Pohoda Festival 2016, czyli Slovensko po raz siódmy

pohoda_festival_logo_babatka_3W drodze na tegoroczną Pohodę, próbowałem policzyć, który raz tam zmierzam. Z głowy ciężko było, bo jestem już stary niczym Dąb Bartek. Udało mi się to jednak teraz, kiedy przeanalizowałem poszczególne line-upy. Wyszło z tego, że na największym słowackim festiwalu, w tym roku byłem po raz siódmy.

Ktoś może zapytać, po co tak wiele razy tam jeździć, skoro jest masa innych festiwali? Ano, po to, że co roku jest inaczej – muzycznie i ekipowo. Tak samo jest jeżeli chodzi o zalety – oderwanie od codzienności, zaczerpnięcia luzu i beztroski. W tym roku ta beztroska bardzo mocno mi się udzielała, bowiem nic nie musiałem. Pierwszy raz od kilku lat na Pohodę jechałem bez akredytacji, przez co nie wywierałem sam na siebie presji by coś zobaczyć za wszelką cenę, czy zrobić zajebiste zdjęcia. Jedynym problemem mogło być znalezienie czegoś w namiocie albo naładowanie telefonu. Nie mniej, co się w namiocie zgubi, to pewnie w namiocie się znajdzie, a naładowanie telefonu można ogarnąć powerbankiem – ot, taki znak czasów.

Na Pohodę przyjechaliśmy dużą ekipą, co też znacznie wzmogło chęć integracji kosztem kilku koncertów, przez co odpuściłem (ponoć) rewelacyjnego, tego dnia, Jamesa Blake’a. Nie mniej, na mojej koncertowej bucketlist ten artysta jest już odznaczony więc rozpaczać nie będę.

Rozpacz by mnie ogarnęła, gdybym odpuścić musiał Gogol Bordello, którzy we czwartek byli jednym z trzech zespołów występujących na głównej scenie, nomen omen chyba jedyną prawdziwą sceną otwartą pierwszego dnia festiwalu. Jakie wnioski po Gogolach? Gypsy Punk dalej mocny i porywa prostotą przekazu i energią tak wielką, że gdyby podłączyć sieć energetyczną do zespołu to Ci rozświetlili by trzy najbliższe wioski w okolicach terenu festiwalu.

#pohoda2016 #pohoda #trencin #slovensko #slovakia #pohodafestival #gogol #gogolbordello

A post shared by Bombel (@bombelwilk) on

Daniem głównym tego dnia miał być koncert PJ Harvey, za której muzyką umiarkowanie przepadam. Z czystej sympatii dla dorobku, na koncert poszedłem, jednak przeszedłem obok niego. Harvey, to taka zagraniczna Kasia Nosowska, i albo się ją lubi, albo nie.

Drugi dzień festiwalu rozpoczęliśmy wizytą w  tanecznym domu, gdzie przyglądaliśmy się warsztatom, na których tłum rozpalonych gorącem radosnych ludzi uczył się kroków do utworu Catgroove.

Koncertowo dla mnie dzień, jednak zaczął się dopiero o 19 koncertem Easy Star All-Stars. Spodziewałem się, że pomimo faktu iż moja miłość do reggae przerodziła się w sympatię, to koncert będzie mi się podobał. Tak też było – bezbłędnie – a kawałki Pink Floyd czy Radiohead w dubowych wersjach na żywo brzmią jeszcze lepiej niż na płytach.

Przechodząc pod główną scenę, gdzie swój koncert rozpoczynał już Sigur Ros, w tanecznym domu swój koncert kończyła krakowska Hańba! Zrobiło mi się bardzo miło, bowiem zawsze tak się czuje, gdy Polaków docenia się za granicą.

