Orange Warsaw Festival 2014: Pokochaj mnie Florence!

IMG_0816Chyba pierwszy raz, zdarzyło mi się, iż w momencie wychodzenia z domu w kierunku wielkich muzycznych emocji, nie byłem pewien czy będzie dane mi ich doświadczyć. Idąc z plecakiem przez miasto, zastanawiałem się czy fakt, zawalenia się telebimu obok jednej ze scen, tuż przed rozpoczęciem Oragne Warsaw Festival, nie wpłynie na odwołanie całej imprezy. Wszak, mogli tam być ludzie. Co wtedy? Ofiary śmiertelne, ranni i koniec planów wielu tysięcy uczestników o wielkiej, niezapomnianej zabawie.

Skoro złe warunki atmosferyczne sprawiły, że stało się coś takiego, jaką mamy gwarancję, że w czasie trwania koncertów nie runie scena, nie zawali się dach na Narodowym czy tuż przy kasach nie zaatakuje nas wielki Cthulhu, dla, którego brakło miejsc w sektorze Vipowskim..

 Screenshot_4

Na szczęście już w autobusie, okazało się, że organizatorom udało się doprowadzić jedną z dwóch scen Orange Warsaw Festival do użytku i odwołali jedynie (sic!) trzy koncerty. Nie chcę wiedzieć co czuli, wszyscy Ci, którzy do Warszawy wybrali się po to by obejrzeć koncerty artystów, którzy z powodu zaniechania organizatorów zobaczyć nie będą mogli.

My z racji zblazowania muzycznego (widziałem wszystko/byłem wszędzie), ograniczonego czasu wolnego i przede wszystkim cen biletów jechaliśmy jedynie na drugi dzień. Moim osobistym celem było poślubienie Florence i jej maszyny. Udało się.. prawie, dlatego jestem nieco smutny jak Panda z Placu Zamkowego.

IMG_0801

Panda

Festiwal rozpoczęliśmy koncertem Skubasa, którego ostatnie dwa numery słyszeliśmy stojąc w kolejce do toja, a potem w kolejce po kawę. Nie mam dla Ciebie miłości, ale stoję dla Ciebie w kolejce (jednej) do wszystkich toji. WTF Warszawo? Od kiedy publiczność festiwalowa jest tak zdyscyplinowana i stoi w jednej linii? Gdzie festiwalowy luz i wielokolejkowość? Gdzie walka o srajtaśmę i prośby o przepuszczenie w kolejce „bo już nie wytrzymam”?

IMG_0826

Koty w księgarni na Saskiej(?) Kępie(?) też stoją w kolejkach?

Po szybkim zwiedzeniu w celach logistycznych strefy gastronomiczno -usługowej, udaliśmy się już na stadion. Ależ to było dla mnie przeżycie! Nie zapomnę gdy idąc tunelem prowadzącym na płytę odsłaniał mi się ogrom wnętrza największego w Polsce stadionu. Jako fan piłki nożnej i wielkich muzycznych imprez na samą myśl i wspomnienie tej chwili mam ciary. Niesamowite!

IMG_0839

Kto grał wtedy na scenie? Bombay Bicicle Club, ale to było nie ważne bowiem nie mogłem przestać się rozglądać i podziwiać stadionu wybudowanego za prawie 2mld złotych [#potwierdzone_info].

Kiedy nieco ochłonąłem akurat na scenę wychodzili The Wombats. Nieliczna jeszcze wtedy publiczność dość żywiołowo reagowała, ale nie widać było tak mocnego zaangażowania w koncert jak w Gdyni, kilka lat temu na Openerze. Może to kwestia tego, że Wombatsi już się ludziom osłuchali, a może wręcz przeciwnie – jeszcze nie są w takim miejscu swojej kariery by przyciągać żywiołowe tłumy gawiedzi. Nie mniej kilka lat czekałem by znów móc usłyszeć na żywo Kill director ,Moving To New York, Tokyo, i oczywiście Let’s Dance to Joy Division. Wszystko było! Czy pięknie? Na pewno solidnie i profesjonalnie, czego nie mogę powiedzieć o nagłośnieniu. Niestety, plotki i słuchy o tym, że Stadion Narodowy to wielkie wyzwanie dla akustyków okazały się prawdą. Nie każdy dźwiękowiec potrafi unieść ten ciężar i wychodzi różnie. Nie wiem, co słyszeli ludzie na trybunach gdzieś bardzo wysoko, oraz ci którzy stali na końcu płyty. Strefa dobrej słuchalności kończyła się bowiem gdzieś 50m od sceny. Dalej wszystkie dźwięki się na siebie nakładały i musiały powodować irytacje osób znajdujących się w strefie interferencji fal dźwiękowych. Swojej irytacji tym faktem nie kryli również członkowie The Wombats głośno wyrażając swoje niezadowolenie względem zaistniałej (takiej) sytuacji.

