(Dość) luźno o autentycznośći

IMG_0204Zawsze zastanawiałem się jaki jest klucz do tego, że konkretna piosenka lub płyta działa na nas tak mocno. Całe życie słuchania przeróżnych gatunków i stylów utwierdziło mnie w przekonaniu, że chodzi o autentyczność, szczerość i wrażliwość. Nie może być inaczej.

Nigdy nie lubiłem osoby Jacka Cygana. Chyba nadwornego pisarza piosenkowego w tym kraju. W pewnym okresie swojej działalności pisał on dla wszystkich – znanych, anonimowych, ładnych czy brzydkich. To on odpowiada za takie fenomenalne teksty jak ten o Chince czikulince, czy o tym, że kobiety lubią (w) brąz. Jak to mówi Jacek – życie jest nowelą.

Od zawsze szara masa potrzebowała pięknych metafor i historii przy, których można na chwilę zapomnieć o pracy i o korku, w którym statystycznemu Kowalskiemu przyszło stać. Zatem słucha rzewnych utworów płynących z fal ogólnopolskich radiostacji, zapominając, że prawdziwa muzyczna szczerość to ta, której nie da się sprzedać i zlecić komuś do napisania.

Jestem wielkim przeciwnikiem dróg na skróty typu talent show. Show robią tam przede wszystkim jurorzy, którzy trzymając swoje ciepłe posadki, udają wzruszenie, komplementując emocjonalne wykonywanie coverów. Nie będzie to wielce odkrywcze, ale sukces wykonawcy zależy od pomysłu reżysera na dany program oraz od scenariusza wzruszeń wspomnianych wcześniej jurorów. 

Żeby było jasne – nie uważam, że osoby, które decydują się na udział w talent show, nie posiadają talentu. Wręcz przeciwnie – większość pojawiająca się w tego typu programach jest pewna swoich umiejętności. Ktoś kto, decyduje się na tego typu program ma cholernie silne parcie na szkło. Nie wierzcie artystom, którzy są tam kreowani na skromnych. Nie wierzę w to, by ktoś skromny i skryty chciał pokazać się przed kilkunastu milionową publicznością. To magia telewizji sprzedawana ludziom potrzebujących znaleźć iluminację wrażliwości.

Miejsca, w których leży ta prawdziwa, idealna autentyczność są zakopane głęboko poza mainstreamem. Nie twierdzę, że wśród artystów z pierwszych stronach gazet, czy na wielkich festiwalach nie ma tych „prawilnych”. Są, ale policzyć ich można na palcach jednej ręki. Zresztą i tak, swoją przygodę z muzyką, zaczynali dawno temu, w małym mieszkaniu, piwnicy, garażu. Potem dopiero postanowili wrzucić swoje nagrania do internetu i próbować swoich sił scenicznych w ciasnych klubikach, grając koncerty dla kilku osób.

Poza szeroko pojmowanym mainstreamem, takich artystów jest masa. Kilkukrotnie, ponad rok temu pisałem o Piotrku Madeju (Patrick The Pan). Jest koronnym przykładem na to, że spełniając swoje marzenie o nagraniu płyty, trzeba to zrobić dobrze i autentycznie. Opublikował swoje nagrania, nie zdając sobie sprawy co się niebawem stanie. Dziś po ponad półtorej roku staje na scenie obok swoich idoli, jest zapraszany na wywiady do ludzi, których kiedyś czytał, w końcu musi się odnaleźć w roli człowieka, który będzie ciągle słyszał jak jego muzyka nie jest świetna. 

Mam nadzieję, że nigdy nie zdarzy się tak, by zauroczeni słuchacze wpłynęli na to, że jego muzyka się zmieni. Nie chodzi mi tutaj o użyte instrumentarium, ale właśnie o płynącą z tekstów oraz dźwięków autentyczną wrażliwość.

Nie dawno miałem okazje poznać innego krakowskiego muzyka występującego pod pseudonimem Inqubator, którego EPka wystrzeliła mnie z butów. Pamiętam, że po nagraniu tejże EPki czułem wielki niedosyt. Potem byłem na niego zły, bo odniosłem wrażenie, że jest rozczarowany tym, że jego muzyka nie trafiła od razu do radia i telewizji. Porozmawiałem z nim o tym, i zrozumiałem jaki był powód. Właśnie autentyczność i szczerość. Kuba w swoich kilku piosenkach obnażył się światu ze swoich uczuć i słabości na tyle mocno, że ciężko mu było jeszcze coś z siebie wycisnąć. Dlaczego to ważne? Kiedy pokazujesz światu swoje słabości, musisz być pewien, że będziesz oceniany. Co zatem zrobić w sytuacji, kiedy to co dla Ciebie piękne i ważne, staje się dla innych pożywką do żartów?

W przypadku Inqubatora tak nie było. na szczęście spotkał się z pozytywnym odbiorem swojej twórczości. Trafiła ona niestety do wąskiej rzeszy słuchaczy. Powodów tego jest wiele. Między innymi to, że jest to muzyka trudna i ciężko jej słuchać w aucie stojąc w korku. Poza tym wydaje mi się, że nasze społeczeństwo wciąż próbuje zbudować nowe kanały komunikacji kultury.

Niby jest internet, ale daliśmy go sobie trochę ukraść. Ukradły go media tradycyjne, próbując sobie zebrać jak największe audytorium. Ukradła go przeciętność użytkowników sieci. W końcu ukradły go duże marki zalewając nas reklamami. 

Na szczęście mam wrażenie, że coraz wyraźniej widać potrzebę tworzenia kolejnej niszy – już nie alternatywy, tylko po prostu miejsca, w którym będzie trafiać to co wartościowe. Tylko jak to oceniać?

Dróg jest wiele, w zależności od tego gdzie chcemy iść, obieramy odpowiedni azymut. Nigdy jednak na skróty, bo życie trzeba przeżyć.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s