Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2012

Uff… Udało się. Nie wiem jakim cudem to zrobiłem, ale po wielu dniach szarpanej pracy (bo tak to wypada nazwać), stworzyłem swój własny subiektywny ranking płyt zasługujących na uwagę w 2012 roku. Tak się już przyzwyczaiłem, do tworzenia tej listy, że nie było innego wyjścia – musiałem. Czemu musiałem? Ano, może, dlatego, że w ten sposób udowadniam sobie, że mogę być konsekwentny i mimo natłoku spraw do załatwienia, udaje się być systematycznym. Niezmiennie robię ten ranking dla siebie, bo wiem, że z przyjemnością po niego sięgnę za kilka lat (do poprzednich już czasami wracam). Liczę na to, że jeżeli już czytasz, niniejsza lista pozwoli CI na odkrycie albumów, których nie udało CI się do tej pory odkryć. Być może są albumy, o których w liście zapomniałem, a skąd inąd wiem, że wiele z pozycji, które powinny się w tym arcie znaleźć, zniknęły z tej listy w niewyjaśnionych okolicznościach. Przypadek? Wątpie.. Mam jednak nadzieję, że udało mi się wszystko dokładnie odtworzyć. Liczę również na to, że poniższe zestawienie wywoła chociaż małą dyskusję, nad słabą kondycją przemysłu muzycznego. Bo jak słabo było rok temu, tak w tym roku było jeszcze gorzej. Jedziem!


Na początek kilka płyt, na które moim zdaniem szkoda czasu:

Die Antwoord – Tension

Dowcip jest dobry na raz. Tym bardziej ten, który nie jest śmieszny.

The Ting Tings – Sounds from Nowheresville

Po rewelacyjnym debiucie, przychodzi nam się konfrontować z czymś mega słabym.

The Futureheads – Rant

Nie wiem jakim cudem ktoś ciągle ich wydaje.

Wilki – Światło I mrok

Sentyment, który w czasie słuchania boli.. Jak może boleć sentyment? Mocno.

Santigold – Master of My Make-Believe

Miała świetny debiut, ale to już było, i nie wróci więcej.

The Cribs – In the Belly of the Brazen Bull

Nie wyszła im ta produkcja. Oj bardzo.

Scissor Sisters – Magic Hour

Nie przykuwa ani na chwilę do głośnika. Jadą na nazwie.

Yeasayer – Fragrant World

Kolejny z zespołów, które zaliczyły fenomenalny debiut, a potem co? No słabo.

Happysad – Ciepło/zimno

Próbowałem to sprawdzić, ale ten wokal jest coraz bardziej irytujący.

Crystal Castles – III

O tej płycie źle pisałem już wcześniej, więc, ten skok na na hajs fanów musiał się tu znaleźć.

Hey – Do Rycerzy, do Szlachty, doo Mieszczan

Zabili Heja.. Nuda, nic się nie dzieje. Prawie jak w polskim filmie.. tylko, że gorzej.

Maria Peszek – Jezus Maria Peszek

A dajcie spokój.. Najgorsze co mogła ujrzeć polska półka sklepowa z nowościami płytowymi

Nelly Furtado – The Spirit Indestructible

Niezmiennie ją lubię, ale Nelly rozmienia swój talent na drobne, a to nie jest dobre.

Apteka Od pacyfizmu do ludobójstwa

Kodym się gdzieś zagubił i nie znalazł. Na płycie to słychać.

The XX – Coexist

Chyba największe muzyczne rozczarowanie w 2012. Smutno mi.

Były też płyty, których z różnych powodów nie przesłuchałem. Najczęściej brakło chęci, czasem wolałem sięgnąć po inny album. Bywało również też tak, że płyta była niedostępna we wszystkich możliwych źródłach, z jakich korzystam. Były również takie albumy, po które nawet jak sięgnąłem, to nie pamiętam, że ich słuchałem. Wolałem zatem, żeby trafiły tutaj:

