Pohoda 2014, czyli festiwal w dziesięciu punktach

pohodaKiedyś, w nieodległej przeszłości postanowiłem sobie, że po każdej ważnej imprezie muzycznej będę ją relacjonował w sposób wyczerpujący a zarazem ciekawy. Niestety, bywa tak, że to co na miejscu zaskakujące i niespotykane, trudne jest to przekazania w krótkiej formie pisanej. Jakoś jednak się udało – popełniłem relacje dla Brand New Anthem. Możecie ją przeczytać tutaj.  Stwierdziłem jednak, że powinienem napisać coś jeszcze. Coś bardzo subiektywnego, pozbawionego hamulców i wprost. Długo to trwało, ale jest – Pohoda w dziesięciu punktach, które w największym skrócie opowiedzą weekendową historię jaka napisała się na trencińskim lotnisku.

1. ORGANIZACJA

Pohoda, od lat sprawia na mnie wrażenie najlepiej zorganizowanego festiwalu jaki w życiu widziałem. Oczywiście, w tym momencie, Ci lepiej zorientowani mogą mi przypomnieć tragedię jaka wydarzyła się kilka lat temu, kiedy to w czasie koncertu zawalił się namiot. Niestety, nikt nie ma wpływu na huragany. Wpływ jednak można mieć na rozplanowanie terenu, tak by kolejki nie występowały, toje były czyste, prysznice miały ciepłą wodę i ludzie nie stali do nich po kilka godzin niczym za mięsem w czasach PRL. Można również wprowadzić system, który sprawdza się choćby na Colours of Ostrava, gdzie za kaucją dostajemy swój własny kubek na piwo. Wymienia się go na czysty, płacąc jedynie za kolejne piwo. Korzyść jest jasna – teren czysty a kubek stanowi unikalną pamiątkę z festiwalu. No chyba, że go zgubisz. Ja zgubiłem.

kufel

2. KRAFTWERK

Myśląc o artystach jakich powinienem za życia (tychże artystów) zobaczyć, myślę głównie o niemieckim kwartecie. Dawno temu miałem szansę ich zobaczyć, gdzie przez jeden weekend w Krakowie panowie zagrali trzy koncerty. Nie udało się wtedy być na ich występie. Teraz byłem świadkiem czegoś niezwykłego. Stałem blisko – przy scenie, oglądając trójwymiarowe show wizualizujące dokonania legendy niemieckiego techno. Panowie są na scenie od 1970 roku (tak, non stop. Mieszkają na niej w namiotach), a tworzą chyba najbardziej nowoczesną i innowacyjną formacją istniejącą w świecie muzyki. Daruję sobie dalsze opowieści odsyłając do sprawdzenia kalendarza koncertowego grupy i zaopatrzenia się w okulary 3D. Wiecie co dalej trzeba zrobić – trzeba to zobaczyć i przeżyć.

kraftwerk

3. AZELIA BANKS

Żeby nie było tak, iż tekst o Pohodzie będzie składał się z samych superlatyw – piękna Azelia, zagrała najkrótszą chałturę jaką w życiu widziałem. Wszystko trwało 31 minut, Banks nie jest wokalistką, jej tancerze są słabi jak wały przeciwpowodziowe po tygodniowych opadach, a Dj Yamez najprawdopodobniej używa jeszcze winampa (z jednej strony vintage, z drugiej żal).

4. DISCLOSURE

Czekałem na występ tych młodziaków długo. Trochę bałem się, że po ponad roku od premiery, materiał będzie na tyle osłuchany, że wszyscy przejdą obojętnie obok tego koncertu. Nic bardziej mylnego. Disclosure zagrali jeden z najlepszych koncertów na tegorocznej Pohodzie. Aranżacje zaskakiwały niekonwencjonalnością wykonania, a animacje jakie towarzyszyły dźwiękom były dobrane w punkt.

disclosure

5. TUNE-YARDS

Słuchając ich płyty, oczekiwałem, że koncert może być ciekawy. Taki był. Bardzo żałuję, że ten etnofolkowy zespół, swój koncert grał w momencie, kiedy na innej scenie występował Tricky. Z pewnością wpłynęło to na frekwencję, a ta nie powalała. Z drugiej zaś strony, bardziej świadomej publiczności na Pohodzie nie miał żaden inny zespół.

