Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2013

Mija kolejny rok więc przedstawiam zestawienie płyt, które moim zdaniem trzeba było poznać w 2013 roku. Nazwa od siedmiu lat niezmiennie głupia, ale to jest najmniej istotne. Ostatni rok zapewne zaowocował w wiele krążków, o których dowiem się za kilka lat albo już nigdy. Mnogość wydawnictw powala, a czas również nie jest z gumy. Chcąc być na czasie i wiedzieć, co się w muzyce dobrego dzieje, musimy podchodzić do niej bardzo wybiórczo. Zatem jeżeli coś przegapiłem, coś Twoim zdaniem na liście powinno się znaleźć (jak płyta Rasmentalism czy VNM), to proszę o wpisy w komentarzach.

Swoją drogą, ostatni rok w muzyce był zdecydowanie ciekawszy i bardziej różnorodny niż 2012. Przygotowanie poniższego zestawienia przyszło mi zdecydowanie trudniej niż rok temu. Długo zastanawiałem się nad czołówką. Jest ona bardzo mocna. Nie oznacza to jednak, że aż 100(101) płyt było rewelacyjnych. Wiele z poniższego zestawienia zostanie zapomniane za parę miesięcy, nie tylko przeze mnie ale i przez cały muzyczny świat. Kto bowiem będzie pamiętał o płycie, która nic nowego do muzyki nie wnosi?

Zanim jednak zestawienie, to na mojej liście „to listen” znajdują się dwie płyty, których przesłuchać nie zdążyłem:

Edyta Bartosiewicz – Renovatio oraz Fox – Fox. Boję się rozczarowania więc nie słucham.

Próbowałem natomiast posłuchać i poległem:

Katy Perry – Prism 

No nie..

Dubska – Lobe & Culture

Z Dubska jest ten problem, że ich muzyka jest zbyt leniwa. Rozumiem, że jest to reggae, ale nie musi być ono tak monotonne..

Hurt – Hurt 

Nowej płyty Hurtu nie da się słuchać. O czym są te teksty? Czy nad tym zespołem czuwa jakiś zły diler? Chłopaki zmieńcie go wreszcie..

Hurts – Exile

Oj jak boli..

Jamie Cullum – Momentum

Jamie, co Ty u diabła zrobiłeś!?!?!?

Jamal – Miłość

O co panu chodzi?

Dobra ale do rzeczy: przed Wami subiektywne zestawienie 100(101) płyt z 2013 roku, o których trzeba wiedzieć: [KURTYNA]

100. W.E.N.A. – Nowa ziemia

Młody wilk polskiej rap sceny, który pobłądził gdzieś gubiąc trop watahy. Tekstowo słabiutko. Dobór bitów adekwatny do tekstów. Są jedynie momenty. Nic więcej.

99. M.I.A. – Matangi

Boję się..

98.Cała Góra Barwinków – Beat 2 Meet U

Przesłuchałem w tamtym tygodniu, trochę z sentymentu i nie żałuję. Taka sytuacja.

97. Budzy & Trupia Czaszka – Mor

Myślałem, że ten projekt był taką odskocznią Budzego. Tymczasem jest nowy album, który bije surowością. Teksty trochę mnie męczą, a poza ładunkiem emocjonalnym nic więcej w tej płycie nie znajduję.

96. Sting – The Last Ship

Panie Sting, śpiewa Pan szanty a ja nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony pokazujesz pan jak świetnym i wszechstronnym muzykiem jesteś, a z drugiej tonący brztwy się chwyta, co w kontekście szant może zostać odebrane jak zabawa konwencją.. a ja niczym się nie bawię.

95. Earl Sweatshrt – Doris 

Kolejna z płyt, po którą sięgałem tyle razy ile widziałem jej wysokie oceny i zrozumieć nie mogłem bowiem jest to śrdniak – niczym Sanderland w lidze angielskiej.

94. Krzysztof Zalewski – Zelig

Nie wiem co myśleć o trzecim muzycznym życiu Zalewskiego. Wojewódzki go nie poznaje na ulicy.. Tyle wiem po przesłuchaniu jego płyty i przeczytaniu jednego z wywiadów. Chyba jest to dobry materiał, ale musi się trochę przegryźć. Jak bimber, z tym, że od bimbru czasem można oślepnąć.

