Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2014

shutterstock_167454500Ostatnie dni roku to czas podsumowań wszelakich. Na takie muzyczne, jak co roku pozwalam sobie i ja. Tradycyjnie już postanowiłem przeanalizować to, co działo się na rynku płytowym w ciągu ostatnich 364 dni. 

Jak co roku, tytułem wstępu muszę kilka spraw wyjaśnić. W szczególności zaznaczam, że ranking jest subiektywny i nie przywiązywałbym się zbytnio do numeracji miejsc w ogonie „stawki”. Prosiłbym również, aby poniższą setkę traktować jako listę płyt o których trzeba wiedzieć. Nie wszystkie są godne polecenia, co z resztą z pewnością wywnioskujecie po opisach. Zdecydowana większość, to jednak płyty, które rekomenduje każdemu do przesłuchania.

Dodam jeszcze, że o wielu krążkach dowiedziałem się zbyt późno by móc przysłowiowo zedrzeć płytę. Mówię o tym na wstępie, co by nie było niedomówień i niejasności. Jak co roku również, liczę o dyskusję, krytykę i wytykania mi albumów, o których zapomniałem.

W odróżnieniu od roku ubiegłego, mam wrażenie, że w 2014 muzycy popełnili strasznie mało albumów, wywołujących u mnie ciary, czy chociażby zdumienie. Owszem, zdarzały się perełki, ale było za mało.

Tradycyjnie na sam początek lista płyt, których nie udało się przesłuchać:

Po te sięgnąłem i nie wytrzymałem:

Kaen – Piątek 13-go

Tak, próbowałem słuchać człowieka w masce, ale to jest po prostu nie do słuchania. Jak ktoś zna powód powstania tego albumu, proszę niech mi go napisze w komentarzu.

Dr Misio – Pogo

Jedynie tytułowy kawałek przykuł moją uwagę, potem już tylko słyszałem znanego aktora, w akompaniamencie muzyki spod szyldu „to już było na płytach T.Love w 2004”.

Nickelback – No Fixed Address

Jako mniej znany bloger, który się nie zna na muzyce, stwierdzam, że nie odnalazłem na tej płycie ani jednego numeru, który byłby ciekawy. Ta płyta jest po prostu zła.

Tokio Hotel – Kings of Suburbia

No chyba nikogo to nie dziwi. Ponoć 5 lat nic nie nagrywali. Ich fanki wyrosły i nikt ich nie docenił. Płyta jest naj-gor-sza, ale dzięki niej na pewno nastał koniec tego dziwnego tworu jakim ten zespół niewątpliwie był.

Robin Thicke – Paula

Nowa płyta typa jest zła.

Afro Kolektyw – 46 minut Sodomy

Z przykrością wrzucam ten album na tę listę, bo do niedawna uważałem Afro Kolektyw za jeden z ciekawszych zespołów jakie działają w tym kraju. Chłopaki poszli jednak w zupełnie innym kierunku niż od nich oczekiwano i nie jest słabo.. jest koszmarnie.

John Frusciante – Enclosure

Sorry, ale album pomysłem przypomina mi ten, który John popełnił w apogeum swojego zainteresowania heroiną. Słuchanie jest raczej.. FRUS-trujące.

Z braku czasu, zainteresowania, bądź po prostu niewiedzy o istnieniu poniższych albumów, do przesłuchania pozostają:

Zacier – Skazany na garnek

Z racji tego, że do Zaciera zawsze podchodzę z należytą beką, zostawiam to na odpowiedni moment.

Kaiser Cheifs – Education, Deducation, Education & War

Niby zacząłem słuchać, ale już teraz wątpie żeby ten materiał mnie porwał (skoro na żywo nie porwało).

Lily Allen – Sheezus

Słuchanie kolejnych jej nagrań traktuję jak karę, więc nie chcę się do tego zmuszać.

Guano Apes – Offline

Zastanawiam się czy można jeszcze czegoś oczekiwać po zespole, który od dobrych 15 lat nie nagrał nic (ciekawego).

50 Cent – Animal Ambition

Podobnie jak z Lily, tutaj poziom irytacji może sięgnąć zbyt wysoko by sięgnąć (po album).

Manic Street Preachers – Futurology

Zawsze pozytywnie reagowałem na nowe eLPeki zespołu, ale chyba miarka się przebrała.