Co do wywołanego wcześniej Sigura, koncert ten można opisać krótko – ekspresja i potęgowanie islandzkiej zimy, która nadciąga z gór by zasypać wioski po pas – tak właśnie dla mnie brzmi ich muzyka na żywo. Uważam jednak, że 20:00 to zdecydowanie za wcześnie na muzykę zespołu. Spokojnie można było ten koncert godzinowo przestawić z Parov Stelar, który na tej samej scenie zameldowali się o 21.30. Złośliwi mówią, że grali w kółko ten sam utwór, zmieniając tylko kilka dźwięków trąbek. Nie mniej było skocznie i/lub tanecznie. Dla mnie jeden z lepszych koncertów tego roku.

O 1:00 na zdecydowanie boczną scenę, wyszli Panowie z Dub Pistols. Chyba każdy z członków mojej ekipy liczyli jedynie na usłyszenie na żywo tego utworu:

Tak też się stało. Panowie zagrali Cyclone gdzieś w połowie godzinnego koncertu. Najbardziej jednak na uwagę zasługuje wygląd basisty. Dla mnie wygląda jak bojówkarz West Ham United w stroju weselnym, częściej używający basu do spuszczania ludziom wpierdolu niż do grania na nim.

Screenshot at lip 13 12-00-19

Po koncercie Dub Pistols postanowiłem sprawdzić co zaprezentuje Bjarki.  Po dwudziestu minutach bardzo średniego setu, postanowiłem wspólnie ze znajomymi posłuchać SPOR. Czym się SPOR wyróżniał? Zdecydowanie wulgarnością. Tak wielu „fucking, fuck, madafaka” nie słyszałem od.. koncertu Dub Pistols. Spor grał ciężkie dramy, ale można się tego było spodziewać. Chwilę później wróciłem na Bjarkiego sprawdzić czy się rozkręcił. Nie, w wielkim namiocie została jedynie garstka wiernych fanów. Chyba naprawdę musiało być słabo.

Sobotę rozpocząłem od koncertu Poliça licząc na niespodziewane wyskoczenie z butów. Było jedynie poprawnie – ot taki, zwykły koncert, dość zwykłego zespołu. Po kilku godzinach przerwy poświęconych na życie festiwalowe, wybrałem się na Saveges. Tego dnia jednak nie byłem gotowy na brud gitar i mało wyraźną basovą lynke i nieco wcześniej niż zakładałem poszedłem na najlepszy koncert tego dnia – na Orange Stage – Lola Marsh. Był to jej trzeci występ na Pohodzie, ale ten jakiś taki wyjątkowy – ona radosna, publika żywiołowa, jej muzycy wyraźnie mający frajdę z tego pozytywnego odbioru. W ogóle jej historia występów na Pohodzie to materiał na oddzielny artykuł 😉

A po koncercie:

Po Loli, poszedłem sprawdzić co pokaże Róisín Murphy. Pokazała jak szybko można się przebierać, a robiła to z taką częstotliwością, że ludzie nie mrugali by nie stracić jednej z kreacji. Muzycznie fajnie, ale.. no właśnie nie wiem. Chyba już się do wokalistki Moloko nie przekonam.

O 23:00 na głównej scenie zameldowało się The Prodigy, które zgromadziło chyba najliczniejszą tego dnia publiczność. Ewidentna gwiazda festiwalu potwierdziła swoją wielkość dając pełen energii set. Nawet Ci, którzy nie zaliczają się do fanów formacji, muszą stwierdzić, że ilość hitów i forma zespołu robiła wrażenie.

Nic jednak nie może przebić setu jaki zaprezentował Flying Lotus. Co koleś dał! Wow! Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć samemu.

Na koniec festiwalu wybrałem się jeszcze na set Dj Shadow. Niestety, jestem już stary i mimo, że było ładnie, a w namiocie nagłośnienie wyborne, ja ledwo co stałem padając na pysk po trzech dniach festiwalu. Po około dwudziestu minutach uznałem, że nie ma to sensu. Zakończyłem festiwal i poszedłem spać.

Najlepsza piątka festiwalu:

  1. Lola Marsh
  2. Gogol Bordello
  3. Flying Lotus
  4. Parov Stelar
  5. Easy Star All Stars

Pohodo! Do zobaczenia za rok.

 

 

 

 

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s