One Love Music Festival 2018, czyli powrót po dekadzie

Nie spodziewałem, że do tego dojdzie, ale po 10-ciu latach wróciłem na festiwal reggae – One Love.

Ostatnie dwie edycje, na których byłem (2007, 2008) pamiętam jako koszmarnie zorganizowane, gdzie stało się w przeogromnych kolejkach przed wejściem, z cenami rzędu 15 złotych za zapiekankę (10 lat temu!), oraz permanentną obsuwą lajnapu.

Co zatem sprawiło, że na One Love wybrałem się po tak długiej przerwie, gdy jestem stary, słaby i marudzę? Koledzy, oraz lineup. Ten ostatni, w tym roku mało reggowy, bo 5’nizza, DubFX czy scena Hospitality, ma niewiele wspólnego z tym co festiwal oferował uczestnikom dekadę temu. No ale nie oszukujmy się, albo robimy duży festiwal i ma sens wynajmowanie przestrzeni Hali Stulecia, albo dalej zapraszamy artystów z dość wąskiego grona i robimy to w …… [tutaj wpiszcie nazwę wrocławskiego klubu, który może pomieścić 1k widzów].

W tym roku zakupiliśmy bilety vipowskie – były 30pln droższe od zwykłych, a różniły się tym, że miało się dostęp do 3 piw w ramach pakietu, która tak czy srak byśmy na miejscu wypili. Na miejscu miałem wielką ochotę na hali być nieco wcześniej niż moi towarzysze, bo ciekaw byłem jak w takim miejscu poradzą sobie The Damplings, którzy nagrali naprawdę świetną płytę. Nie mniej, wypity alkohol i ogólne zmęczenie (wstaliśmy tego dnia przed 5 rano), sprawił, że wyjście z wynajmowanego mieszkania odwlekaliśmy, postanawiając tym samym w Hali Stulecia pokazać się dopiero na koncercie The Herbaliser, którzy zaczynali o 20.30. Koniec końców, byliśmy godzinę wcześniej mając sporo czasu na rozeznanie się w terenie.

Bardzo fajnym rozwiązaniem było wykorzystanie Centrum Kongresowego mieszczącego się obok hali, gdzie umieszczona została scena alternatywna/Hospitality. Dzięki temu nie było mowy o tym, żeby dramy przeszkadzały akustycznej 5’nizzy w koncercie. Ale po kolei:

Festiwal rozpoczęliśmy od sceny alternatywnej gdzie obejrzeliśmy koncert Herbaliser. Ku mojemu zdziwieniu publika w pełni świadoma, mało przypadkowych osób i dobre nagłośnienie. Koncert jak najbardziej na plus. Tak samo na plus, zasługuje fakt, że Herbaliser nie stronił od klasycznych utworów z pierwszych swoich płyt. Nie mniej naprawdę pozytywnie byłem zaskoczony przyjęciem bądź co bądź jazzowych klimatów na takim festiwalu.

Potem zaczęła się bieganina, bo o 21.30 na main stage swój koncert rozpoczynała ukraińska 5’nizza. Mimo, że widziałem ich już w tym roku w Krakowie, to bardzo chciałem usłyszeć duet ponownie. Miałem bowiem wrażenie, że koncert w Krakowie, był taki na siłę, że panowie się nie lubią i generalnie nie ma chemii między nimi. Koncert na One Love zadał temu kłam. Rewelacyjny feeling, zabawa i fantastyczne nagłośnienie. Nie wspominając już o klimacie hali z majestatyczną kopułą nad głowami. Wspaniałości!

22.10 to godzina rozpoczęcia koncertu Promoe, którego zdecydowaliśmy się odpuścić by zostać na 5’nizzy do końca. Potem szybkie piwo i 22.30 – ponownie main stage – DubFX. Dawno go nie widziałem i nie interesowałem się co u niego. Spodziewałem się, że na scenie zobaczę artystę wraz z sympatyczną Flower Fairy. Okazuje się tymczasem, że DubFX się z nią rozstał a sam występuje.. z live bandem. Dziwne to było doświadczenie, ale… brzmiało to naprawdę pro. Nie mniej – nie o taką ulicę walczyłem. To już nie jest to samo i muszę się przestawić.

Jako, że życie to sztuka wyboru i o północy swój koncert rozpoczynał London Elctricity, to zrezygnowaliśmy z końcówki DubFX i przenieśliśmy się na Hospilatiy Stage. Tutaj jednak było jakoś tak cicho i czułem się nie swojo. Może po prostu ten set nie miał tego czegoś. Wróciliśmy zatem do hali i sprawdziliśmy set Pow Pow Movement ulokowany w dość kameralnym i ukrytym miejscu. Niestety, było tam fatalne nagłośnienie co sprawiło, że na tym soundclashu bawiło się razem z nami w porywach do 10-ciu osób. Gdy z jednym ziomem poszliśmy na piwo, zostawiając tam drugiego, po 15-tu minutach wracając, był tam sam. Panowie z Pow Pow – szacun dla Was, bo jednak nie zraziliście się i cisnęliście dalej. Brawo!

1.20 swój set na scenie Hospitality zaczynał High Contrast, ale… nieco go przegapiliśmy i stwierdziliśmy, że na chwilę to nam się nie opłaca iść. Wybraliśmy piwo i… starość. Tak, właśnie wtedy odezwały się plecy i nogi. Trzeba było przysiąść, co w konsekwencji zaowocowało tym, że obejrzeliśmy koncert Grubsona. Nigdy go nie słuchałem i nawet nie za bardzo lubiłem, natomiast przyznać trzeba, że był to bardzo solidnie dopracowany koncert. Było to na tyle dobre, że bardzo szybko przenieśliśmy się z trybun na płytę, oglądając ten koncert na stojąco. Nie miałem pojęcia o tym, że Grubson ma hypemana w postaci autora jednej z najlepszych płyt ubiegłego roku – Jareckiego. Panowie zajebiście skracają dystans między sceną a publicznością. Dobrze się to oglądało w coraz chłodniejszej, i na wskutek późnej godziny – coraz bardziej wyludniającej się hali.

Było koło trzeciej nad ranem, kiedy Grubson skończył swój koncert. Wybraliśmy się jeszcze na chwilę na Hospitality by zobaczyć co tam się dzieje. Załapaliśmy się jeszcze na ostatnie pół godziny setu Metrika. Bardzo to było dobre. Nie zabrakło drumowych interpretacji klasyków od Prodigy czy Faithless. Nawet nie wiem kiedy zrobiła się 3.30 i musieliśmy udać się do domu.

Wyjazd na One Love to jedno wielkie pozytywne zaskoczenie. Zupełnie się tego nie spodziewałem, że będzie to tak dobrze zorganizowane przedsięwzięcie i że tak wiele rzeczy będzie mi się tam podobać. One Love ponownie dołącza do grona festiwali, które warto obserwować i śledzić jego rozwój, bo coś czuję, że za rok, może dwa będzie to jeden z większych halowych festiwali, który tylko zyska na tym, że poszerzył swoje muzyczne pejzaże. Tak sobie myślę, że do zobaczenia za rok! Oby.

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „One Love Music Festival 2018, czyli powrót po dekadzie

  1. Pingback: Top 100/2018, czyli płyty, które warto było poznać w 2018 | Człowiek, który zgubił słuchawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s