6. PIWO

Słowackie piwo jest smaczne – wątpię by ktoś miał co do tego wątpliwości. W tym roku, główny sponsor festiwalu, wystawił duży namiot, w którym podawał chyba wszystkie swoje gatunki piwa. Ciekawostką i zaskoczeniem dla mnie był dla mnie radler cytrynowo-miętowy oraz ciemne piwo. Nie pijcie go jednak za dużo, bo..

1

7. POGODA

.. upał. Pogoda po słowacku to pohoda. Ta jak co roku je vyborna, aczkolwiek w tym roku przeszły nad lotniskiem dwie burze. Na szczęście deszcz padał w ciągu dnia, kiedy mało kto stał pod sceną. Gorąco, piękne niebo i niesamowity zachód słońca nad górami, to ewidentnie coś co dodaje uroku temu wspaniałemu festiwalowi.

2

8. DEAP VALLEY

Dwie charyzmatyczne panie żywcem wyrwane z lat 80, dały czadu więcej niż piecyk gazowy w krakowskiej kamienicy w środku zimy. Przyznać trzeba, że energia aż kipiała, a takie koncerty otwierające festiwal to niemal błogosławieństwo i świetny prognostyk zwiastujący świetne trzy dni. Trochę drażniła, a trochę kręciła ich wulgarność. Taka konwencja, taki klimat.

9. ATRAKCJE DODATKOWE

Na Pohodzie nie można się nudzić. Jak co roku, ostatniego dnia festiwalu, odbywały się finały mistrzostw Słowacji w breakdance, odbywał się turniej w piłkarzyki, cały wachlarz paneli dyskusyjnych oraz nauka tańca i clipworkshop do teledysku 212 Azelii Banks. Najmłodsi uczestnicy festiwalu mogli zobaczyć cyrk, uczestniczyć w specjalnie dla nich dedykowanych koncertach i spędzić czas w wesołym miasteczku.

10. PUCHAR STANLEY’A

Jestem fanem hokeja i tego nie ukrywam. Niestety, w kraju nad Wisłą liga hokejowa jest jak wysyłanie smsa na telefon stacjonarny – spoko, ale nie wiadomo po co. Zatem, możliwość zobaczenia najważniejszego hokejowego trofeum prezentowanego przez Mariana Gaborika, napsasnika LA Kings, było dla mnie czymś niezwykłym. Dla Słowaków tym bardziej, biorąc pod uwagę, że ichniejszy hokej to sport tak ważny jak dla nas siatkówka – niby nikt nie śledzi, ale hala na meczach jest pełna, niby nie ma sukcesów, ale każdy wspiera reprezentację.

gaborik

Reasumując, Pohodę jak zwykle polecam wszystkim tym, którym znudził się gimbazjalny charakter niektórych polskich festiwali, oraz tym, których drażni #yolo i #swag. Na Pohodzie nie ma spiny. Ludzie są zdecydowanie bardziej otwarci i nastawieni na zabawę niż lans. Dodatkowo jest wyprawa zagraniczna a tam czekają na nas inne bodźce smakowe, kulturowe i muzyczne. Do zobaczenia za rok na trencińskim lotnisku.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pohoda 2014, czyli festiwal w dziesięciu punktach

  1. ulmastyle pisze:

    O wiele lepsza jest ta relacja niż dla Brand New Anthem. Jest szczera i wiarygodna i przede wszystkim osobista. To jest właściwy sposób by przekazać jak było/żyło się na festiwalach. Sorki, ale artykuł dla Brand New Anthem nie przeczytałam, za długi i mimo tego taki sam jak wiele innych pseudo-relacji. Doceniam bardzo Twoją pracę, ale powyższy wpis jest dla mnie naprawdę autentyczny i to się liczy!

  2. Pingback: Kraftwerk w grudniu w Krakowie | Człowiek, który zgubił słuchawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s