Morrissey – World Peace Is None Of Your Business

Nie znalazłem tej płyty na Spotify, więc się obraziłem dokładnie tak jak Morrissey na koncercie w Warszawie.

La Roux – Trouble In Paradise

Trochę się cykam.

Thom Yorke – Tomorrow’s Modern Boxes

Boję się, że Thom będzie śpiewał do mnie. Nie zniósłbym tego. Poza Radiohead jego projekty mnie przerażają.

Shackleton – Freezing Opening Thawing

Muszę znaleźć czas na to. Za bardzo go cenię, by przesłuchać tylko na potrzeby rankingu.

Dezerter – Większy zjada mniejszego

Nie ma na Spotify, a w ciemno nie kupię. Poczekam jeszcze trochę.

Czesław Śpiewa – Księga Emigrantów. Tom I

Podobnie jak z poprzednią płytą, poczekam jeszcze trochę i może kupię okazyjnie. Nikt się nie jara na tyle, by była konieczność natychmiastowego sprawdzenia. Zresztą dziwnie brzmi „Jaram się Czesławem”.

Jessie Ware – Tough Love

Cały czas mam w głowie genialny jej koncert i świetną płytę. Boję się, że to wspomnienie mi się zepsuje.

Jamie Cullum – Interlude

Chyba nie jestem jego targetem więc sięgnę z braku laku.

Jessie J – Sweet Talker

Pozycja stricte „do odchaczenia”

Bracia Figo Fagot – Discochłosta

Naprawdę nie bierzcie tego na poważnie.

Happysad – Jakby nie było jutra

Po prostu nie chcę.

Pablopavo – Tylko

Nic nie wiem o tym albumie. Ostatnio się o nim dowiedziałem.

Paweł Kukiz – Zakazane piosenki

Z Kukizem ostatnio kojarzy mi się jedynie „jednomandatowy okręg wyborczy”. Boję się, że płyta jest tak ideologiczna, że we wkładce znajdę rozkładaną, papierową mównicę.

Calvin Harris – Motion

A czy w ogóle jego płyty się czymś różnią?

L.U.C – Reflekcje o miłości apdejtowanej selfie

Nie ma na Spotify a L.U.Ca nie chcę piracić.

Maciej Maleńczuk – Tęczowa swasta

Ależ on idzie pod prąd.. NOOT!

Christian Loffler – Young Alaska

Słyszałem opinię, że warto ale jeszcze nie sprawdziłem.

Dobra ale do rzeczy: przed Wami subiektywne zestawienie 100 płyt z 2014 roku, o których trzeba wiedzieć: [KURTYNA W GÓRĘ]

100. The Flaming Lips – With A Little Help From My Fwends

Ten album to największy koszmar po jaki sięgnąłem w tym roku.

99. London Grammar – If You Wait

To przykre kiedy nastawienie na coś więcej od razu jest tłamszone.

98. Imogen Heap – Sparks

Nuda panie..

97. Tricky – Adrian Thaws

Chyba wszystko co można złego o Trickym napisać, już napisałem. Ten album to jawna próba odcinania kuponów.

96. Lykke Li – I Never Learn

Tytuł mam wrażenie, że odwołuje się do nadmiernej miłości do używania autotune’a. Lykke chyba nigdy się nie nauczy, że wszystko w przesadzie jest szkodliwe.

95. FKA twigs – LP1

Ktoś może mi zarzucić, że przesadzam, ale serio nie rozumiem fenomenu tej popularności. Mnie ten projekt jedynie irytuje.

94. Common – Nobody’s Smiling

Przesłuchane, odhaczone. Następny proszę.

93. Miąższ – Stop GMO

Tekstowo biednie, muzycznie nie najgorzej. Nie mniej wokal jest tak irytujący, że gdyby był salcesonem wrzuciłbym go miski psu.

92. Teielte – All Things

Trochę jednak przekombinowane.

91. Sunrise Avenue – Unholy Ground

Może gdybym miał 10 lat mniej, znalazł bym w tej muzyce coś, co spodoba mi się na tyle by ją docenić.

90. Gooral – Better Place

No trochę brakło do debiutu.. Jest taki syndrom.

89. Lana Del Rey – Ultraviolence

O Boże! Myślałem, że jej wokal nie może mnie już bardziej irytować. Na tej płycie okazuje się, że może.