93. Empire Of The Sun – Ice On The Dune

Myślałem, że zapotrzebowanie na Mgmt i tego typu zespoły minął bezpowrotnie, jednak ktoś to jeszcze wydaje.

92. MGMT – MGMT

O wilku mowa..

91. Myslovitz – 1.577

Bardzo mnie bolało słuchanie, nomen omen, do niedawna jednego z ważniejszych polskich zespołów. Teraz to trochę jak ryk śmiertelnie rannego jelenia. Jest Ci żal, ale nic nie możesz zrobić.. czekasz aż się zwierz wykrwawi, potem mięso się zje a poroże powiesi nad kominkiem..

90. Mum – smilewound

Sięgnąłem po płytę z ciekawości. Przemilczę.

89. Crystal Fighters – Cave Rave

Nie ma tragedii, ale wciąż ich nie potrafię zdefiniować. Czy to jeszcze kicz czy już powaga? Niezmiennie, od pierwszego usłyszenia drażni mnie wokal.

88. Biffy Clyro – Opposites

Jak dla mnie chyba najbardziej nierówna płyta roku.

87. Mutual Benefit – Love’s Crushing Diamond

Bardzo przemyślana płyta. Mam jednak nieodparte wrażenie, iż miejscami ma tu miejsce przerost formy nad treścią.

86. Tricky – False Idols

Kiedyś przyjdzie moment, że Tricky przedawkuje.. Parafrazując znaną polską wokalistkę: „a ja wiem, że to już niedługo..”

85. Travis – Where You Stand

Dziwię się, że ten zespół wciąż nagrywa tak średnie płyty. Kto je kupuje? Po co ktoś je wydaje? Można na tym zarobić? Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi.

84. Danny Brown – Old

Całkiem smaczny ten album, ale zbyt przewidywalny i ten wszechobecny autotune – stąd tak nisko w zestawieniu.

83.Kelela – Cut 4 Me

Trochę to próba bycia nowatorskim, trochę odgrzewanie starych patentów na utwory. Coś mi tu nie pasuje.

82. Kult – Prosto

Gdyby ktoś pomyślał, że Kazik już się skończył, to okazuje się, że nie. Wraz z zespołem Kult nagrał płytę, którą pokazuje swoją frustrację na tematy bieżące. Trochę to dziwne bo śledząc losy pana Kazimierza to powinien frustrować się również na siebie.

81. Gentleman – New Day Dawn

Maniera Gentlemana się nie zmienia. Zmieniają mu się za to bity na coraz bardziej odważniejsze, nowoczesne, mające z roots reggae tyle wspólnego co świnia z tańcem. Jeszcze nie wiem czy to dobrze.

80. Placebo – Loud Like Love

Placebo nagrało nowy album. Mogło tego nie robić w tak strasznym stylu. Oszczędzili by rozczarowania co niektórym.

79. Darkside – Psychic

Chyba najbardziej mroczna a zarazem niespójna płyta tego roku. Coś w niej jednak jest takiego, co powoduje, że człowiek chce przesłuchać do końca i się bać.

78. Gogol Bordello – Pura Vida Conspiracy

Uleciało gdzieś czyste szaleństwo jakie kojarzyło się z GB. Na samą myśl człowiek chciał sięgnąć po butelkę wina i zacząć balet. Ta płyta niestety nie wywołuje takich odruchów. Jedyny odruch jaki miałem to taki aby wreszcie to wyłączyć.

77. Katie Melua – Ketevan

Wokal Katie jest fajny. Tyle wystarcza by znaleźć się w tym zestawieniu.

76. Strachy Na Lachy – !To!

Wielkie propsy za kawałek I can’t get no gratisfaction. Grabaż coś nie może się skończyć 😉

75. Paprika Korps & R.U.T.A. – 400 lat

Cieszę się, że Paprika Korps jest aktywna. Nie ukrywam, że jest to dla mnie niezwykłe połączenie. Połączenie zespołu, który tak zawsze lubiłem z tym którego racji bytu zrozumieć nie mogłem. Słychać ten dysonans.

74. Vavamuffin – Solresol

Trochę wyrosłem już z naiwności reggae, co nie oznacza, że nie lubię być świadomy o czym do mnie śpiewają artyści, którymi jeszcze kilka lat temu się jarałem. Dobrze wiedzieć, że bohaterowie lat minionych wciąż nagrywają na sensownym poziomie. Trochę to jednak wszystko zbyt miękkie i łatwe.

