(Nie do końca) Nowa Muzyka

Mój tegoroczny wyjazd na Nową Muzykę, od samego początku stał pod znakiem zapytania. Przede wszystkim zależał od wywiązania się prze zemnie ze zobowiązań wobec moich zleceniodawców. Koniec końców we czwartek o godzinie 16-tej w ekspresowym tempie spakowałem potrzebne rzeczy i już o 17-tej jechałem busem do Katowic a akompaniamencie płaczącego dziecka i śmierdzącej w busie kupy..

CZWARTEK

Wieczorem wespół ze znajomymi zameldowaliśmy się w post kopalnianym Szybie Wilson, gdzie kilka minut po 20-tej na scenie pojawił się Vladislav Delay. Jego muzyka idealnie wpisywała się w klimat miejsca. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że robiony przez niego industrial opowiada historię Szybu z czasów, kiedy na Górnym Śląsku kwitło wydobycie węgla. Słyszałem uderzenia kilofów, hałas wagoników kolejki i pracę windy górniczej. Ktoś inny mógł słyszeć jedynie hałas albo po prostu jakieś tam współczesne dźwięki. Kwestia interpretacji muzycznej.

 O 21.30 na scenie pojawił się BADBADNOTGOOD i uprzedzając dalsze słowa tego wpisu, był to chyba najlepszy koncert na tegorocznym festiwalu. Sposób bębnienia perkusisty był niezwykły. Dawno czegoś takiego nie widziałem. Podwójna black metalowa stopa, która nie powinna pasować to koncepcji – a pasowała i to w punkt! Bardzo mocny żywiołowy koncert wobec którego nie mogłem być obojętny. Mam nawet wrażenie, że ktoś na tym koncercie mnie zaczepiał, że spotkałem kogoś znajomego, ale nie wiem. Byłem gdzieś indziej – głęboko w świecie muzyki. Taka sytuacja.

 PIĄTEK

 Piątek rozpocząłem trochę później, gdyż jakoś nam się nie śpieszyło, a ja miałem potrzebę obejrzenia meczu – wszak nie samą muzyką człowiek żyje. Zatem pierwszym sobotnim koncertem w którym uczestniczyłem był koncert austriackiego duetu TOSCA. Było to dla mnie swoiste odrabianiem zaległości, bowiem kilka lat temu niemalże z uporem maniaka słuchałem ich muzyki. Dziś już tak mocno na mnie działa, więc koncert minął mnie jakoś bokiem.

 Na kolana jednak rzucił ten, dla którego występu, do Katowic przyjechałem. Jeden z moich przewodników muzycznych, w złym, zbuntowanym, elektronicznym świecie – Jon Hopkins. Cokolwiek bym tutaj nie napisał, to i tak będzie za mało bowiem Jon, jak mało kto potrafi budować muzyczne emocje w sposób równie przewidywalny co zaskakujący. Owszem, byli i tacy którym jego występ mógł się nie spodobać. Sam mimo ogólnego zachwytu wiem, że to jeszcze nie jest szczyt i o Hopkinsie będzie jeszcze bardzo głośno.

 Po Hopkinsie wybraliśmy się na jedne szybkie piwo ze znajomymi, którzy chcieli koniecznie zobaczyć Thundercat. Podchodziłem sceptycznie do tej wizji, bowiem widziałem ich w tamtym roku na Sonarze a skądinąd wiem, że muzycznie u nich niewiele się zmieniło. Z drugiej strony, skoro wszyscy na ten koncert idą to też pójdę. Koniec końców z koncertu Thundercat wyszedłem jako ostatni z moich znajomych. O czym to może świadczy? Chcieli mnie zgubić? Koncert był słaby? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem (podobnie jak prawdy o Smoleńsku).

 Uprzedzam fakty – nie byłem na koncercie Tobina, wiedziałem go ostatnio i nie chciałem mieć przesytu. Byłem za to na LFO, którego wizualizacje były niesamowite. Przenikały się ze światem dźwięku. Tworząc spójną całość. Nadmienić muszę, że znajomy zwrócił mi uwagę, w jaki sposób są one robione. Długo staliśmy za VJ-em obserwując jego pracę. Świetne doświadczenie. Po tym wybrałem się jeszcze na początek setu Skream‚a, ale nie zostałem na nim długo. Mam wrażenie, że niewiele straciłem.

 SOBOTA

 Muzyczną sobotę rozpocząłem równie późno co piątek. Wszystko zasługą zmęczenia i spotkań towarzyskich ze znajomymi których mogę spotkać jedynie kilka razy w roku przy okazji festiwali. Pierwszym koncertem na który się wybrałem tego dnia był Jamie Lidell. Ciekawe i soulowe, nie podobne do Howthorne’a (taki hermetyczny żart). Tak zupełnie poważnie, to nie spodziewałem się, że ten koncert będzie mógł mnie tak zainteresować. Trochę elektroniki, trochę materiału ze starych płyt.