Jill Scott – The Original Jill Scott From The Vault Vol. 1

Tabasko – Ostatnia szansa tego rapu

Madonna – MDNA

Krzysztof Penderecki – 20th Century Classics

Paula i Karol – Whole Again

De La Soul – First Serve

Gossip – A Joyful Noise

Wiley – Evolve or Be Extinct

Jazzpospolita – Impulse

The Cinematic Orchestra – In Motion #1

Baaba – The Wrong Vampire

Kapela ze Wsi Warszawa – Nord

Anthony B – Freedom Fighter

T.Love  Old Is Gold

Sigur Rós – Valtari

Squarepusher – Ufabulum

Rok temu napisałem, że z racji małej ilości dzieł epickich i takich, które będziemy pamiętać na lata, zmuszony jestem stwierdzić, że zestawienie przedstawia płyty godne uwagi. Wśród przeciętności, bowiem ciężko jest nazwać coś słabszego dobrą płytą. Wiadomym jest, że od swoich muzycznych bogów wymaga się więcej, dlatego też niektóre uzasadnienia mogą wydawać się nieprzychylne. To tylko pozory. Zaczynamy:

100. The Maccabees – Given To The Wind

Ciężko mi znaleźć powód, dla którego The Maccabees znalazło się w tej 100. Przecież ich nie lubię a płyta jest daleka od wywoływania ciar na plecach. Prawdą jest jednak, że podobnie jak większość albumów w poniższym zestawieniu, i ten ma niezłe momenty. Nawet największy fan obierania ziemniaków i froterowania podłogi oderwie się na chwilę, tylko po to by się wsłuchać.. Ale tylko na chwilę.

99. Wu-Hae – Merry Crisis And A Happy New Fear

Na tej liście nie mogło zabraknąć sentymentalnych wycieczek w kierunkach bliżej nieokreślonych. Mieszkam w Krakowie, a to zobowiązuje.

98. PeErZet – Z miłości do gry

Cieszę się, że temu chłopakowi w życiu się układa i wciąż nagrywa muzykę. Dawniej jego wersy mi nie siedziały, ale PeErZet zrobił taki muzyczny progres, że chylę czoła. Poza tym reprezentuje Kraków, a takie produkcje może wreszcie sprawią, że krakowski hiphop przestanie być kojarzony jedynie z Firmą.

97. Easy Star All-Stars – Easy Star’s Trillah

Michael Jackson nie żyje, ale jego legenda jest wiecznie żywa. Z zaciekawieniem sięgałem po wersje reggae utworów ”króla pop”, bo wiadomym powszechnie jest, że ludzie z wytwórni Easy Star potrafią robić niesamowite rzeczy. Tym razem jest dość przeciętnie.

96. Muchy – Chcecicospowiedziec (Universal)

Zupełnie inne Muchy niż te, które polubiłem. Daleko im do tego klimatu Republiki, jaki znajdywałem na ich pierwszej płycie. Brzmi to bardzo garażowo, a gdzieniegdzie słychać metronom. Mam nadzieję, że celowo. Nic to, nie będę drążył.

95. Akurat – Akurat gra Kleyffa i jedną Kelusa

Zasłuchane z sentymentu. Trochę odcinanie kuponów od sławy, jaka zdobyli wśród dzieciaków, takich jak niegdyś ja. Kilka kompozycji naprawdę fajnych.  Tekstowo – wiadoma – Jacek Kleyff.

94. Patrick The Pan – Something of an End

Poznałem ten album 30 grudnia przez totalny przypadek. Urzekła mnie szczerość zachęcająca do zapoznania się z tym materiałem. Płyta robiona chałupniczo jest urocza i trzeba się z nią zapoznać. Świetny album na nowy rok. Polecam wszystkim. Chyba w styczniu coś o niej więcej napiszę.

93. Lao Che Soundtrack

Masa elektroniki. Lao Che nigdy nie bało się eksperymentować. To bardzo dobrze. Jednak słuchając tej płyty, nachodzi mnie smutna refleksja: pamiętam jak nagrywali pierwszą płytę, a teraz już są niemalże legendą polskiej sceny. Ależ ten świat gna do przodu..

92. Kim Nowak – Wilk (Agora SA)

W sumie gdyby nie wokal Fisza, Kim Nowak byłby mi bardzo obojętny. Cały czas grają jak Queens Of The Stone Age. Nie wiem czy to dobrze.

91. The Presets – Pacifica (Modular)

Duet, który cztery lata temu nazywałem następcami Daft Punk nagrał płytę, która zadała kłam mojej teorii. Nie będą drugim Daft Punk..