73. Fismoll – At glade

Najmniej odkryta z odkrytych płyt tego roku. Dzięki Justyna za opowieści, bo bym nie wiedział o niej.

72. Waglewski Fisz Emade – Matka Syn Bóg

W kontekście porównań do pierwszej płyty, to szału nie ma. Mam wrażenie, że robiona na szybko bez staranności. Może jeszcze się do niej przekonam. Będę próbował.

71. Kings Of Leon – Mechanical Bull

O ile poprzednia płyta, była rewelacyjna, o tyle najnowszy album KoL jest mizerny niczym mizeria ze szklarniowych ogórków – niby można lubić, ale chyba lepiej poczekać na coś lepszego.

70. The Knife – Shaking The Habitual

Gdzieś uleciało mi zainteresowanie tego rodzaju tajemniczością i muzycznym pozbawieniem jakiegokolwiek schematu. Nie wiem czy to dobrze o mnie świadczy, ale nudziła i męczyła mnie ta płyta jak jasna cholera.

69. Kanye West – Yeezus

Nigdy nie byłem fanem tego kolesia. Ja go nawet nie lubię. Przesłuchałem album bowiem zbiera naprawdę rewelacyjne recenzje. Wciąż nie rozumiem, co tu takiego świetnego. Owszem, jest to kawał solidnego rapu, ale jeżeli to jest jest jedna z najlepszych płyt roku, to źle się dzieje z tym gatunkiem muzyki.

68. These New Puritans – Field of Reeds

Z wielką starannością słuchałem tej płyty raz. Na drugi już nie starczyło mi ochoty. Chyba znów nie jestem odpowiednim adresatem muzyki.

67. The Strokes – Comedown Machin

Wydaje mi się, że jest to jeden z tych zespołów, który już nie nagra nic lepszego. Teraz pozostało już odcinanie kuponów od sławy i halucynacje.. z nadużywania.

66. Vladislav Delay – Kuopio

Każda płyta Fina będzie mi się kojarzyć z jego występem w Szybie Wilson. VD tworzy dźwięki, które sprawiły, że stare mury szybu przypomniały sobie o swoim górniczym pochodzeniu. Są one w większości zawarte na LP.

65. John Mayer – Paradise Valley

Mało zauważyłem bluesowo-rockowych płyt w tym roku. W zasadzie ta jest jedną z niewielu jakie należało w zestawieniu umieścić.

64. Iggy & The Stooges – Ready To Die

Nie jest to dobra płyta, ale jakby wyciągnąć średnią wieku osób nad nią pracujących, wyszła by pewnie liczba trzycyfrowa. Wolę nie wiedzieć jakie płyty nagrywali by w ich wieku inni docenieni punkowcy. Iggy, dzięki, że nie umarłeś. Żyj nam kolejne 200 lat 😉

63. Editors – The Weight of Your Love

W przypadku Editors chciałbym być bezkrytyczny, niestety nie potrafię. Naprawdę się starałem, ale nie udało mi się polubić tej płyty. Tak jak Editorsom nie udało się jej nagrać na odpowiednim dla siebie poziomie.

62. Dawid Podsiadło – Comfort And Happiness

Nie oglądam talent show, więc długo nie wiedziałem o istnieniu tego chłopaka. Gdy jeszcze wybierałem się na festiwal do Gdyni, wtedy o nim usłyszałem. Faktycznie, całkiem niezły debiut, który jak dla mnie jest symbolem poziomu maksymalnego jaki może osiągnąć polski artysta na scenie (ekhm) alternatywnej. Nie wiem od czego to zależy, ale obsypanie tej płyty nagrodami i tytułami strasznie mnie zniechęciło do  zachłyśnięcia się dźwiękami na niej zawartymi.

61. Oneohtrix Point Never – R Plus Seven

Na forach tematycznych widziałem jakie oceny zbiera ta płyta. Wszak prawie klasyka gatunku w momencie premiery. Owszem, posłuchałem ale chyba nie potrafiłem się wsłuchać wystarczająco.