 IMG_0802

Kolejnym koncertem festiwalu był występ Hurts. Tutaj zaskoczenie – sceptyczne nastawienie do ich muzyki zaowocowało tym, że niespodziewanie ich koncert mi się podobał. Zaskoczony również byłem tym, że zgromadzili naprawdę spory tłum. Nie wierzyłem, że tak dużo osób ich słucha.

IMG_0814

Jako, że jesteśmy starzy, zawyżamy średnią wieku na festiwalach, a nasze ciała marzną szybciej niż innych, po Hurts postanowiliśmy zobaczyć końcówkę The Kooks już na stadionie i zostać tam oczekując na niebo wzięcie przez Florence.

Kooksi musieli się podobać. Mają sporo hitów, które w warunkach Stadionu Narodowego robią wrażenie. Z wysokości trybun brzmieli jednak fatalnie.

IMG_0818

Pół godziny przed występem Florence staliśmy już w odpowiedniej odległości od sceny by coś widzieć a równocześnie nie zostać stratowany przez fanów w wiankach ubrudzonych wszędzie brokatem [WSZĘDZIE!] oraz w tenże brokat uzbrojonych. Oglądając zdjęcia zamieszczone na fanpage festiwalu, widać, że płyta była niemalże pełna. Wyglądało to epicko. Co jeszcze było epickie? Koncert Florence! Wątpię by dało się to opisać słowami, bowiem wszystko było idealne. Jakbym chciał się do czegoś przyczepić, to fakt, że Flo wyglądała tak jakby była po grubym melanżu albo w jego trakcie. Trochę też drażniła mnie jej gestykulacja rękoma, ale szybko kupiłem tę konwencję. Gdy zaczęła szaleć w czasie Rabbit Heart (Raise It Up) to oszalałem i ja. Piszczałem jak mała dziewczynka obsmarowana brokatem, którym nomen omen dostałem. Podobnie zresztą jak pan ochroniarz pilnujący, Florence gdy ta zeszła do publiczności. Naprawdę cudowny widok, kiedy widzisz większego od siebie pana, wyglądającego jakby szedł na sylwestrową paradę równości.

Mój fullcap długo będzie pamiętał ten koncert. Nie wyczyszczę go.

IMG_0830

Oczekiwanie na Florence spowodowało, że w całości odpuściliśmy sobie The Prodigy, ale oni tak często są w Polsce i tyle razy ich już widziałem, że w sumie niczym Edith Piaf – niczego nie żałuję. No, może tego, że nie udało się być zbyt długo na secie Chase And Status. Z tego, co słyszałem było dobrze.

IMG_0824

Gdzieś w przerwie pomiędzy koncertami poszliśmy na piwo do namiotu, w którym była ustawiona jeszcze jedna scena. Grał na niej Organek, który będzie jeździł w trasie Męskiego Grania. Sprawdźcie go na żywo, bo warto.

IMG_0817

Organizacyjnie mam mieszane uczucia. Moje nawyki festiwalowe i tutaj się przydały – wybierałem dalsze schody, dalsze toje, do których później dzięki Bogu były takie kolejki jak być powinny, bez niepotrzebnego kombinowania. Również piwo lane najdalej od wejścia miało najmniejszą kolejkę, a ustawka pod prawym telebimem udawała się bezproblemowo. Wiem, że ludzie narzekali, szczególnie ci z pierwszego dnia, którzy weszli na teren festiwalu nie wiedząc co się dzieje. Był ponoć chaos i zero informacji. Na szczęście nie doznałem tego i bardzo się z tego powodu cieszę. Mogłem w pełni wyluzowany obserwować i cieszyć się festiwalem.

IMG_0816

Był to dobry weekend. Zaraz wyślę Florence zaproszenie na Facebooku do bycia w związku, ale podejrzewam, że skończy się to tylko na kilku spotkaniach. Jeno co mogę jej zaoferować to brokat z czapki.

Florence, jeżeli to czytasz, daj znać i przyjedź jeszcze do Polski. Nie każ na siebie długo czekać. Jakbyś chciała to mam materac dmuchany.

_______________________________________________________________

Wszystkich czytających powyższy tekst chciałbym przeprosić za jakość zdjęć jakie zamieściłem. Są niewyraźne, bo się do nich nie przykładałem. Było zbyt pięknie by fotografować i tym samym rozpraszać swoją uwagę. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Orange Warsaw Festival 2014: Pokochaj mnie Florence!

  1. Pingback: Festival Review #1: Orange Warsaw Festival 2015 | Człowiek, który zgubił słuchawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s