Michał skacze wyżej, czyli Jack White w Krakowie

141112_JWIII_Krakow_2_0499-800x533Ile można czekać na spotkanie z legendą? Można długo, pod warunkiem, że cierpliwość będzie sowicie nagrodzona. Wspólnie z Michałem, spróbujemy Was przekonać, że w Starej Zajezdni, gdzie 12 listopada, na dwóch koncertach wystąpił Jack White, działy się rzeczy niezwykłe.

18.00 – CKZS 

Ilość tekstów, które popełniłem o Jacku przed tym koncertem, nie była przypadkowa. Czekałem na White’a jak na pierwszą komunię. Owszem, nie wszystko co pisałem, miało wydźwięk pozytywny, bowiem źle czułem się z tym, że Jack White zostanie upchany z garstką swoich fanów w Starej Zajezdni. Nie ważne było dla mnie, czy robi to z własnej woli, czy raczej dlatego, że ktoś sobie to tak wymyślił.

Nie zmienia to jednak faktu, że miał to być dla mnie pierwszy raz, kiedy White’a zobaczę solo. Wcześniej widziałem go, kiedy koncertował z The Racounteurs i The Dead Weather. To jednak nie to samo, bowiem, Jack to dla mnie przede wszystkim The White Stripes, a żadnego z ich utworów nigdy na żywo nie usłyszałem. Liczyłem na to, że 12 listopada się to zmieni.

Wybrałem się na koncert o 18:00. Wyszedłem z założenia, że White będzie mniej zmęczony, a ja nie wrócę do domu o 3 w nocy z powodu ewentualnej obsówy w programie. Już po wejściu, pozytywnie zaskoczyła mnie średnia wieku – nie czułem się tam staro. Oprócz tego, że jak na każdy koncert przystało, nie brakowało gimbazy i liceobazy, to mimo wszystko było sporo osób powyżej 30-tki. Jednak coś innego zdecydowanie wyróżniało tę publiczność – była chyba najbardziej trzeźwą publicznością jaką widziałem na koncercie rockowym, ale w sumie kiedy ci wszyscy ludzie mieli się napić? Koncert White’a rozpoczynał się o 18, więc wszyscy najpewniej przyjechali na niego prosto z pracy, zajęć, lekcji angielskiego lub plastyki..

141112_JWIII_Krakow_0281

Kilka minut przed koncertem, na scenie pojawił się Pan, który zapowiedział, że za moment zobaczymy Jacka White’a. Podziękował za to, że nasz kraj dał mu pierogi, zgrabnie przechodząc do tego, iż prosi aby w czasie show, ludzie oglądali koncert oczami a nie na ekranie swojego małego.. telefonu. Powiedział również, że specjalnie wynajęli fotografa, który będzie robił zdjęcia, a te z kolei zostaną umieszczone na stronie Jacka White’a. Faktycznie, już na następny dzień można było je znaleźć tutaj.

Fajny zabieg. Szkoda, że jeszcze nie przyjął się na każdym koncercie. Nie mniej znalazło się kilkoro, którzy prośby nie uszanowali i oczywiście musieli pomachać swoim.. telefonem w powietrzu. No cóż.

141112_JWIII_Krakow_0473

Sam koncert to ponad godzina brudu gitarowego, charakterystycznego wokalu Jacka i niezwykle urokliwej oprawy wizualnej. Poza oczywistymi punkami koncertu, jak piosenki z solowego albumu Jacka, nie obyło się bez utworów The White Stripes przy, których przechodziły mnie aż dreszcze. Do teraz ciężko mi uwierzyć, że było dane mi je usłyszeć.

Jako pierwszy z nich (a trzeci w setliscie), usłyszeliśmy Hotel Yorba. Chwilę później Astro. Nie zabrakło też You’re Pretty Good Looking (For a Girl), The Union Forever, You Don’t Know What Love Is oraz The Hardest Button to Button. Tym ostatnim numerem Jack pożegnał się i zszedł ze sceny.

141112_JWIII_Krakow_0554

Byłem przekonany, że bis będzie składał się jedynie z Seven Nation Army, na co czekałem latami. Tymczasem, po dłuższej chwili oczekiwania i gromkich, ale to naprawdę gromkich brawach, po powrocie artysty na scenę, usłyszeliśmy Freedom at 21, a następnie.. Steady, As She Goes z repertuaru The Racounteurs. Nie bardzo potrafię zrozumieć co się wtedy stało, ale niemal wszyscy zaczęli skakać.

141112_JWIII_Krakow_0388

Na sam koniec dwa wielkie hiciory: Sixteen Saltines i to na co wszyscy czekali a musiało być – Seven Nation Army.