60. Dirty Beaches – Drifters/ Love Is The Devil

Miejsce tego krążka w zestawieniu pokazuje jak bardzo subiektywna ta lista jest, bowiem gdybym przygotowywał je miesiąc temu, podejrzewam, że umieścił bym ten album zdecydowanie wyżej. Pamiętam bowiem jak bardzo zachwycony byłem sposobem w jaki samplowano muzykę i postarzano niektóre dźwięki tworząc z nich wyjątkowe sekwencje.

59. Dan Le Sac vs Scroobius Pip – Repent Replenish Repeat

Wciąż bardzo lubię ten duet. Trochę zaskoczyło mnie, ze wydali album, bowiem zupełnie przestałem śledzić ich losy. Płyta jest mocno elektroniczna, co w tym konkretnym przypadku w ogóle nie powinno dziwić. Trochę jednak nie mogą odnaleźć formy z pierwszej płyty.

58. Naive New Beaters – Shit Happens

Bardzo radiowa płyta. Tak pokrótce można określić ten krążek. Spodziewałem się większej spontaniczności i szaleństwa.

57. Mango Collective – Mango Collective

Nareszcie się doczekali! Trwało to chyba z 10 lat zanim ktoś ich wreszcie wydał. Ziomy z regionu nagrali płytę. Fajnie jest śledzić jak ten proces przebiega. Od przeglądu w Tarnowie po własny studyjny album, po który sięga się na półkę w Empiku. Propsy i gratulacje.

56. The Weeknd – Kiss Land

Gdyby ktoś się pytał co to za rodzaj muzyki, to nazywa się on „hipster R&B”. Taka ciekawostka, o tyle istotna, ze tag przy tym krążku sprawił, że po niego sięgnąłem.

55. Atoms For Peace – Amok

Tom Yorke i Flea – ci panowie przyciągają słuchaczy, co pokazuje zorganizowanie trasy przed premierą płyty. Trochę ich muzyka stanowi jednak przerost formy nad treścią. Czy to już odcinanie kuponów od znanych nazwisk? Czas pokaże..

54. Vampire Weekend – Modern Vampires of the City  

Jeżeli VW mieli przekonać mnie to siebie za sprawą tej płyty, to znowu się nie udało. Nie wiem czy uda się kiedykolwiek, chyba z założenia jestem do nich zrażony. Są takie zespoły, których styl grania kojarzy się z czymś, czego nie da się zdefiniować i.. nie. Po prostu nie!

53. Laurel Helo – Chance of Rain

Chyba najbardziej poryta płyta w całym zestawieniu. Czasami trzeba posłuchać również czegoś tak dziwnego, by znaleźć ekstremum.

52. John Legend – Love InThe Future

W kontekście rozmowy o legendach John Legend jest jedyną istniejącą sceniczną legendą. Nie dość, że to prawda to jeszcze muzycznie to wciąż potwierdza. Niestety płyta ma kilka bardzo słabych momentów.

51. O.S.T.R. & Hades – HAOS

Wiem, że przez kilku moich znajomych ta płyta to jedna z najlepszych płyt jakie ukazały się w 2013. Ja jednak muszę marudzić, wybrzydzać i powtarzać, że Ostry się gdzieś pogubił i stracił błyskotliwość w tekstach. Hades to z kolei nie ta sama liga co Ostry, co czasem słychać. Nie chcę nic nie komu ujmować, ale totalnie nie rozumiem motywów dla których ten krążek powstał. Nie jestem adresatem tego LP. Sorry ziomale – jak to mawiał Sobala.

50. White Lies – Big TV

Pamiętam ich debiut 5 lat temu. To była rewelacyjna płyta, do której ciężko chłopakom teraz dorównać. Obawiam się, że mają syndrom The Futerheads, obrazujący początek końca. Żeby nie było, Big TV to dobry album, ale brakuje na nim zaskoczenia i pierdolnięcia jak w przypadku utworów z pierwszego albumu.

49. Dj Koze – Amygdala

Zastanawiam się jak najlepiej określić tę płytę. Minimal techno dla wybrednych i poszukujących pereł w gatunku – chyba tak będzie najlepiej. Przez chwilę miałem grubą zajawę na ten materiał, ale jednak szybko się znudził.

48. Metro – Antidotum 2

Od pewnego czasu uważam Metro za najlepszego polskiego producenta. Chłopak jest tak zarobiony, że trochę brakło mu czasu na potwierdzenie tego na swojej własnej płycie. Składa się ona głównie z kawałków już znanych, wyprodukowanych na przestrzeni pewnego czasu. Nie mniej, dla kogoś kto Metro nie kojarzy, będzie to ciekawe doświadczenie.