90. Clinic – Free Reign (Domino)

Jest to zupełnie inny Clinic, niż ten, do którego przywykłem. Muszę się przyzwyczaić do nadmiernego spokoju jaki ten zespół przedstawił przed nami, przed milionami słuchaczy.

89. The Hives – Lex Hives (Disques Hives)

Nie wiem czy jest to najlepsza płyta, jaka nagrali The Hives, ale na pewno się jej przyjemnie słucha. Gitarowe granie i czad z pieca, który nie jest cichym zabójcą.

88. Orbital – Pusher

Muzyka stworzona na potrzeby filmu, którego nie widziałem, pewnie dlatego nie działa ona aż z taką siłą.

87. Simian Mobile Disco – Unpatterns (Wichita)

Dobra płyta. Nie nastawiałem się na coś co urwie dupę i nie urywa. Ale warto zapoznać się z tym materiałem.

86. Mike Snow – Happy to You

Gdybym to zestawienie robił w połowie roku, pewnie ten krążek byłby dużo wyżej. Ale moje zauroczenie kilkoma utworami z tej płyty minęło. Tak baj de łej, śnieżny, majk mógłby coś zrobić ze swoich ryjem, bo jest wyjątkowo nie reprezentatywna (Ot, takie tam polaczkowe narzekanie).

85. Speech Debelle – Freedom of Speech (Big Dada)

Gdzieś czytałem, że brytyjska rap scena, za nią nie przepada. Ponoć lubi ją tylko Roots Manuva. W sumie to spoko, bo to dobry typ. Podobnie jak ta płyta.

84. Calvin Harris 18 Months

Jak w tych czasach można słuchać Calvina? Ano można. Powiem więcej, razem z moimi znajomymi z gimbazy jaraliśmysię tym albumem.

83. Animal Collective – Contipede Hz

Długo zastanawiałem się, czy umieścić tą płytę w setce. Nie jest to bowiem album, który w jakikolwiek sposób wpłynąłby na moje życie. Nigdy nie lubiłem Animal Collective, a wielokrotnie byłem przekonywany, że to taki cudowny zespół. Suma tych rozmów sprawia, że zawsze, gdy wychodzi coś nowego, a sygnowane jest właśnie przez ten zespół, sprawdzam by zrozumieć fenomen. Dalej nic.

82. Of Monteral – Paralvitic Stalks

Nic się nie zmienia. Dalej grają od czapy, zaskakują zmianą rytmiki, emocji. Bawią się muzyką.

81. We Have Band – Ternion

Jak to szybko idzie. Jeszcze niedawno nie mogli wydać płyty, a teraz wydali drugi długogrający album.

80. Air – Le voyage dans la lune

Lubię Air, ale ta płyta jakoś nie może mi siąść. Może, dlatego, że wiele od nich oczekuję, a może po prostu muszę ją osłuchać.

79. Beach House – Bloom

Mimo, że daleko mi do bycia fanem tego zespołu, staram się zachować pozory obiektywizmu i umieszczam ten album właśnie w tym miejscu. Warto na chwilę chociaż się nad tym albumem pochylić.

78. Keane – Strangeland

Takie pop rockowe granie z fajnym wokalem. Miło spędzony czas. Podobne do Coldplay. I like. Why not?

77. Current 93 – And When Rome Falls

Dużo przeszedłem, aby dosłuchać ten album DO KOŃCA, gdyż DO KOŃCA, nie jest to moje ulubione granie. KOŃCZĄC to uzasadnienie, rozumiem, że ta płyta może się podobać.. i wtedy właśnie Rzym runął (do KOŃCA).

76. John Foxx And The Maths – The Shape of Things

Gdyby nie przygotowywanie zestawienia, to pewnie nie wiedziałbym, że ta płyta wyszła. John Foxx ciągle w formie.

75. The Killers – Battle Born

Łeee.. Sprzedali się.. To nie są Ci sami kilersi.. No może, ale na szczęście (aż dziwię się, że to napisałem), nie lecą w dół.