88. Oneohtrix Point Never – Commissions I

Nie po drodze mi było w tym roku z ambientem. Nic nie poczułem.

87. The Phantom – LP1

Może gdyby ta płyta była nieco bardziej treściwa, było by wyższe miejsce. Docenić jednak należy, bo rzadko coś takiego się u nas zdarza.

86. Taylor Swift – 1989

Ty cholero jedna, skasowałaś całą swoją muzę ze Spotify i nie mogę do Twojej płyty wrócić, by jednoznacznie określić na ile jest ona dobra. Bujaj się w ogonie stawki.

85. Luxtorpeda – A morał z tej historii mógłby być taki, mimo iż cukrowe, to jednak buraki

Chyba najdłuższy tytuł jaki w tym roku widziałem. Przyjemnie się tego słuchało tak do połowy, potem zacząłem sobie zadawać pytanie czy mogę już przestać.

84. Tede – #kurt_rolson

Chyba jestem już za stary by w końcu polubić muzykę Tedego. Z jednej strony fajnie, że eksperymentuje i się rozwija, z drugiej mam wrażenie, że to nie do końca jego muzyczny świat #mieszaneuczucia

83. Ben Frost – A U R O R A

Mało miałem czasu by poznać ten album. Jest głębia, ale w tym roku tej głębi aż tak nie potrzebowałem.

82. Planningtorock – All Love’s Legal

Ta płyta ma wszystko to, co jest potrzebne do tego by być uznaną za naprawdę dobrą płytę. Nie mogę się jednak do niej przemóc.

81. Pustki – Safari

Oczekiwałem znacznie więcej po Pustkach. Jest dość przeciętnie.

80. Tori Amos – Unrepentant Geraldines

Zawsze gdy Tori nagrywa nową płytę, daję jej szansę. Nigdy jej u mnie nie wykorzystała. Podobnie jest tym razem. Nie będę jej więcej słuchał.

79. Chromeo – White Women

(Nie wiem czy) fajnie było znowu posłuchać Chromeo. Trochę za bardzo radiowo się zrobiło. Czy takie granie jest jeszcze fajne?

78. Falty DL – In The ild

Za bardzo nie wiem o co chodzi w tym ciągu dźwięków, by mogło mi się to spodobać. Trochę cierpiałem słuchając.

77. Power Of Trinity – Legorock

Pojechałem na sentymencie i daleko nie zajechałem.

76. Metronomy – Lobe Letters

Dawniej Metronomy słuchali hipsterzy. Teraz to już chyba tylko gimnazjum. Nie ma na tej płycie nic co mogło by sprawić bym po nią jeszcze kiedyś sięgnął.

75. Junior Stress – Sound Systemowej Sceny Syn

Lata płyną a u niektórych muzycznie nie zmienia się nic. Za pierwszym posłuchaniem pomyślałem, że to fajnie, potem już tej myśli nie miałem. Trochę sentyment – podobnie jak z Frugo.

74. Wovenhand – Refractory Obdurade

Nigdy postać charyzmatycznego wokalisty do mnie nie trafiała, nie mniej uczciwie muszę przyznać, że tej płyty warto mimo to posłuchać.

73. Pretty Rackless – Going To Hell

Mam ochotę napisać żeby twórcy tego wydawnictwa poszli tam gdzie napisali w tytule. Przy okazji mogliby wziąć ze sobą ten album.

72. Foster The People – Supermodel

W odróżnieniu od poprzedniej ich płyty, na tej nie ma hitów, a noga nie chce wystukiwać rytmu. Trzeba albo zmienić nogę albo płytę.

71. The Kooks – Listen

Kolejny album, który swoją popularnością uderzył w gimbazjum. Trochę to wszystko zbyt oklepane jak na ilość zespołów grających podobnie.

70. Alt-J – This Is All Yours

Old-dżej. Nie porwał mnie ani jeden utwór. I wszystko już jakieś takie ograne..

69. Black Keys – Turn Blue

Jedyny album, który w tym roku musiałem spiracić, bowiem nie był dostępny w kanałach jakich używam do słuchania muzyki. Posłuchałem i stwierdziłem, że nie kupię. Album nie umywa się do El Camino.