47. Boards of Canada – Tomorrow’s Harvest

Kolejna, nie ostatnia ambientalna płyta w zestawieniu. Jest w niej coś co sprawia, że jest ona cholernie ciekawa.

46. Moby – Innocents

Moby jak zwykle w wysokiej formie. Brak jednak na tej płycie hitów, którymi Moby mógłby zaskarbić serca nowych (i tych starych) fanów. Fakt, że dowiedziałem się o jego albumie ponad miesiąc po premierze świadczy o tym, że chyba przeszła trochę nie zauważona.

45. Queens Of The Stone Age – …Like Clockwork

W 2013 zdarzyła się również nowa płyta QOTSA. Nigdy nie byłem fanem ich grania, ale z ciekawości sięgnąłem po ten krążek. Nic się tu nie zmieniło. Solidne, ale nie odkrywcze robienie hałasu na niezłym poziomie. Idę o zakład, że ten materiał na koncertach musi się podobać.

44. Dj Rashad – Double Cup 

Jak w skrócie określić tę płytę? Instrumental hip hop z najwyżej światowej półki. Czegoś mu jednak brakuje bym mógł się nad krążkiem rozpływać jak M&M’sy w ustach [a nie w dłoni].

43. Koss & El Da Sensei – We Want More

Nowojorski rap rozpoznać można na kilometr. Podobnie jest w tym przypadku. Spodziewałem się trochę więcej po tej płycie, ale też nie można napisać, że jest źle. Jest całkiem przyzwoicie.

42. Devendra Benhart – Mala

Polskiego fenomenu tego artysty zrozumieć nie potrafię. Owszem, jest to fajne granie, ale nie przesadzajmy z hurra zachwytem (prawda Gosiu? 😉 ). Jesteś tak dobry jak twoja ostatnia płyta – to powiedzenie w jego przypadku jest jak najbardziej celne. Devendra, u mnie jesteś 42-gi 🙂

41. Savages – Silence Yourself

Co to jest? post-punk? Noise rock? Ciężko jednoznacznie określić. Zespół mimo tego, że istnieje dwa lata doczekał się swojego debiutu. Nie ma co ukrywać debiutuje mocno i ciekawie. Pozycja obowiązkowa dla fanów Sonic Youth i okolic.

40. Nick Cave & The Bad Seeds – Push The Sky Away

Wielki powrót Cave’a mimo, iż nigdy nie gustowałem w jego muzyce musi zostać zauważony. Nick zbudował w okół siebie pewną wręcz mistyczną otoczkę, co spowodowało, że jego płyta jest świetnie przyjęta. Zdecydowanie lepiej niż gdyby Nick był kimś totalnie anonimowym, np. mną, albo panem Jackiem ze sklepu monopolowego na Żoliborzu. Panie Jacku pozdrawiam, czekam na płytę.

39. Ta-ku & Raashan Ahmad – Low Fidelity, High Quality

Już nie raz podkreślałem, i podkreślać będę, że mało jest tak kreatywnych muzyków jak Ta-ku. Mimo, iż na krążku jest niewiele ponad 40 minut muzyki, to jest na nim wszystko czego powinniśmy szukać na płycie hiphopowej. Celne punche, ciekawe flow i kozackie bity.

38. The National – Trouble Will Find Me

Szydzę z tego zespołu, podobnie jak jeszcze z kilku, że koncertują tak często w naszym kraju, że pewnie tak naprawdę, są Polakami i tu mieszkają. Nie ma to jednak znaczenia w ocenie ostatniej ich płyty. Charakterystyczne granie, które może się podobać. Słychać, że The National, oprócz tego, że już na poprzedniej płycie udowodnili, że znaleźli już swój styl, potrafią przykuć słuchacza do głośnika (kajdanami). Dla mnie to wciąż ten sam zespół, który w 2008 grał w Mysłowicach na Offie.

37. Piano Magic – Heart Machinery

Piano Magic to odkrycie z 2007 roku. Dalej grają tak ładnie, że Marcin się na ich koncercie pośpi 🙂

36. Julia Holter – Loud City Song

Od czasu jej występu na Unsoundzie mam do niej słabość. Płyta, którą nagrała pokazuje, że Julia ma siebie patent i wie co chce robić w muzycznym świecie. Może to i frazes ale kto jeszcze nie posłuchał, to powinien nadrobić.