74. Cloud Nothings – Attack On Memory

Nie lubię lo-fi. Projekt z Cleveland zasługuje jednak na uwagę, gdyż płyta jest niezwykle spójna, a jego surowość i garażowe brzmienie zamierzone. Jedynym mankamentem płyty jest ilość utworów na niej.

73. Staff Benda Bilili – Bouger le monde

Nie ma więcej takich zespołów jak ten. Nie ma okoliczności takich, jak te, które sprawiły, że ten zespół powstał. Nie ma słów, które opisały moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że w tak krótkim czasie udało im się nagrać kolejny album.

72. Belleruche – Rollerchain

Uwielbiam Belleruche i na zawsze zapamiętam ich koncert, bo był dość hmm.. specyficzny. Niestety, nowy album nie powoduje u mnie użycia funkcji zapętlenia na odtwarzaczu.

71. The KDMS – Kinky Dramas and Magic Stories

Nie ukrywam, że chwilę czekałem na ten album. Dostałem to, czego oczekiwałem: ciekawy wokal i Groove. Niestety wciąż nie mogę wyskoczyć z butów.

70. El Perro del Mar – Pale Fire

Bardzo pobieżnie znałem wcześniejsze dokonania El Perro del Mar. Przy okazji tego albumu postanowiłem się zanurzyć i dać się ponieść. Warto znać.

69. Donatan – Równonoc

Na zaszczytnym 69 miejscu, jest dziwny hiphopowy Twór, którym jarają się ziomble w całym kraju. Ja jednak, muszę włożyć kij w mrowisko i zastanowić się, czy oprócz zajebistego pomysłu, wykonanie jest takie, jakie powinno się propsować. Nie wiem, czy jako Polak mam się szczycić tym, że wlewam wódę do mordy i to jest takie polskie.  Nie jest tak, że mi się ten album nie podoba, ale trochę w złym kierunku to poszło. Z drugiej jednak strony lepiej nawijać o nocy kupalnej i dżojntach niż o blokowisku, ławce i.. dżojntach Zawsze to jakaś odmiana.

68. Grizzlie Bear – Shields

Przykład na to, że nie rozumiem portali opiniotwórczych. Pitchfork i NME jarali się tą płytą jak talala, a ja zastanawiam się co w niej jest takiego niezwykłego, że miałaby to być płyta roku. Jest ok, no ale bez przesady.

67. Toro Y Moi – June 2009 (Carpark)

W ciągu 15 miesięcy Toro Y Moi może poszczycić się trzema wydawnictwami i dwoma setami w Boiler Roomie. Jest ilość. Z jakością jednak, mogłoby być lepiej.

66.0 Sofa Surfers – Superluminal

Niezmiennie wbijający w buty wokal i w zasadzie tyle rzeczy wybitnych. Nic to. Na tle biedy wybitnych płyt, wystarcza to, żeby znaleźć się w zestawieniu. Mi jest jedynie szkoda, że nowa płyta Sofa Surfers nie dorasta do pięt ”Cargo” LP.

 65. Kronos Quartet Music Of Vladimir Martynow

Ciężko umieszczać takie płyty w zestawieniu z muzyką współczesną. Faktem jest jednak, że i tego w tym roku słuchałem.

64. The Gaslamp Killer – Breakthrough (Brainfeeder)

Dobry  album. Momentami jednak przytłacza swoim ciężarem gatunkowym.

63. Regina Spektor – What We Saw From The Cheap Seats

Najbardziej urocza wokalistka, jaką kiedykolwiek widziałem na żywo. Niestety na płycie jej uśmiechów nie widać co rzutuje na odbiór muzycznych doznań.

62. Norah Jones – Little Broken Hearts

Nie spodziewałem się, że Norah w tym roku nagra płytę, więc wiadomość o tym wydawnictwie mnie pozytywnie zaskoczyła. Niestety, mimo ciepłego głosu pani nory, trochę się nudziłem.

61. Japandroids – Celebration Rock

Często w tym roku narzekałem na długość wydawnictw. Mimo iż jest to longplay, to trochę zbyt szybko ta płyta się kończy.

60. Mouse On Mars – Parastrophics (Monkeytown)

Na tej płycie muzycznie jest wszystko, co jest zarówno plusem jak i minusem.