Jeszcze słów kilka o nagłośnieniu – bardzo dało radę. Miejsce koncertu również logistycznie ogarnięte – pierwsza klasa. Trochę długo się wychodziło do szatni, ale nie było źle. Jedyne nad czym Stara Zajezdnia powinna popracować, to sprzedaż piwa. Układ jedna osoba leje a druga sprzedaje się nie sprawdza gdyż pani kasuje jedynie za to co masz w ręce. Przyznałbyś się? Ja się przyznałem. Myślę, że dlatego otrzymałem wspaniały koncert, gdzie mogłem sobie poskakać. Ale wiesz co.. to Michał skacze wyżej.

22.30 – Michał

Nie wiem, czy wyżej, ale na pewno dalej, bowiem, w przeciwieństwie do Szymona, byłem uczestnikiem drugiego koncertu. Otwarcie bram nastąpiło o 21, a pół godziny później, mimo długiej kolejki, stałem już w środku popijając piwo. Wielkie brawa dla obsługi za sprawną pracę na bramkach, w szatni i za barem.

Krakowski koncert był drugim koncertem Jacka White “solo”, w którym uczestniczyłem. Wcześniej miałem okazję zobaczyć go na tegorocznym Open’erze, gdzie występował w roli headlinera. Bardzo ucieszył mnie fakt, że widowisko odbędzie się w tak kameralnym miejscu, jakim jest Stara Zajezdnia (więc Szymuś, nie narzekaj :D). Pojawiła się bowiem szansa zobaczenia (i usłyszenia) artysty z innej perspektywy (wiadomo, że małe koncerty mają zupełnie inny klimat).

141112_JWIII_Krakow_2_0499-800x533
Muzyczny wieczór rozpoczął się występem amerykańskiego kwintetu Lucius. Zaoferował on ludziom mieszankę indiepopu z motywami folkowymi. Wszystkiemu przysłuchiwałem się z tyłu, w przerwie od rozmów i niestety nie udało mi się wyłapać ani jednego fragmentu, który mógłby mnie oczarować. Ot, poprawne granie bez “tego czegoś”.

Po tym jak Lusius zakończył swoje widowisko, zaczęliśmy zbliżać się do sceny. Nastała 22:30. Wszyscy wyraźnie podekscytowani odliczali sekundy do wyjścia gwiazdy wieczoru. Wtem, światła przygasły i oczom wszystkich ukazał się zespół z Jackiem na czele. Koncert rozpoczął się w miarę spokojnym utwórem Dead Leaves and the Dirty Ground z repertuaru White Stripes, który następnie przeszedł w Black Math. Szybki riff otwierający od razu oderwał wszystkich od ziemii. Cały klub szalał. Następnie mogliśmy usłyszeć mieszankę solowych i stripesowych utwórów, a także dwa covery Power of My Love Elvisa Presleya oraz You Know That I Know Hanka Williamsa. O ile zostały one zagrane bardzo dobrze, to jednak wolałbym w tym miejscu coś z autorskiego repertuaru. Podstawowy set został zwieńczony przecudownym wykonaniem Top Yourself spod “pióra” The Raconteurs. Sprawiło mi to wielką radość, bowiem najbardziej lubię pana White właśnie w wydaniu Raconteursowym.

141112_JWIII_Krakow_2_0895-800x533
Po krótkiej przerwie, oklaskach i krzykach ze strony publiczności, muzycy wrócili na scenę racząc nas I’m Slowly Turning Into You, Lazaretto oraz Icky Thump. Cały czas liczyłem na Steady As She Goes lub Blue Blood Blues, które były grywane podczas obecnej trasy. Niestety, nie doczekałem się. Na zakończenie, jak można było się spodziewać, otrzymaliśmy Seven Nation Army z przedłużonym intro, podczas którego Jack “droczył się” ze słuchaczami odwlekając rozpoczęcie właściwego riffu. Bardzo klimatycznym momentem był śpiew artysty do akompaniamentu setek gardeł nucących motyw przewodni utworu.
141112_JWIII_Krakow_2_0788-800x533Podsumowując, koncert był genialnym widowiskiem i słuchowiskiem. Zresztą, każdy kto zna Jacka White wie, że jest on mistrzem w tym, co robi i dopracowuje wszystko do granic możliwości. Zabrakło mi jedynie większej ilości utworów z repertuaru The Raconteurs i The Dead Weather, choć wiem, że przy tak bogatej dyskografii trudno sprostać wszystkim oczekiwaniom.

Wspólne wnioski

Pisząc te słowa kilka dni po tym koncercie, ciężko nam jednoznacznie stwierdzić czy już ochłonęliśmy. Zgodni jednak jesteśmy w tym, że warto było to przeżyć. Poza tym wiemy również, że nie ważne jak przeżywasz świetne koncerty, to i tak na koncercie Jacka zaczniesz skakać. Pamiętaj jednak, że nie ważne jakbyś się starał, to Michał skacze wyżej.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s