35. Kixnare – Red

Lubię to co tworzy Kixnare. Lubię jego drugą płytę. Kixnare to swój człowiek więc propsuję.

34. Rykarda Parasol – Against the Sun

Rykarda Parasol a w szczególności jej ostatni album, będzie kojarzył mi się zawsze z osobą, której niestety nie ma już wśród nas. To Wojtek swoim wpisem zachęcającym do udziału w jej krakowskim koncercie spowodował, że jej ponownie posłuchałem. Dzięki temu dowiedziałem się o tym, że powstał nowy album.

33. AlunaGeorge – Body Music

Usłyszałem o tym duecie w kontekście występu na Offie. Sięgnąłem po płytę, aby przekonać się jaką mam alternatywę dla dużej sceny, która w czasie występu AlunaGeorge nie oferowała nic ciekawego. Alternatywa zacna.. chociaż mocno popowa. Przypadek?

32. Burial – Truant

Burial jak zwykle w najlepszej formie. Płyta nie zaskakuje niczym nowym, ale w przypadku mrocznego klimatu jaki w swoich kompozycjach przemyca artysta to chyba całkiem nieźle.

31. Kurt Vile -Walkin on a Pretty Daze

Długo się zbierałem do przesłuchania tej płyty. Zbierała pozytywne recenzje co jakby zmusiło mnie w końcu do weryfikacji tego co Kurt nagrał. Bardzo leniwy to album, co nie oznacza, że zły. Wręcz przeciwnie. Są momenty w których płyta Kurta pasuje jak ulał. Na przykład plewienie rzodkwi lub obieranie ubrań (z pierza). Tak poważnie, to w tym miejscu nie ma już żartów. Kurt nagrał świetny materiał.

30. Blood Orange – Cupid Deluxe

Odkrycie rodem z Pitchfork, czyli totalnie bez historii. Chciałem sprawdzić, dlaczego płyta z dziwną okładką ma tak wysoką ocenę. Nie oceniaj płyty po okładce, tylko jej posłuchaj a się przekonasz.

29. TH3RDZ – This Thah & Th3rdz

TH3RDZ poznałem węsząc na Spotify w poszukiwaniu hip hopu, którego nie znam a znać powinienem. Natknąłem się na nową płytę tych pięciu hmm.. gentlemanów.  Żeby było śmieszniej, ktoś w grudniu pytał mnie czy ich słyszałem i zaprzeczyłem. Przypadek? Wątpię..

28. Tomek Makowiecki – Moizm

Kiedyś napisałem na facebooku, że to nie Makowiecki dojrzał, tylko my dojrzeliśmy z Makowieckim. Musiałem być wtedy pijany, co nie zmienia faktu, że płyta, którą nagrał Tomek jest naprawdę niezła.

27. James Blake – Overgrown

Różni się ta płyta od debiutu Blake’a, co nie oznacza, że jest zła. Wręcz przeciwnie jest bardziej dojrzała i zdecydowanie bardziej „równa” niż jego debiut (równa nie oznacza, że jak położysz na niej długopis, to nie spadnie na podłogę).

26. Biff – Attenzione Bambino

Cieszę się, że powstała ta płyta, bowiem lubię manierę śpiewania Ani Brachaczek. Lubię również wszystkie projekty, które mają coś wspólnego z zespołem Pogodno. Lubię!

25. Janelle Monae – The Electric Lady

Aż boję się co będzie dalej, bowiem jej kariera rozwija się z zastraszającym tempie. Naprawdę niezła płyta. Oby ta energia dalej przekładała się na koncerty, bo one są mocną stroną Janelle.

24. John Talabot – DJ-Kicks

Chyba jedyna prawdziwie djska płyta w całym zestawieniu. Mimo, że to w sumie miks, to pozbawiony jest słabszych momentów, które w setach na żywo Talabotowi się zdarzają.

23. Drake – Nothing Was the Same

Kolejny album, o którym dowiedziałem się z Pitchfork. Drake został bardzo wysoko oceniony i postanowiłem sprawdzić ten krążek. Rozumiem, że ten album może się podobać (podobnie jak rozumiem, że alkohol może smakować).