59. Finley Quaye – 28th February Road

Już nie pamiętam skąd znam tą płytę, ale było to jedno z ciekawszych doświadczeń i pozytywnych zaskoczeń tego roku.

58. Spiritualized – Sweet Heart Sweet Light

Album jest ok, ale dla mnie zbyt nierówny. Nie mniej jednak zasługuje na uwagę.

57. Parov Stelar  The Princess

Jakoś umknęło mi to wydawnictwo. W połowie grudnia, przy okazji przygotowywania tego tekstu, po nie sięgnąłem. Zawsze lubiłem „stelarza”, więc i ta płyta mi się podoba.

56. Tindersticks – The Something Rain (Constellation)

Fajny klimat i płyta, która zasłużyła na zauważenie.

55. Battles – Dross Glop (Warp)

Remiksy Gloss Drop, które są bardzo smaczne. Dodatkowo na okładce są lody.

54. Atom TM – Winterreise (Raster-Noton)

Tego pana odkryłem niedawno. Akurat nagrał tę płytę. Nie jest to muzyka łatwa. Być może jej nie rozumiem, ale mi się podoba, a o to w tym wszystkim przecież chodzi.

53. Pink Freud – Horse and Power

Mało jazzu na mojej liście. Tym bardziej polskiego. Pink Freud jednak, prezentuje niezmiennie wysoką jakość swoich kompozycji i nie potrafi mnie rozczarować.

52. Jessie Ware – Devotion

Dużo oczekiwałem od tej płyty. Chyba aż za dużo.  Dobrze, że to debiut, bo Jassie nie będzie czuć na plecach presji genialnego debiutu.

51. Dan Le Sac – Space Between The Words

Fajny album. Ma jedną wadę: nie udziela się na nim Scrobbious Pip. Być może, dlatego, że to solowy projekt. Hmm. Taaak. Pewnie dlatego.

50. Teengirl Fantasy – Tracer

Surowe techno. Proste bity. Megawatty i siedzi.

49. Mumford & Sons – Babel

Wiele środowisk i pism opiniotwórczych uważa ten album za jeden najlepszy w minionym roku.. Nie jest źle, ale bez przesady.

48. Bloc Party – Four

Nie cierpię przeciętnego brit rocka/Indie rocka. Nie byłem dobrze nastawiony do tej płyty, ale po rewelacyjnym singlu zmieniłem podejście. Najlepszy longplay w dorobku Bloc Party.

47. Katie Melua – Secret Symphony

Nie wiem jak argumentować to, że nowa płyta Katie znalazła się w 50tce. Myślę, że głównym powodem tego stanu rzeczy jest to, że lubię jej głos, który czasem niesie przyjemne ciepło niczym farelka w czasie awarii w EMPECu.

46. Braty z Rakemna Krew sex popyt podaż

Alleluja! Braty znowu nagrały!

45. Gotye – Making Mirrors

Sięgnąłem po tą płytę, bo ktoś mi powiedział, że jedzie na koncert. Zacząłem się śmiać, a za karę dostałem pytanie: „Znasz jakieś inne utwory Gotye niż (…)?” Nie znałem. Zmieniłem to. Ten człowiek trzyma poziom i można lubić jego utwory. Gdyby grał na jakimś festiwalu, pewnie chciałbym zobaczyć jego koncert.

44. The Crookes – Hold Fast

Proste imprezowe klimaty. Brak tu wielkich muzycznych zaskoczeń. To dobrze.

43. Oneohtrix Point Never – Rifts

Co można napisać o ambientalnej płycie? Ma należytą głębie, hipnotyzuje, wciąga. Jest dobra.

42. Azari & III – Azari & III

Panowie nagrali wreszcie długogrający album. Co tu więcej pisać o płycie didżejów? Chyba tylko tyle, że odpalasz na imprezie i masz spokój z muzyką.

41. Nas  Life Is Good

Przyznam, że pojawienie się tego albumu było dla mnie sporym zaskoczeniem. Pewnie gdybym śledził rap portale, to bym wiedział, że coś takie wyjdzie. Co można powiedzieć o tej płycie? Solidny hiphop na poziomie z dobrymi linijkami.

