Think about Fink, czyli relacja z koncertu

IMG_1745Na tak dobrym klubowym koncercie nie byłem już dawno. Chyba odzyskałem wiarę w ludzi, oraz w to, że piękno muzyki może zostać docenione przez ogół – na ogół mało wymagającego społeczeństwa.

Fink 14 listopada wystąpił w Warszawskiej stodole. Nie ukrywam, że nie chciało mi się jechać na ten koncert. Spowodowane to było lekkim przesyceniem eventowym. Dwa dni wcześniej widziałem genialny koncert Jacka White’a, a tydzień wcześniej uczestniczyłem w czymś dramatycznie złym – występie Cheta Fakera w Studio.

Gdyby tak musieć porównać, to Finkowi bliżej muzycznie do Cheta niż do White’a, aczkolwiek to porównanie jest jedynie wynikiem rozważań na temat „po co my tam  w ogóle jedziemy, skoro Fink zagra na początku roku w Krakowie?”.

Nie mniej, klamka zapadła dwa tygodnie wcześniej – bielty na koncert i pociąg zakupione. Jedziemy. Po drodze jeszcze mieliśmy kilka innych przygód, z którymi musieliśmy się jakoś uprać. Wszystko jednak udało się rozwiązać i w piątkowy wieczór zemeldowaliśmy się w Warszawskiej Stodole.

IMG_1742

Ostatni raz byłem tam parę lat temu na koncercie Beirut. Sporo się zmieniło – śmierdzi burgerem, jest palarnia i jakby.. bardziej ta sala jest klimatyzowana. Pisząc te słowa zastanawiam się nad czym powinienem bardziej się skupić – na tym, że publiczność, którą zgromadził klub, była nad wyraz kumata, czy na tym, że koncert był jednym z tych, na którym same „ochy i achy” to zdecydowanie za mało.

Wychodzę z założenia, że analizowanie setlisty i opisywanie, tego co mną targało, słysząc na przykład Perfect Darkness jest totalnie bez sensu, gdyż każdy kto napisał relację z tego koncertu, właśnie takowe słowa skleił. Skupię się na aspekcie wyjątkowej publiczności.

IMG_1739

Wiem, że ciężko w to uwierzyć w tych czasach, ale serio – mimo braku jakiej kolwiek prośby ze strony organizatorów – mało kto wyciągał telefon lub aparat w celu robienia fot czy filmów. Propsy! Mało kto rozmawiał w czasie tego koncertu, no może laski, które stały centralnie za mną, ale one to gadanie przeplatały ze śpiewaniem niemalże każdej piosenki.

Niesamowity tupot stóp po zakończeniu Berlin Sunrise i tym samym regularnego setu, był współmierny z ciarami jakie przeszły po niejednych plecach. Po moich napewno. Fink wraz zespołem wyszli ponownie, dziękując publiczności za ten niezwykły wieczór magicznym wykonem This Is The Thing.

Jestem pełen podziwu, tymbardziej, że gdybym Finka spotkał normalnie na ulicy, powiedziałbym, że koleś z łańcuchem na szyi, bejsbolówką i taaaaaką brodą, jest niemcem wyrwanym z lat 90-ych i za moment zacznie rapować z stylu Das Bo. Tymczasem głos i to, w jaki sposób jego muzykę odczutują współtowarzyszący mu muzycy jest bardzo rzadko spotykane. W tych czasach zdecydowanie łatwiej jest stanąć solo, lub z kumplem na scenie i pokazywać swoją muzykę robioną na komputerze. Fink oferuje zupełnie inne doznania i niebotyczny poziom emocjonalnych przeżyć.

Powiem krórko, niebawem Fink wraca na cztery koncerty. Trzeba na nich być.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s