68. Tinariwen – Emmaar

Wszystkie ich albumy brzmią tak samo, dla człowieka, który z taką muzyką ma niewiele wspólnego. Zastanawiam się więc czy tej płyty nie słyszałem na poprzedniej płycie (albo na jeszcze poprzedniej).

67. Mike Jenkins – The Water[s]

Późno poznałem ten album. Podejrzewam, że gdybym poznał go wcześniej zaprzyjaźniłbym się z nim na tyle by mógł być wyżej w tym zestawieniu. Woda – dość ciekawy i pojemny termin jak na koncept album.

66. Digit All Love – Augusta

Pierwsza płyta była majstersztykiem, ale niezauważonym. Ten album z kolei, jest przebarwiony, stosowane są patenty, które są już oklepane. Nie lubię, gdy ktoś robi coś tylko dlatego, że jest to modne.

65. Aloe Blacc – Lift Your Spirit

Mam jakąś nieuzasadnioną sympatię do muzyki, Aloe. Nie mniej na tej płycie ciąży syndrom poprzedniczki. Nie udało się utrzymać tego poziomu.

64. St. Vicent – St. Vicent

Nie ma o co robić tyle szumu. Taką muzykę robiło się od czasów, kiedy popularne stały się pokazy mody wszelakiej. Przerost formy nad treścią ot, co.

63. pro8l3m – Art Brut

 Spoko bity i storytelling, ale reszta mnie po prostu irytuje.

62. Air – Music For Museum

Tytuł mówi wszystko. Ja słuchałem w domu.

61. SBTRKT – Wonder Where We Land

Płyta ma momenty, ale tych pozytywnych jest zdecydowanie mniej, niż tych przeciętnych. Obawiam się, że mamy tutaj znowu przykład syndromu zbyt dobrej poprzedniej płyty.

60. Lamb – Backspace Unwind

Od lat uważam to samo – Lamb nie ma swojego stylu i do końca nie umie określić się, jaką muzykę chcą robić. To wszystko słuchać również na nowej płycie.

59. Foo Fighters – Sonic Highways

Balon o takiej samej nazwie co nazwa zespołu dmucha się dalej. Dla mnie to wciąż druga liga gitarowego grania. Jestem pełen podziwu dla ilości marketingowych zabiegów promujących tę płytę, włącznie z nagraniem filmu o powstawaniu albumu.

58. MO – No Mythologies To Follow

Znawcy tematu, uważają, że ta płyta nie wyszła. Ja uważam, że wyszła skoro leży na sklepowych półkach.  Nie jest z nią jednak aż tak źle. Po prostu jest ok.

57. Run The Jewels – Run The Jewels 2

Jedna z tych płyt, którymi jarał się muzyczny świat w tym roku, a w wielu muzycznych zestawianiach znajdowała się w czołówkach. Dla mnie ot, kolejna płyta, którą trzeba było przesłuchać by wyrobić sobie opinię. Widząc pod koniec roku co się dzieje, wróciłem do niej. Nie mniej dalej nie rozumiem, co tu jest „wow”. Przecież zawiera wszystkie oklepane schematy i to wszystko już gdzieś było.

56. Mela Koteluk – Migracje

Ten album Meli jest zdecydowanie bardziej dojrzalszy niż poprzedni, bardziej spójny i ogólnie lepszy. Dla mnie jednak to wciąż muzyka, która nie jest dla mnie.

55. Stankiewicz – Lucy And The Loop

Jeżeli trzeba było czekać osiem lat na taką płytę, to warto było, bo album Stankiewicz miażdży autentycznością. Dlaczego zatem tak nisko? Bo masa odsłuchań dopiero przede mną.

54. Pablopavo i Ludziki – Polor

Muzycznie mnie to nie porywa, ale tekstowo Pablopavo wciąż rewelka. Jest gościem opisującym mi krakusowi, współczesną stolicę – miasta, którego w ogóle nie znam.

53. U2 – Songs Of Innocence

Jeżeli powiedzenie, że jest się tak dobrym jak Twoja ostatnia płyta ma jakikolwiek sens, to znaczy, że nie jest najlepiej z U2. Poza kilkoma solidnymi momentami, słychać tutaj raczej brak pomysłu na płytę epokową, a takich się wciąż od zespołu oczekuje.

