam w całości. Wam życzę tego samego – smacznego!

12. Interpol — Marauder

Czym się różni Interpol od Editors? Tym, że Interpol nagrał mocniejszy album no i ciut lepszy. Muzycznie wbrew pozorom dzieli ich cała galaktyka, głębia i instrumentarium. Co ich zatem łączy – wokal – od lat obaj wokaliści muszą borykać się z porównywaniem do Iana Cartisa. Ten z pewnością byłby z tych porównań dumny.

11. Dwa Sławy – Coś przerywa

Coś przerywa, jak dla mnie jest słabszym momentem w karierze ulubionego przeze mnie duetu rapowego. Mam wrażenie, że obaj panowie zaczęli być nieco zblazowani, co też znajduje odzwierciedlenie w ich muzyce. Brzmi jak krytyka? Niekoniecznie, bo wielu „współczesnych” raperów na takim schemacie sprzedaje tysiące płyt. Dlaczego Sławy mają tego nie robić. Wszystko się niby zgadza, zatem czemu panowie są poza dziesiątką? Piosenka o magnesie na lodówkę jest jakimś nieporozumieniem.

10. Hot Snakes — Jericho Sirens

Nie pamiętam już w jakich okolicznościach poznałem zespół złożony z podstarzałych pankowców. Nie jest to istotne. Istotne jest to, że jest to najlepsza płyta gitarowa nagrywana w garażu, jakiej w tym roku dane mi było posłuchać. Wy też przesłuchajcie, bo nie jest długa a mocna.

9. Urbanator Days — Beats & Pieces

Na tej płycie jest wszystko, ale co najważniejsze jest kawałek z Grubsonem, który gdyby mógł zgarnąłby nagrodę dla „Singla roku”. Bez kitu, Capitan to chyba najlepszy vibe jaki został wydany w ostatnich miesiącach. A co jeszcze jest na płycie? Chyba wszechstronność Urabniaka. Słychać ją w każdym utworze.

8. Confidence Man — Confident Music For Confidedence People

Są projekty, tudzież zespoły, które zostały stworzone nie po to by pisać teksty, ale po to by bawić i by ich muzyka wprawiała nogi w ruch. Mnie ciężko do ruchu poderwać, ale jak posłuchacie tego albumu zrozumiecie o co chodzi.

7. XXANAXX — GRADIENT

Spodziewałem się płyty takiej jak The Dumplings, zresztą swojego czasu nieprzypadkowo mylili mi się ci artyści. Tymczasem GRADIENT to rewelacyjny album pozbawiony gorszych momentów.

6. Sarius — Wszystko co złe

Tutaj nie ma przypadkowości Mariusz opowiada i wykrzykuje swoje życie. Dodatkowo od dwóch albumów pokazuje, że potrafi śpiewać w refrenach. Wiking sprawia, że mam ciary. Więcej takiego rapu!

5. Patrick the Pan — trzy.zero

Pluję sobie w brodę, że przy okazji premiery trzeciej płyty Piotra, nie udało mi się napisać o niej paru słów. Zwalam to jednak na temblak i ogólne powypadkowe samopoczucie. Mimo, że rzadko nasze życiowe trasy się ostatnio przecinają, to szczerość Piotrka, zarówno ta muzyczna jak i życiowa powoduje, że historia Patrick The Pan jest mi bardzo bliska. Piękna jest ta płyta, cudowne jest, że Patrick The Pan udowadnia, że jest rewelacyjnym tekściarzem i przewodnikiem lamy po Krakowie 😉

4. Flirtini – Heartbreaks & Promises vol. 4

Co tu dużo mówić. Lubię takie projekty od czasu Fox Box. Ale nie o tym – Flirtini zaprosili przezajebistych gości. Udało im się w jednym numerze zderzyć Holaka z Kwiatkowskim i wyszło z tego coś niesamowitego! Co jeden numer to lepszy. Okładka też sztos! No i nie mogę doczekać się kolejnej części.

3. Król — Przewijanie na podglądzie

Nie słuchałem UL/KR, nie zachwyciłem się poprzednią płytą Króla, ale albo ja, albo on musieliśmy dorosnąć. Król na swojej płycie porusza ważne tematy, muzycznie opakowuje to w taki sposób, że to wszystko płynie, stuka, buja. Tak być powinno.

2. PRO8L3M — Ground Zero Mixtape

Nie mogło być inaczej, nie oszukujmy się. Steez obecnie robi najlepsze brudne bity w Polsce, a Oskar ma najbardziej brudny, wulgarny, kryminalny storyteling. To wszystko tak dobrze ze sobą współgra, że jak się zamknie oczy to te kawałki sprawiają, że siedzisz w miejscach, w których rozgrywa się akcja większości kawałków. Rzadko się zdarza tak dobry i mocny materiał. Oby tak dalej.

1. Rasmentalism — Tango

MentXXL to chyba najbardziej wszechstronny producent w tym kraju. Połowa Flirtini to przecież on, a bity jakie usłyszymy na Tango to jest inna galaktyka muzyczna. Ras do tego nawija z niesamowitym luzem. Wszystko żre. Płyta w moim rankingu jest najlepszą płytą roku, bo towarzyszyła i dalej towarzyszy mi w wielu momentach życia. Bardzo często do niej wracam i wciąż odkrywam nowe smaczki. Chyba to decyduje, że to właśnie Tango jest tym albumem, który najbardziej mi się w minionym roku spodobał. Mam nadzieję, że również Tobie się ten album podobał, a jeżeli jeszcze go nie znasz, to niebawem się to zmieni.

__________________________________________________

Jeżeli udało Ci się przeczytać wszystko, to jestem dla Ciebie pełen podziwu i bardzo Ci za to dziękuję. Na koniec chciałbym Ci również powiedzieć, że jest kilka osób, które przyczyniło się do tego, że na powyższej liście znalazły się właśnie te a nie inne albumy. Dziękuję wszystkim, którzy inspirowali, przypominali i dopytywali. Nawet nie wiem czy to przeczytacie, ale wielkie dzięki za symboliczne wskazanie czegoś czego nie widziałem. Dzięki też, dla tych, którzy na to zestawienie czekają, zawsze to miłe gdy ktoś doceni Twoją pracę. Do zobaczenia w 2019!

Poprzednie zestawienia:

Top 2017

Top 2016

Top 2015

Top 2014

Top 2013

Top 2012

Top 2011

Top 2010

Top 2009

Top 2008

Top 2007

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s