Deadboy był kolejnym dj’em, który miał rządzić i zamiatać. Jak się okazało, jego pierwszy z dwóch setów tego dnia, nie był interesujący i w zasadzie na tym powinienem skończyć. Nawet wszechobecny chłód nie sprawił, byśmy zaczęli tańczyć a szkoda, bo ten młody chłopak ma talent o czymś świadczyć może to, iż utwory są miksowane przez najlepszych.

Po tym secie znowu popadliśmy w lenistwo i narzekanie, że na tegorocznej Nowej Muzyce jest bardzo nudno i przeciętnie. Trochę w tym prawdy było, ale ponoć przegapiliśmy magię projektu Gregora Schwellenbacha z okazji 20-to lecia wytwórni Kompakt. Widzieliśmy jedynie fragment The Brandt Brauer Frick Ensemble i wybraliśmy się dopiero na set Redinho. Tutaj była moc! Nie spodziewaliśmy się, że tak bardzo dobrze będziemy się bawić. Wszystko popsuł Omar Suleyman.. Nie bardzo rozumiem fenomen popularności tego Syryjczyka. Dlaczego ludzie tak bardzo jarają się średniej jakości zaśpiewem w rytm darabukki odgrywanej na klawiszach? Jego wszystkie sety na youtubie są takie same. Żeby nie było – za namową znajomych próbowałem się przekonać, ale dyskoteka w stylu Egipt all inclusive nie jest tym w czym chciałbym uczestniczyć.

Na szczęście na festiwalach te słabsze koncerty przeplatają się z dobrymi. Moderat zdecydowanie należy zaliczyć do tych drugich. Mimo iż nie jestem ich fanem i uważam, że pochodzenie narodowe determinuje formę sceniczną jaką przybrali, to należy im oddać, że przykuwają uwagę. Na tegorocznym festiwalu był to jeden z najlepszych koncertów.

Potem oglądaliśmy drugi, tym razem półgodzinny set Deadboy’a. Było lepiej. Usłyszeliśmy jego autorskie i znane kompozycje a temperatura, która sprawiała skraplanie się wydychanego z płuc powietrza przestała dokuczać. Reasumując miał być to ostatni koncert jaki widziałem na tegorocznej Nowej Muzyce bowiem nie zostawałem na niedzielny koncert w kościele.

Miał być, bo wracając do samochodu przechodziliśmy przez namiot w którym z oddali usłyszeliśmy trąbkę i rytmiczne obijanie o barierki. Jak się okazało, hiszpański zespół ZA! W taki właśnie sposób wychodzi na scenę. Nie spodziewałem się, że na Nowej Muzyce o 4-tej nad ranem zobaczę dwóch gości, którzy przepychają się przez nieliczną już wtedy publiczność, z których jeden idzie wzdłuż linii barierek by móc na nich grać pałeczkami perkusyjnymi. Ludzie, którzy byli bliscy snu, obudzili się i z zaciekawieniem oglądali koncert, który na ową uwagę zasługiwał. Dla mnie było to największe pozytywne zaskoczenie tegorocznego festiwalu.

Na koniec tego przydługawego tekstu należy się krótkie podsumowanie. Pierwszy raz byłem na Nowej Muzyce w Dolinie Trzech Stawów. Organizacyjnie było wyśmienicie. Nie bardzo mam się do czego przyczepić, no może do faktu barierek ustawionych przed wejściem do namiotu głównej sceny. Nie mniej podejrzewam, że było to sprytne wykiwanie ustawy o imprezach masowych, która nakazuje oddzielenie strefy z dozwolonym spożyciem alkoholu. Nikt wcześniej na żadnym festiwalu nie wpadł na to aby strefa spożywania piwa była większa niż pozostały teren festiwalu. Brawa dla organizatorów – w taki właśnie sposób należy walczyć z objawami debilizmu polskich ustawodawców.

Inną sprawą jest poziom muzyczny. W tym roku było przeciętnie i niestety w tej opinii nie jestem odosobniony. Wiem, że w świecie elektronicznym nie było wielu spektakularnych wydarzeń czy debiutów, a jeżeli takowe były to znalazły poklask wśród organizatorów major festivals, tym samym zabierając możliwość bookingu na tych małych imprezach. Z drugiej zaś strony nie ma siły by rok w rok line up powalał i rzucał na kolana.

 P.S.

Kończąc ten tekst, muszę przyznać, że świetnie się bawiłem spędzając rewelacyjny weekend. Wszystkim z którymi się widziałem, rozmawiałem i spożywałem bardzo dziękuję. Ciesze się, że mogłem się z wami bawić. Dzięki!

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s