52. Coldplay – Ghost Stories

Mam wrażenie, że Coldplay wpada powoli w syndrom Editorsów – nagrywają płyty genialne, ale tylko w opinii swoich fanów. Jednak w odróżnieniu od Editors, Coldplay, ma tych fanów miliardy w całym wszechświecie. Przypuszczam, że to jeden z powodów dla których wciąż jest o nich tak głośno.

51. Wiz Khalifa – Blacc Hollywood

Nigdy nie trafiało do mnie flow Wiza. Za to mam szacunek do jego linii lotniczych. Szacunek mam również do ostatniego albumu – mimo, iż jak zwykle jest bardzo monotematyczny.

50. Acid Drinkers – 25 Cents For A Riff

Ejsidzi od lat grają tak samo. W ich przypadku jest to jednak zjawisko na plus i mimo, iż z takiego grania ponoć się wyrasta, ja wcale nie mam na to ochoty.

49. The Roots – …And Then You Shoot Your Cousin

Dziwny i wielce nierówny to album. Rootsi trochę za bardzo kombinują, próbując udowodnić, że nie robią tylko rapsów, ale.. to już wszyscy wiedzą. Forma ich MC’s jest niespotykana. Szkoda marnować jej na taką przeciętną (jak na nich płytę).

48. Flying Lotus – You’re Dead

Zdecydowanie uwielbiam sety Flying Lotusa, nie mniej jego płyty wymagają ode mnie zbyt dużo. Nie pamiętam kiedy udało mi się jego płytę posłuchać „na raz”.

47. Prince – Art Official Age

Książe powrócił z nowym albumem, ale nie jest to elekcyjna forma. Swojego czasu Empiki katowały tą płytą swoich klientów. Może ten fakt przeważył, że Prince jest dopiero na tym miejscu.

46. Warpaint – Warpaint

Trochę słuchałem tej płyty bez przekonania i w zasadzie dalej nie jestem do niej przekonany – przekonajcie się o tym i Wy.

45. Liars – Mess

To jest ta elektronika, która działa pozytywnie i nie nudzi się po kilku minutach. Jedno z tych niespodziewanych zaskoczeń (tak, jakby jakieś zaskoczenia były spodziewane).

44. Interpol – El Pintor

Mimo wielkiej sympatii do muzyki zespołu, wiem, że do najlepszych ich płyt, tej trochę brakuje. Nie zmienia to jednak faktu, że ciągle słychać tu Joy Division i wciąż warto.

43. B.O.K. – Labirynt Babel

Uwielbiam Bisza, ale uważam, że trochę marnuje swój potencjał nagrywając z macierzą. Ta płyta ginie w lawinie wydawnictw. Warto przesłuchać, ale to raczej pozycja dla zajawionych.

42. Skubas – Brzask

Miło jest patrzeć jak Skubas robi karierę, nie mniej nie kupuję tej płyty aż tak bardzo. Ma momenty, ale nie mam dla niej miłości.

41. Mac DeMarco – Salad Days

Przestałem w ogóle się zastanawiać czy o coś tutaj chodzi. Mam wrażenie, że płyta jest jednym, cholernie długim utworem. Przyjemnie się go słucha, ale nic mi nie stanęło (tak, wiem. Taki wiek).

40. Kelis – Food

To niezwykłe przeistoczone! Do tej pory stawiałem jej w stawce popowy laseczek, które oprócz kręcenia tyłkiem niewiele mają do zaoferowania. Inny wydawca – inne lizaki.

39. Pink Floyd – The Endless River

Pewnie znajdą się tacy, którzy się oburzą i niemal zlinczują mnie za takie niskie umieszczenie w zestawieniu, legendy. Płyta jest dobra, ale nie przesadzajmy.

38. Swans – To Be Kind

Mimo, iż zdecydowanie nie jestem adresatem muzyki Swans, dostrzegam kunszt i nawet jeżeli, ktoś uważa, że nie da się tego słuchać – powinien się przemóc, bo w tej muzyce nie ma mowy o przypadku.

37. Royksopp – The Inevitable

Mam słabość do wszystkich nagranych przez tych Panów utworów, nie mniej tym razem zdaję sobie sprawę, że ten album, jak na nich jest dość przeciętny.

36. Bombay Bicycle Club – So Long, See You Tomorrow

Bardzo fajny album, zespołu, który zawsze fajnie grał ale nie potrafił przekuć tego na kompletny album. Znowu jadę na sentymencie, bo początek płyty kojarzy mi się ze Stadionem Narodowym.