40. Krzysztof Penderecki & Jonny Greenwood – Threnody for the Victims of Hiroshima / Popcorn Superhat Receiver / Polymorphia / 48 Responses to Polymorphia

 Musiałem umieścić takie wydawnictwo na liście żeby wyjść na melomana. Poważnie jednak mówiąc, sięgnąłem po to wydawnictwo trochę po Openerowym koncercie z chęci porównania siły rażenia. Nie jest to muzyka, którą da się słuchać. Ją trzeba analizować i rozbijać na czynniki. Chyba średnio mi to wychodzi, bo nie byłem poruszony dogłębnie.

39. R.U.T.A. – Na wschód. Wolność albo śmierć

Trochę nie wierzę, że w tym kraju jest ciągle zapotrzebowanie na tego typu granie. To dobrze, bo tego typu nisza powinna istnieć mimo wszystko. Mocny brzmieniowo album. Pachnie dinozaurem polskiego punka.

 38. Hidden Orchestra – Archipelago

Okolice jazzu, które urzekają. Cieszę się, że trzymają niezmiennie wysoki poziom. Czekam na koncert w Polsce. Chcę odebrać ten materiał z należytą mu żywą siłą.

 37. Kinny – Can’t Kill a Dame with Soul

Ten soulowy album poznałem, przez przypadek. Szukałem ciekawych funkowych wykonawców. Przesłuchałem jakies featy z udziałem Kinny i w rezultacie sięgnąłem po to wydawnictwo. Warto!

36. Two Door Cinema Club – Beacon

Panowie grają dokładnie w takim samym stylu jak na poprzedniej płycie, co jest ich wielkim atutem. Jestem przekonany, że jeżeli ktoś lubił ich wcześniejsze dokonania, to nie będzie rozczarowany.

 35. Ta-ku – 50 Days for Dilla

50 bitów wyprodukowanych ku pamięci wielkiego rapera. Co tu dużo gadać? Jest ich mnogość, więc nie wszystkie są świetne. Nie mniej jednak zachęcam do ich przesłuchania.

34. Rusko – Songs

Podobno Rusko robi już tylko muzykę dla balującej gimbazy. Jeżeli tak jest, to znaczy, że ciągle siedzę w gimbusie jadącym w nicość (wespół z koleżanką o której było przy okazji płyty Calvina). Co na tej płycie jest spoko? Kwaśność 🙂

33. The 2 Bears – Be Strong

Płyta dwóch misiów, których polubiłem po Sonarze. Przyglądam się im poczynaniom i bardzo się cieszę, że ta płyta się ukazała.

32. The Shins – Port of Morrow

Zacząłem słuchać The Shins dzięki Natalie Portman. Powiedziała mi kiedyś, że The Shins  odmienią moje życie. Póki, co nie miało to miejsca. Nie mniej jednak z ogromną ciekawością sięgnąłem po ich nowy album.

31. Dirty Projectors – Swing Lo Margellan

Jedna z tych pozycji, o których ciężko cokolwiek napisać. Jakoś mnie wzięło. Niesamowicie prosta okładka, niesamowicie złożona muzyka.

30. How To Dress Well – Total Loss

Dosyć smutna płyta. Głębia dźwięków, jakie z niej biją trafiają głęboko. Polecam.

29. Blood Red Shoes – In time to voices

Czekałem na ten album bardzo długo. Niestety, trochę jestem rozczarowany, bo potrafią nagrywać zdecydowanie lepsze płyty.

28. Theophilius London – Timez Are Weird these Nights Powered by Bing

Strasznie kwaśne remiksy albumów z płyty, która ukazała się w 2011 roku.

27. araabMUZIK – Instrumental University

Słuchałem tego albumu wielokrotnie. Chciałem zrozumieć, dlaczego ma on tak dobre recenzje. Już przy trzecim przesłuchaniu zrozumiałem. Tak po prostu.

26. Frank Ocean – Chanel Orange

Zajebisty wokal i fajne kompozycje. Nie ma tu wielkich hitów, ale to chyba dobrze.

25. Flying Lotus – Until the Quiet Comes

Gdy słucham tego materiału, oczyma wyobraźni widzę Lotusa, który w ciągu niespełna 24h dni gra dwa zupełnie inne sety na Sonarze powodując ogólną radość pulsującego tłumu.

