W tym jednym pokoju..

a3877343488_10Czy słuchając muzyki zastanawialiście się kiedyś, co kierowało danym artystą, w chwili tworzenia? Czy nie nurtowało was nigdy pytanie, o jakiej porze dnia lub nocy utwór został napisany? Wreszcie, czy nie chcieliście wiedzieć, co widział artysta przez okno swojego mieszkania? Zupełnie proste elementy życia każdego z nas mogą w najmniej spodziewanym momencie sprawić, że stworzymy dzieło wybitne, coś, o czym będzie się mówić przez lata. Na ogół pisząc bądź mówiąc tego typu słowa mam na myśli jeden zespół – Lenny Valentino. To on stworzył płytę, której w żaden sposób nie da się porównać do innych. Uwaga Jedzie Tramwaj, to krążek, od którego nigdy się nie uwolniłem. Nie chodzi, o to, że płyta jest dobra, bo dobra to może być zapiekanka na rynku jak cię złapie gastro. Mimo, iż nazywam ten album „genialnym”, „rewelacyjnym” i „legendarnym” (nie mylić z legend-wait for it-dary), to cały czas chodziło o coś więcej. Uświadomił mi to, dopiero w 2010 roku, Piotr Stelmach, kiedy to w rzęsistym deszczu oczekiwałem pod sceną Off Festivalu na koncert, który spełniał moje marzenia o usłyszeniu Lenny Valentino na żywo. Nie zapomnę zapowiedzi Stelmacha. Opowiedział o notesie Artura Rojka, w którym Artur zapisywał pomysły na teksty, mówił o pokoju w Mysłowicach, gdzie większość z owych tekstów powstawało, mówił o tramwaju lini 14, który przejeżdżał pod jego oknami. W czasie owej zapowiedzi, jakaś niezwykła siła sprawiła, iż stojąc pod sceną, równocześnie usiadłem w owym pokoju i wtedy naprawdę się zaczęło. Przeżycie, tak mocne, ze jest to nie do opisania. Mam wrażenie, że po koncercie to, co przeżyłem zrozumiała tylko jedna osoba. Prawda Paweł? Koncert się skończył a emocji takich jak przy słuchaniu płyty Lenny Valentino już żaden artysta nie wywołała.

30 grudnia 2012 roku, przez pewien portal społecznościowy zwany dalej facebookiem, zostałem zaproszony przez Annę K. do pewnego wydarzenia. Jego opis brzmiał:

Cześć.

Dziś, po prawie 5 latach mówienia do siebie „zaraz się za to wezmę” udało mi się zrobić coś, co można śmiało nazwać spełnieniem jednego z największych marzeń – dziś skończyłem prace nad własną płytą. 2 miesiące temu zamknąłem się w domu sam z komputerem i instrumentami i spłodziłem „Something of an End” – moje osobiste rozliczenie z młodością, mój krzyż, mój głaz który toczyłem pod górę definitywnie za długo. Trudno się swoim szczęściem nie dzielić z innymi, dlatego proszę… częstujcie się śmiało.

Opis mocno mnie zainteresował, jednak wziąłem pod uwagę, że pewnie jakiś kolejny samozwańczy pseudoartysta z nikąd, nagrał swoje smętne wypociny i chce na siłę zainteresować nimi innych. Ciekawość jednak była wielka, więc owy krążek ściągnąłem.

Nie przypadkowo wspomniałem o Lenny Valentino, bowiem poczułem dokładnie to samo co dzięki ich muzyce. Przeniosłem się do pokoju, w którym powstawała płyta. Zobaczyłem okno, szafę i biurko. Przez 50 minut owy pokój, w którym powstawały dźwięki i teksty, stał się również moim pokojem. Mam wrażenie, że zarówno ja, jak i inni słuchacze owego albumu siedzieli na łóżku i przyglądali się temu jak powstają poszczególne fragmenty utworów. Różnica polegała jedynie na tym, że ową muzykę tworzył artysta nikomu nieznany: Patrick The Pan.

Jeżeli jeszcze nie słuchaliście to posłuchajcie, bo to fenomen na skalę przynajmniej ogólnopolską. Swoją szczerością twórczą bije na łeb wszystkich w tym Lenny Valentino, bo o ile w przypadku Artura Rojka i reszty, można mówić o doświadczeniu, marce, czy znanym nazwisku, którym można się podeprzeć, o tyle Patrick The Pan, jest człowiekiem anonimowym. Z mojej perspektywy na naszych oczach dzieje się coś niezwykłego. Ziściło się to, co przewidywano od kilkudziesięciu lat:, jeżeli wiesz jak, to jesteś w stanie nagrać we własnym domu album, który w niczym nie będzie ustępował płytom nagranym przez najlepszych producentów. Nie są to lata 60te i trafić do odbiorców jest dużo łatwiej niż kiedyś. Wystarczy facebook, a potem, co? Można płytę wydać, co właśnie się dzieje w przypadku Patrick The Pan.

To dopiero początek jego kariery, więc wskakujcie w linki podane pod tekstem i uczestniczcie w czymś niezwykłym. Mam nadzieje, że wspólnie będziemy mogli kiedyś powiedzieć, że widzieliśmy jak to wszystko powstawało w tym jednym pokoju.

Wydarzenie o którym mowa w tekście: https://www.facebook.com/events/192505817554605/

Profil Patrick The Pan na fejsie: https://www.facebook.com/patrickthepan?fref=ts

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „W tym jednym pokoju..

  1. co sie tak obrazasz? wpadlbys na piwero i pogadal o muzyczce, tym razem rozbrzmiewaja Twoje rytmy cyganskie straight from Pohoda 2011. we miss you bitch!

    xoxo

    G.

  2. Pingback: Wartości dodatnie w muzycznym życiu Piotra | Człowiek, który zgubił słuchawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s