35. Aphex Twin – Syro

Słuchanie Aphexa chyba wiąże się z miłością do jego wszystkich muzycznych dokonań. Zawsze miałem problem z oceną tego co wyszło spod jego.. hmmm? Palca? W moim subiektywnym rankingu znalazł się i tak wysoko, bo nie przekonał mnie.. jeszcze. Urzeka natomiast bezkompromisowość w promocji albumu.

34. Ed Sheeran – X

Pół świata go chyba słucha. To słuszna koncepcja, bo jego kompozycje urzekają. Słuchając po raz pierwszy poczułem się jakbym znowu oglądał Once. Ot takie luźne skojarzenie.

33. Clark – Clark

W tych ciężkich muzycznych czasach ciężko jest zrobić muzykę, która w swoim  technicznym brzmieniu nie jest wtórna i nie nuży. Wiem, że uzasadnienie ssie pałkę, ale może lepiej samemu ocenić?

32. Fisz Emdade Tworzywo – Mamut

Gdyby tę płytę Waglewscy wydali pod innym szyldem, patrzył bym na nią inaczej i przychylniej. Kiedy jednak przykładam ramki eFI, to za cholerę nie mogę znaleźć w tym magii. Płyta jest dobra, ale nie jest fiszowa. Nie tego się spodziewałem.

31. Pharell Williams – G I R L

Był taki czas, kiedy nawet moja trzydziestoletnia lodówka śpiewała Happy. Przez to sznycle się psuły a mleko ścinało. Nie można jednak mówić o tej płycie przez pryzmat mojej lodówki, a tym bardziej przez ogranego i osłuchanego przez wszystkich hitu. Płyta Pharell’a jest dobra, a sam artysta dzięki niej wreszcie został odpowiednio doceniony (pamiętacie, że w 2006 grał w Gdyni?).

30. Spinache – Spinache

Spinacz nagrał płytę. W sumie to się ciesze, bo koleś fajnie rapuje. Nie ma jednak flow, takiego jak top moich rapowych pewniaków. Nie mniej warto sięgnąć i posłuchać, bo lirycznie to majstersztyk.

29. Curly Heads – Ruby Dress Sinny Dog

Miałem ten album na szczycie listy „do przesłuchania” do momentu, kiedy nie dowiedziałem się, że macza w tym palce (albo i zdecydowanie więcej) Dawid Podsiadło. Potem postanowiłem poczekać. Okazało się jednak, że nie ma to znaczenia. Sama płyta jest serio dobra i gdybym słuchał jej w ciemno zrobiłbym wielkie oczy dowiadując się, że to Polacy.

28. Beck – Morining Phase

Z każdym kolejnym albumem Becka mam wrażenie, że nie zostanie on odpowiednio doceniony, a przecież jest artystą nieprzeciętnym. Morning Phase nie jest jego najlepszą płytą, ale i tak się jej lepiej słucha niż ostatnie dokonania Coldplay czy U2..

27. CunninLynguists – Strange Journey Volume Three

Solidny rap. Jak zwykle w ich przypadku.

26. Paolo Nutini – Caustic Love

Daleki jestem od zachwytu nad nową płytą Nutiniego, ale jeszcze dalej jestem od stwierdzenia, że ta płyta jest słaba. Zdecydowane zaskoczenie na plus, mimo sporego przesytu tego typu „nudziarzy”.

25. Broken Bells – After The Disco

Do momentu posłuchania tej płyty uważałem, że jest to zespół jednego kawałka i raczej nie warto tracić czasu. Myliłem się, jak ostatnio często.

24. Innercity Ensemble – II

O powstaniu tego albumu dowiedziałem się z zagranicznych portali. Nie ma to jednak znaczenia w kontekście tego, że rodzimą muzykę docenia się za granicą, a u nas nikt poza Chacińskim, nawet nie wspomniał o tym, że taki album ukazał się światu.

23. Mama Selita – Materialiści

Mam wrażenie, że na świecie już tak się nie gra, ale może w drodze pod prąd jest sposób. Co do tego, że album brzmi dobrze nie ma wątpliwości.