22. Arctic Monkeys – AM

Panowie po kilku latach dość przeciętnego grania i średnich piosenek wrócili do bardzo wysokiej formy. Może musieli nagrać kilka słabszych numerów, żeby kolejny album znowu był niezły. Czas pokaże co się stanie dalej. Teraz jest ok.

21. Foals – Holy Fire

Dalej lubię Foals, ale chyba przestałem być ich targetem muzycznym. Temu albumowi nie brakuje nic, ku temu by jarać się nią jak pierwszą czy drugą płytą, ale jednak czegoś tu brak.. jest inaczej. Nie wiem o co mi chodzi..

20. The Haxan Cloak – Excavation

Drony i ambienty po raz kolejny. Mam słabość do artystów, których widzę na Unsoundzie. Bardzo często okazuje się potem, że ich płyty nagrane po występach w Krakowie siedzą mi jak złoto. Tak jest i tym razem.

19. RJD2 – More Is That Isn’t

Zupełnie nie spodziewałem się, że RJD2 obierze taki kierunek w swojej muzyce. Chyba dobry azymut. Krążek wkręcił mi się tak jak Reni Jusis Tomkowi Makowieckiemu. Jest naprawdę nieźle.

18. A$AP Rocky – Long.Live.A$AP

Środowisko czekało na tę płytę dość długo. Widziałem zachwyt nad nią i propsy moich ziomków zajawionych rapem. Nastawiałem się na majstersztyk i płytę dekady. Oczekiwałem cudów. Nie ma ich, ale jest bardzo dobrze.

17. Haim – Days Are Gone

Sięgnąłem po ten krążek z czystej ciekawości, „bo okładka była ładna. Muzyka też ładna.

16. Anna Calvi – One Breath

Trochę tę płytę wkręcił mi Maks zachwalając jej nowojorski koncert. Postanowiłem sprawdzić ten materiał i teraz sam czekam na marcowy koncert.

15. Kę Kę – Takie rzeczy

Gdyby ktoś powiedział mi, że będę propsował typa, który nagrał w Prosto Label , to jeszcze dwa miesiące temu bym go wyśmiał. Tymczasem Kę Kę mimo, że trochę ulicznik, trochę dres i prymityw, to nagrał naprawdę życiową płytę. Słychać, że chłop nie jedno przeżył. Warto posłuchać.

14. Mayer Hawthorne – Where Does This Door

Długo się nie mogłem przekonać to nowego, zdecydowanie bardziej komercyjnego stylu Meyer’a. Gdy usłyszałem na płycie Kendricka Lamara, stwierdziłem, że to już przesada.. Kendrick jest wszędzie. Po kilku przesłuchaniach stwierdzam jednak, że to świetny album, a i wszechobecny ostatnio Lamar, nie przeszkadza.

13. Ta-Ku – Songs To Break Up To

Kiedyś wydawało mi się, że Kazik jest artystą płodnym, bo wydaje, co roku przynajmniej jedną płytę. Ilość wydawnictw, jakie ukazały się w ostatnich latach, nagranych przez Ta-Ku zostawia jednak Kazika gdzieś daleko, najpewniej w domu, w kapciach przed telewizorem. Nie dość, że Ta-ku nagrywa sporo, to w większości są to rzeczy naprawdę niezłe. Wydawnictwo, o którym tutaj mowa, jak sam tytuł wskazuje, opisuje poszczególne etapy rozpadu związku. Propsy!

12. Franz Ferdinand – Right Thoughts, Right Words, Right Action

Panowie mają chyba patent na hity. Tym razem wypromowali się dzięki sprzedaniu swojej muzyki do reklam. Potem powstały niezłe klipy nawiązujące stylistyka do dobrych czasów z Take Me Out.  To wystarcza żeby w ich przypadku płyta okazała się niezła.

11. Tim Hecker – Virgins

Nie jestem fanem ambientów i daleko mi do fascynacji tą muzyką. Tim Hecker zrobił jednak płytę mistyczną. Trochę do górnolotne, ale bardzo kojarzy się z klimatem katedry – takim no.. przytłoczeniem masywnością 🙂

10. Daft Punk – Random Access Memories

Warto było czekać trzy lata na nowy album. Propsy dla Daft Punk, że po mimo upływu lat i zmiany gustów w świecie muzyki udało się im stworzyć krążek, który wciąga (jak LoL gimbazjalniste).

