Gwiazdy talent show, czyli spłać swój dług artysto

talentshowKiedyś, przy okazji jakiegoś cyrkowego programu dla gwiazd powiedziałem, że czekam na talent show dla raperów oraz piłkarzy amatorów. To pierwsze już się stało, to drugie się właśnie dzieje. Trochę to straszne, a trochę śmieszne. Z jednej strony ludzie są zażenowani, z drugiej mańki to coś nowego i na gałąź zwaną showbiznesem może wskoczyć ktoś niezwykle interesujący. Czas jednak pokazuje, że niezwykle ciężko się na takiej gałęzi utrzymać.

Wielu spadło albo nawet nie zauważyli, że nie siedzą na tej gałęzi, co trzeba. Wystarczy spojrzeć na kilku laureatów programu „Idol” czy innych formatów telewizyjnych, bazujących na charyzmie jury oraz kilku uczestnikach obdarzonych wyjątkowym głosem lub osobowością.

Ci najwyraźniejsi nierzadko wygrywali programy, dzięki czemu mogli spełnić swoje fonograficzne marzenie. Mało kiedy jednak byli na to gotowi. Ich płyty były nagrywane naprędce, teksty pisał ktoś pokroju Jacka Cygana, a sukces płyty osiągany był przez olbrzymie koszty marketingu wpisane w budżet programu.

Czas pokazał, że mało kto z wielkich odkryć talenszołów istnieje jeszcze w świadomości szerokiej gamy odbiorców. Co dziś robi Maciej Silski, Alicja Janosz, Ewelina Flinta czy Szymon Wydra? Wszyscy oni wypłynęli na fali programu „Idol”. Nagrali jedną, dwie, może trzy płyty i milczą od kilku lat.

Może coś tworzą i za parę lat dalsza część tekstu będzie dotyczyć również ich.

„Nawet mnie nie znasz”

Monika Brodka wygrała jedną z edycji „Idola”. Nagrała płytę, która moim skromnym zdaniem powinna przejść do historii polskiej muzyki jako jedna z najbardziej nierównych płyt wszech czasów. Bardziej równe są schody hiszpańskie. Nie oczekiwałem od niej nic i tyle też dostałem.

Minęło jednak kilka lat, w których Monika Brodka spotkała kilku cenionych twórców ze świata muzyki alternatywnej i dzięki ich pomocy uzyskała nowy image, band, muzykę. Nagrała świetnie przyjętą „Grandę” i wypuściła singiel. Krótko mówiąc spłaciła dług zaciągnięty u bardziej wymagającego, świadomego słuchacza.

Monika póki co jest na remis z muzyką.

Zalef czyli 3 życia artysty

Drugim ciekawym przypadkiem jest Krzysiek Zalewski, który do programu wpadł jako wokalista heavymetalowej kapeli. Na każdym kroku podkreślał z jakiego środowiska się wywodzi i pokazywał, jaką muzykę chce tworzyć. Wygrał komercyjny program i trochę jego oczekiwania musiały zostać zgaszone. Płyta „Pistolet” była próbą zadowolenia wszystkich. Zarówno tych, którzy lubili mocną i charyzmatyczną stronę Zalewskiego, jak tych, którzy liczyli na ckliwe ballady w wykonaniu długowłosego typka w skórze. Chyba nie do końca wyszło. Pamiętam, że najmocniejszym akcentem płyty był cover, więc raczej nie ma o czym mówić.

Drugą szansę na sławę Zalewski dostał od Janusza Józefowicza, który tworzył dziwne programy w TVP kierowane bardziej do moich rodziców niż do mnie. Obsadził tam swoją dziewczynę (która ostatnio nakręciła film instruktażowy o tym jak się myje włosy w umywalce) oraz Zalewskiego bez długich włosów. Program jednak, jak dla mnie i być może dla większej liczby potencjalnych odbiorców, był słaby jak piłkarska reprezentacja Kiribati.

Krzysiek Zalewski niedawno wrócił z drugą płytą. Tym razem, po ponad ośmiu latach od premiery poprzedniego albumu, udało się nagrać rewelacyjny materiał. Spora w tym zapewne zasługa muzycznych przyjaciół Zalewskiego, którzy to przez te wszystkie lata nie dawali mu tak do końca zniknąć. Tak w ogóle, to ci sami ludzie, którzy przyczynili się do sukcesu „nowej Brodki”. Krzysiek również spłaca dług zaciągnięty u świadomych słuchaczy. Podobnie jak Monika – remisuje.

Zakręcony Tomek M.

Tomek Makowiecki, mimo że w programie „Idol” był faworytem, odpadł gdzieś w połowie stawki. Narobił jednak wokół siebie wystarczająco dużo szumu i nagrał płytę. Był wtedy strasznie młody, ale mimo tego, jego płyta wydawała się całkiem spójna, lecz miejscami przesadnie ckliwa. Podbił nią wiele serc, ale chyba nie spełnił pokładanych w nim marketingowych oczekiwań.

Potem był zespół NO! NO! NO!, ale o tym lepiej nie wspominać.

Tomka Makowieckiego zaobserwowałem kilka lat później – w 2011 roku. Było to w Gdyni na festiwalu, kiedy to stał obok mnie na koncercie Jamesa Blake’a z żoną… Reni Jusis. Uświadomili mnie o tym znajomi. Po powrocie z festiwalu i sprawdzeniu portali plotkarskich okazało się, że Tomek jest teraz bardziej celebrytą niż piosenkarzem. Szkoda.

W 2013 Tomek wrócił z płytą „Moizm”, przez złośliwych nazywaną Maoizmem. Po pierwszym przesłuchaniu stwierdziłem, że to nie Makowiecki dorósł, tylko my do jego muzyki. Trzy osoby się ze mną zgodziły.

makowiecki

Makowiecki również remisuje w grze o fana. Zobaczymy czy będzie dogrywka.

Nie odkryję Ameryki pisząc, że wygranie talent show nie gwarantuje sukcesu. Oprócz tego trzeba mieć trochę w głowie i miłość do muzyki w sercu. Owszem, można trafić w swój czas i od razu istnieć w swojej własnej, wypracowanej przez lata formie. Przykładem niech będzie człowiek, z którego definiowaniem od zawsze mam problem – Bednarek. Niby grany przez wszystkie stacje radiowe, telewizje i internety produkt, a jednak ma świadomych odbiorców w każdej grupie wiekowej i raczej ciężko się do niego przyczepić.

Mam nieodparte wrażenie, że oprócz Bednarka nieprzypadkowych ludzi „po talent show” ze świecą szukać. W parze do niego można by jeszcze postawić Dawida Podsiadło, gdyż wydaje się, że ma nad wyraz poukładane w głowie. Zobaczymy, jak jego kariera się rozwinie. Póki co żaden z nich nie ma długu do spłacenia.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Gwiazdy talent show, czyli spłać swój dług artysto

  1. yellon pisze:

    Zalewski nawet nadpłacił „Zeligiem”. Płyta dobra w chuj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s