22. TV On The Radio – Seeds

Nigdy nie należałem do fanów zespołu, natomiast zawsze, gdy słyszałem ich nazwę w kontekście nowej płyty, teledysku, singla, sięgałem z ciekawości. Jakieś takie przeświadczenie, że zespół o fajnej nazwie, musi nagrywać dobre rzeczy. Wreszcie im się udało. Nowa płyta zasługuje na poświęcenie jej przynajmniej kilku chwil.

21. Kasabian – 48:13

Jakiś czas temu popełniłem stwierdzenie, że Kasabian skończyło się tak szybko, jak wybuchł „boom” na ich muzykę. Powinienem się ugryźć w język (lub rękę, jeżeli to gdzieś napisałem). Nowa płyta Kasabian zaskakuje formą i przemyślanym doborem dźwięków.

20. Band of Skulls – Himalayan

Poznałem ich w tym roku na Pohodzie i polubiłem to brudne brzmienie. Niby nic odkrywczego na tej płycie nie ma, ale jednak dobrze się jej słucha.

19. Gus Gus – Mexico

Jestem w zdecydowanej mniejszości jeżeli chodzi o emocje związane z tym albumem. Wiem, że wieloletni fani formacji (pozdro Eryk!), uważają, że to już nie to samo co kiedyś. Do mnie jednak ten album trafia i ma imprezowy potencjał.

18. How To Dress Well – What Is This Heart?

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Płyta na godziny mocno-nocne.

17. Włodi – Wszystko z dymem

Nie uważam Włodiego za legendarną postać polskiej rap gry. Owszem, tworzył hisotryczną formację, ale bez przesady – to wszystko. Płyta, którą w tym roku popełnił, pokazuje, że Włodi ma przeświadczenie o swojej wyjątkowości, ale potrafi też robić followupy do raperów, którzy wychowali się na płytach Molesty. Za to drugie – propsy. Na uwagę zasługuje też bit z kawałka 1996.

16. Jack White – Lazaretto

Uzasadnienie powinno być proste – to jest Jack White. Dziękuję, dobranoc. Nie mniej, również legendom i idolom z krwi i kości, zdarzają się przestoje jak Manchesterowi United w lidze. Jack na Lazaretto ma kilka takich, kiedy robi się nudno. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest to jeden z lepszych krążków w 2014.

15. Blood Red Shoes – Blood Red Shoes

Nie wiem skąd to się bierze, ale nie umiem być krytyczny wobec tego duetu. Powinienem się wkurzać, że ich płyty są takie same. Nie mniej nie przeszkadza mi to – wręcz przeciwnie – bardzo to lubię.

14. Caribou – Our Love

Caribou zrobił płytę, która dla mnie brzmieniowo jest uderzająco podoba do Swim. W tym przypadku to jednak atut, bo poprzedni LP był rewelacyjny.

13. Dorian Concept – Joined Ends

Muzyka nie zna granic gatunkowych. Ta płyta jest na to dowodem. Dodatkowo, czy ktoś ma jeszcze problem z tym, że współcześni muzycy używają nowoczesnych technologii to tworzenia dźwięków?

12. Czarny HiFi – Nokturny i Demony

Nie wierzyłem w ten krążek. Dwie osoby mnie przekonywały do przesłuchania go (dzięki Lodek, dzięki Yogas). Wreszcie uległem i przyznaję – rewelacja. Myślę, że kraj nad Wisłą powinien wyzbyć się kompleksów, bo można tu robić dobrą muzykę.

11. Tycho – Awake

Syntezatory, gitara i programowanie muzyki czasami wystarczy by słuchacz mógł wyruszyć w coś na wzór podróży. Nie potrzeba wyrazistych wokali. wystarczy kunszt, a tego tutaj nie brakuje.

10. Jungle – Jungle

Odpalając ten album spodziewałem się szybkich połamanych bitów. Tymczasem to coś zupełnie innego. Trochę funku, pulsujący bas i kapitalne wokale. Jedno z największych zaskoczeń tego roku.

9. Muchy – Karma market

Bardzo późno odkryłem tę płytę, bo dopiero w grudniu. Trochę nie wierzyłem, że ten zespół może nagrać jeszcze coś fajnego. Wszak Muchy, były zjawiskiem kilka lat temu, teraz powinien dopaść ich syndrom C.K.O.D. Na szczęście nie dopadł. Muchy grają mocno, słabo, śpiewają po angielsku, po polsku, a ich album fizyczny znalazł się na mojej półce przed Muse (układam alfabetycznie).