9. Arcade Fire – Reflector

Wszyscy zachwycają się tym wydawnictwem. Zachwycam się i ja, bowiem jest czym. Tak pomiędzy Bogiem a prawdą, jest to pierwszy krążek Arcade Fire, jaki udało mi się wysłuchać od początku do końca bez przerwy, a potem jeszcze go zapętlić.

8. Bonobo – The North Borders

Bonobo jak zwykle nagrał świetną płytę. Nie jest tak genialna jak Black Sands, ale to w sumie dobrze. Wreszcie udało mu się wydać coś, co zarazem świetnie, ale i nie budujące presji. Oby tak faktycznie było.

7. Deerhunter – Monomania

Co za ściana gitar. Wow! Rzadko zdarza się, aby zespół potrafił na krążku zamknąć to, co najlepsze na koncertach. W tym przypadku się udało. Moim skromnym zdaniem Deerhunter nagrał najlepszą płytę w dotychczasowej karierze.

6. Fuck Buttons – Slow Focus

Przez lata nie rozumiałem, co w muzyce tego duetu jest ciekawego. Powtarzające się elektroniczne sekwencje i w zasadzie nic więcej. Płyta Slow Focus jest jednak tak wkręcająca i hipnotyczna, że brak słów.

5,5. Mount Kimbie – Cold Spring Fault Less Youth

Nie byłem w stanie podjąć decyzji od której z płyt lepszy jest ostatni album Mount Kimbie, stąd taka dziwna pozycja. Prawdę mówiąc idealnie wpisuje się pomiędzy 5 a 6 – jak wyróżniający się prymus.

5. Jon Hopkins – Immunity

Hopkinsa poznałem parę lat temu, ale nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Ot, taki tam kolejny koleś, co robi fajne rzeczy. Minęło parę lat i Jon nagrał płytę, która wyrywa z butów. Kto widział jego set na Nowej Muzyce lub w Boiler Room, ten wie o co chodzi.

4. Disclosure – Settle

Długo byłem w szoku, że ogranymi nieco singlami i kilkoma nowymi numerami można zadebiutować z takim przytupem. Tych dwóch gówniarzy znalazło niezły patent na nieco zgubioną scenę elektroniczną i wjechali na nią jak do siebie.

3. Sztigar Bonko – Jo sznupia!

Ten rok zaowocował w kilka niezłych produkcji na polskiej scenie hiphopowej. Sztigar Bonko, to hołd dla zespołów, które wyznaczyły naszemu pokoleniu drogę. Wszystko oldschoolowe, sztucznie postarzałe w nieco ironicznej górniczej otoczce. Nie ma się jednak, z czego śmiać – Dj Eprom swoim projektem zawstydził (przynajmniej) połowę polskiej sceny.

2. Polskie Karate – Polskie Karate

Zupełnie nowe spojrzenie na polski rap. Były już projekty, w których raperzy chcieli pokazać mega luz i dystans do samych siebie. Polskie Karate to jednak zupełnie inna jakość. Nie można było przegapić tej płyty w 2013.

1. The Range – Nonfiction

Absolutny przypadek, że odkryłem tę płytę. Nie spodziewałem się, że projekt tego człowieka jest tak niszowy. Gdy go słuchałem po raz pierwszy byłem przekonany, że to jakieś bożyszcze nowojorskiej sceny. Okazuje się, że nie. Koleś dopiero wchodzi na rynek z mega przytupem. Będzie o nim niebawem głośno. Nonfiction to moja płyta roku!

Na koniec chciałbym podziękować tym, którzy przyczynili się do tego, że na powyższej liście jest kilku artystów. Dziękuję przede wszystkim Maksowi, Piotrkowi, Justynie, Marcinowi oraz Wojtkowi. Nawet nie wiem czy to przeczytacie. Ale wielkie dzięki za symboliczne wskazanie czegoś czego nie widziałem. Dzięki też, dla tych, którzy na to zestawienie czekają. Dzięki za przypomnienie już we wrześniu 😉

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2013

  1. dj brzuch pisze:

    Delay nie jest Czechem, pozdro.

  2. Pingback: Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2014 | Człowiek, który zgubił słuchawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s