24. Bonobo – Black Sands Remixed

Mimo, że remiksy to ciągle ten sam człowiek, który podnosi poprzeczkę tam gdzie nie ma jej już na czym zawiesić. Tym razem prezentuje remiksy genialności, które niewiele straciły.

23. Allah-Las – Allah-Las

Pierwotnie ten album miał byś zdecydowanie niżej w zestawieniu, ale kiedy po raz drugi po niego sięgnąłem, odnalazłem w nim coś magnetycznego, co przyciągnęło na dłużej.

22. Hospitality – Hospitality

Kolejna z kapel, którą poznałem przypadkiem przeczesując nowości, na Spotify. Ciekawe brzmienie i granie, które zmusza do ponownego (i ponownego) włączenia „play”.

21. Quantic – Look Around the Corner (feat. The Combio Barbaro)

Quantic z bonusami. Jest klimat, jest pięknie i słodko. Czasem aż za bardzo, ale mimo wszystko czołówka albumów 2012.

20. Bat For Lashes – The Haunted Man (Parlophone)

Nie znam powodu, dlaczego nie mogę się przekonać do muzyki Bat For Lashes. Przyznać jednak muszę, że ta płyta jest zrobiona świetnie. Przede wszystkim brzmieniowo. Ma w sobie emocje, które powodują, że z chęcią wracałem do tego albumu.

19. Łąki Łan – Armanda

Jestem przekonany, że ta płyta mi jeszcze, nibotycznie siądzie, bo ma potencjał. Zbyt krótko jej jednak słuchałem. Z drugiej zaś strony, jest to album, który już przy pierwszym przesłuchaniu przykuwa do głośnika.

18. Trust – Trust

Kiedy jarałem się tym albumem, byłem przekonany, że będzie to jedna z najlepszych płyt tego roku. Z czasem jednak entuzjazm ostygł na tyle, że Trust jest jedynie w pierwszej 20tce.

17. Afro kolektyw – Piosenki po polsku

Mimo, że Afrojax już od dwóch płyt, z rapem ma tyle wspólnego co pies z jeżem, to cały czas kupuję klimat jaki zawarty jest na longplayach zespołu. Poza tym sentymentalnie podchodzę do dokonań Afro Kolektywu, bo to jedna z tych wielu kapel, która śledzi się od początku.

16. Tame Impala – Lonerism

Naprawdę zacny psychodeliczny rock. Mimo, że się zarzekam, iż takie granie nie należy do moich ulubionych. Ten album ma w sobie coś hipnotycznego. Począwszy od okładki, na ostatnich dźwiękach kończąc.

 15. Metz – Metz

Jedno z tych odkryć, które można określić mianem ”z dupy”.  Gdzieś kiedyś, kliknąłem, na laście w artystów podobnych, potem drążyłem jeszcze głębiej i znalazłem ten zespół. Pokryło się to z wydaniem płyty. Polecam fanom gitarowej, brudnej alternatywy spod znaku Sonic Youth.

14. Lana Del Rey – Born to Die (Universal)

Ależ nie rozumiem fenomenu tego wokalu. Nie rozumiem, a zarazem sam się zaraziłem i propsuje.

13. Jack White – Blunderbuss (XL)

Mój Bóg alternatywy wreszcie nagrał swoją własną płytę. Spodziewałem się zupełnie czegoś innego, ale Jack zawsze mnie zaskakiwał (pozytywnie), swoimi pomysłami.

12. Kamp! – Kamp!

Nie wierzyłem, że mimo tego, iż wszyscy czekaliśmy na ten album kilka lat, i nie dość, że materiał jest niemiłosiernie ograny, ta płyta może aż tak zaskoczyć! Jest rewelacyjnie nagrana! To naprawdę jest polskie!?!?

11.Django Django – Django Django

Jakiś chochlik wdarł się do dokumentu tekstowego, w którym wpisywałem płyty, jakie powinny znaleźć się w tym zestawieniu. Robiłem to od stycznia w miarę systematycznie. Nie wiem, co się stało, ale kilka pozycji z niej zniknęło, w tym również ten album. Gdyby go tutaj zabrakło, lista ta była by dużo uboższa. Trzeba poznać.