8. Artur Rojek – Składam się z ciągłych powtórzeń

Ta płyta jest po prostu dobra. Nie wiem co przeważyło szalę akceptacji, ale to fakt, że długo się do niej przekonywałem. Wielkim plusem tego albumu, jest to, że słychać na nim wielką dojrzałość (nie tylko) muzyczną Artura Rojka.

7. Hatti Vatti & Noon – HV/Noon

Ta płyta brzmieniowo to 100% Noon. To dobrze, nie ma co ukrywać, że jest on ścisłym topem jeżeli chodzi o produkcję muzyczną w tym kraju. Jeżeli chodzi o budowanie klimatu, nie było lepszej płyty w tym kraju w 2014.

6. Eldo – Chi

Nigdy nie pałałem miłością do muzyki Eldoki. Często uważałem, że jego spina z Eldoka na wolno i powtarzanie metafor jest nudne, a sam Leszek buduje wokół siebie aurę zajebistości utwierdzając w przekonaniu, że wreszcie miasto wyczyści. Nie wiem czy tak jest, fakt jednak taki, że Chi mi bardzo siadło. Na płycie słychać, że Eldo ma jeszcze coś nowego do powiedzenia i chyba wreszcie nabrał nieco dystansu.

5. tUnE-yArDs – Nikki Nack

Trudno nazwać gatunek jaki uprawia ten zespół. Nie jest to jednak ważne, w chwili, gdy słuchasz albumu, który jest ciekawy, zaskakujący i mimo, iż wydaje się mocno folkowy nie ma mowy o przypadkowości i bazowaniu na utartych muzycznych ścieżkach. Zespół potwierdza to również na żywo (ich koncert na Pohodzie był pozytywnym zaskoczeniem na tegorocznym festiwalu).

4. Eno • Hyde – High Life

Kiedy wspólnie nagrywają dwie tuzy, takie jak Brian Eno i Karl Hyde musi powstać coś wyjątkowego. Ten krążek jest na to dowodem. Panowie spotkali się gdzieś pośrodku swoich muzycznych światów tworząc coś zupełnie niesłychanego. Moim zdaniem High Life to najbardziej niedoceniony krążek 2014 roku.

3. Todd Terje – It’s Album Time

Okropnie brzydki cover, ale nie można płyty oceniać po okładce (podobnie jak książki). To co zawiera się na krążku, tak bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i urzekło, że nie miałem wątpliwości co do umieszczenia jej w top3.

2. Fink – Hard Believer

Naprawdę bardzo długo zastanawiałem się, czy przypadkiem nie była to najlepsza płyta 2014. Gdyby decydować miał całokształt doświadczeń muzycznych, czyli płyta + koncert, Fink z pewnością zająłby pierwsze miejsce. Nie mniej, jeżeli chodzi o samą płytę, to była jeszcze coś lepszego. Nie zmienia to faktu, że Fink z każdą kolejną płytą zachwyca i stawia sobie coraz wyżej poprzeczkę. Coś jak Bonobo. Mam nadzieje, że jego muzyka cały czas będzie mieć taką siłę jak ma do tej pory.

1. Chet Faker – Built on Glass

Uczciwie mogę przyznać, że ta płyta nie schodziła z mojej codziennej playlisty przez dobrych kilka miesięcy. Wiem, że może trochę hipsterska, ale nie zmienia to faktu, że rewelacyjnie wyprodukowana, melodyjna, i przede wszystkim spójna, a to w tym roku wystarczyło by mnie urzec. Pronto!

Jeżeli udało Ci się przeczytać wszystko to jestem dla Ciebie pełen podziwu. Na koniec chciałbym Ci również powiedzieć, jest kilka osób, które przyczyniło się do tego, że na powyższej liście znalazły się właśnie te albumy. Dziękuję przede wszystkim Maksowi, Yogiemu, Pawłowi, Sebie oraz Wojtkowi. Nawet nie wiem czy to przeczytacie. Ale wielkie dzięki za symboliczne wskazanie czegoś czego nie widziałem. Dzięki też, dla tych, którzy na to zestawienie czekają.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2014

  1. Pingback: Lista sprzedaży OLIS #15 | Człowiek, który zgubił słuchawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s