O Wojtku..

Wiadomość o śmierci niezwykłego człowieka, spada zawsze niespodziewanie. Nie ma możliwości, żebyśmy się tego spodziewali, tym bardziej, kiedy człowiek umiera młodo i nagle. Dzisiejszy tekst chcę poświęcić Wojtkowi – człowiekowi, który kochał muzykę, potrafił zarażać miłością do niej, a godziny, które spędzało się z nim na rozmowach o świecie dźwięków, mijały jak sekundy.
Wojtka poznałem przy okazji Festiwalu Unsound w 2010 roku. Przybył z zupełnie innych, niż moje, muzycznych krain. Wspólnie uczestniczyliśmy w większości eventów w ramach festiwalu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z Wojtasem potrafiliśmy siedzieć do późnych/wczesnych godzin porannych rozmawiając o muzyce. Analizowaliśmy wszystko to, czego byliśmy świadkami na festiwalu, jak i cały ogrom naszych muzycznych fascynacji.  Nie miałem pojęcia o zespołach Black metalowych, o których wspominał Wojtas, z kolei on nie wiedział nic na temat kapel, którymi ja na co dzień się jarałem. Nie przeszkadzało nam to, bowiem wespół zgadzaliśmy się w tym, że muzyka jest nośnikiem emocji. Wojtas uważał, że nie ważne czy ktoś po usłyszeniu utworu będzie płakał, mdlał czy rzygał – ważne jest to, że muzyka nim wstrząsnęła tak mocno, że jego organizm nie mógł pozostać obojętny. Trzeba wstrząsać – tak mówił..

Nie zapomnę jego historii o koncercie swojej kapeli, na którym to postanowili ustawić krzesła. Nie mogłem sobie wyobrazić facetów ubranych w czarne skóry z długimi włosami, którzy zamiast pogować, siedzą i wsłuchują się w podwójną stopę i zło gitar. Mimo, że nie było mi po drodze do tego typu muzyki to bardzo chciałem to zobaczyć. Wierzyłem, podobnie jak Wojtas, że koncentracja  edukuje muzycznie.

To chyba było na afterparty po Usnoundzie, kiedy siedzieliśmy w Pauzie i Wojtas wypatrzył duet,  djski, którym zachwycił się kilka dni wcześniej w czasie koncertu. Bił się z myślami – podejść, czy nie. Przekonałem go, by podszedł i powiedział, co ma do powiedzenia. Wrócił do naszego stolika po blisko 40 minutach rozmowy. Miał niesamowitą radość na twarzy oraz informacje, jakich nikt inny z przebywających w klubie nie mógł posiadać. Podziwiałem to, z jaką łatwością zjednał sobie artystów, o których robi się obecnie coraz głośniej. Podobno panowie dj-e olali  jakąś ważną personę by dokończyć rozmowę z Wojtasem.

Pamiętam jak w czasie Unsound 2011, poprosiłem Wojtka i Marcina o kanapki. Przede mną była cała noc dyżuru a ja nie byłem na nią przygotowany. Chłopaki zrobili mi bułki. Wojtas chodził za mną kilka godzin i z podejrzanym uśmieszkiem pytał czy jestem głodny. Kiedy wreszcie byłem, towarzyszył mi w posiłku. Jak się okazało do bułki wsadzili pełną zawartość pudełka pasztetu. Opowieść o ciężkiej pasztetowej bułce od tego czasu pojawiała się bardzo często.

Na Unsoundzie w 2012 roku, z Wojtkiem również toczyliśmy muzyczne dysputy. Opowiadaliśmy sobie o tym, co się u nas zmieniło. Stwierdziliśmy, że widzimy się zbyt rzadko, że nie możemy być tylko unsoudnowymi znajomymi, i że takie wieczory jak ten, w którym znowu zastał nas październikowy świt, trzeba będzie powtórzyć w ciągu roku. Wszak nie mieszkamy od siebie tak bardzo daleko.

Przed tegorocznym Unsoundem telefonicznie obiecaliśmy sobie spotkanie. Niestety, znowu coś wypadło, mimo tego, że byliśmy umówieni na 12.00 w Forum.

W tym roku na Unsoudzie nie byłem. Zatrzymały mnie obowiązki. Nie spotkałem Wojtka..

Dziś dowiedziałem się, że Wojtek zginął w wypadku samochodowym jadąc z zespołem na koncert. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. We czwartek grał koncert w Krakowie, dwa tygodnie temu rozmawialiśmy.. Czuję się tak jakby ktoś zabrał część mojego muzycznego świata i moich – jego przemyśleń. Każdy kolejny Unsound już nie będzie taki sam bez Wojtasa.

Wierzę jednak, że jeszcze kiedyś go spotkam. Jestem pewien, że gdzieś tam Wojtas będzie czekał na mnie z bułką z pasztetem oraz z historiami o najwybitniejszych artystach, jakich sobie możemy wymarzyć. Jestem pewien, że opowie mi, co czuł, kiedy po raz pierwszy zobaczył tych wszystkich muzyków, których za życia chciał zobaczyć a nie było mu dane. Jestem przekonany, że nie raz zastanie nas świt. Wtedy nie będziemy się nigdzie śpieszyć.

Spoczywaj w pokoju Wojtku. Nigdy Cię nie zapomnę.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s