10. Portico Quartet – Portico Quartet (Real World)

Bez żadnego zastanowienia umieszczam ich w 10tce najlepszych płyt w tym roku. Granie na hong’u ma swój klimat i chwała im za to, że nie kombinują robiąc swoje.

 9. Muse – The 2nd Law (Warner)

Nosz kurwa, lubię Muse i nie jestem w stosunku do nich za grosz krytyczny. Nagrali świetną płytę, która może się podobać. Mają już na swoim koncie lepsze albumy, ale nie zmienia to faktu, że w tym roku była taka bieda płytowa, że Muse jest w 10tce.

8. Totally Enormous Extinct Dinosaurs – Trouble

Zanim poznałem cały album, znałem jedynie melodyjkę z reklamy pewnej firmy produkującej telefony. Aby nie promować żadnej marki, nie napiszę, że chodzi o NOKIĘ. Potem był Selector i koncert, który był najlepszym koncertem tego festiwalu. Płyta odzwierciedla, jakość.

7. Hot Chip – In Our Heads (Domino)

Płytę poznałem po koncercie na Sonar Festival. Do koncertu, byli mi totalnie obojętni, ale gdy usłyszałem ten materiał na żywo musiałem sięgnąć do tego longplay’a.

6. Hooverphonic  With Orchestra

Utwory w żadnym wypadku nie premierowe, ale w nowych aranżacjach. Kupiłem to jak baba na targu marchewkę po promocji.

5. Jimmy Cliff – Rebirth

Ileż to kilometrów po drogach i bezdrożach Bałkanów, pokonaliśmy słuchając tej płyty..  Słuchając tego albumu wracam myślami do Sarajewa, Mostaru, dróg w okolicach Dubrownika czy Kotoru. Ot, takie tam ciepłe skojarzenia. Tak czy siak, polecam.

4. Kendrick Lamar – good kid, m.A.A.d city

Znalazłem tę płytę na Pitchfork. Pewnie bym po nią nie sięgnął, ale zdziwiła mnie podejrzanie wysoka ocena. Posłuchałem i mnie oczarowało.

3. Zeus – Zeus nie żyje

Przy ostatniej płycie tego człowieka, podejrzewałem, że to już koniec, że umarł muzycznie i nie jest w stanie zmartwychwstać. Tymczasem okazuje się, że jego chyba najbardziej dołująca płyta z dotychczasowych, jest rewelacyjna.

2. Babu Król – STED

Stachura wyrwany z piekła, w dodatku przez muzyków, których tak bardzo szanuję. Świetnie, że ten album powstał. Na mojej subiektywnej liście zasłużone drugie miejsce.

1. Mala – Mala In Cuba (Brownswood)

Dla mnie absolutny numer jeden w tym roku. Być może wielu się nie zgodzi i wskarze przynajmniej kilka lepszych płyt, ale w tym przypadku moje umiłowanie do dźwięków kubańskich wzięło górę i uważam, że jest to najlepszy materiał wydany w tym roku.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim, którzy sprawili, że w powyższym rankingu znajdują się takie a nie inne tytuły. Wiele z nich nie znalazłoby się tutaj, gdyby nie rekomendacje, za które jestem ogromnie wdzięczny. Chciałbym również wszystkim życzyć, aby rok 2013, przyniósł mnogość muzycznych wrażeń. Chciałbym, aby każdy, mógł w tym roku cieszyć się pięknymi dźwiękami z własnego odtwarzacza, ale także nie bał się włączyć radio, w obawie o to, że usłyszy w nim coś, czego nie powinno się prezentować szerszej rzeszy słuchaczy.

P.S. Dzięki za pytania o to, czy ten ranking powstanie. Gdy jest feedback, to chce się działać.

Advertisements

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli najciekawsze płyty 2012

  1. tapczan pisze:

    Lista napisana bez jakichkolwiek konsekwencji, poza tym, sporo płyt ci umkneło.

    • Bombel pisze:

      Co masz na myśli pisząc o konsekwencji? Przecież to subiektywny ranking. Co mi umknęło? Proszę o konkrety. Chętnie nadrobię zaległości, jeżeli tylko będą warte nadrobienia 🙂

  2. Rafał pisze:

    Perspektywie płyt które przesłuchałem z twojej listy zgadzam się z twoimi ocenami 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s