Muzyka po (Ł)EPkach

Nie tak dawno temu, kiedy byłem nieco mniejszy, na wszystko musiałem mieć zgodę swoich rodziców, a w komputerze nie miałem kabla łączącego mnie z siecią Internet, muzyka, którą słuchałem wydawała się lepsza. Straszne uogólnienie, ale tak było. Pamiętam zarwane noce, kiedy siedziałem na podłodze, patrzyłem w stary telewizor oglądając teledyski w Aquaz Music Zone, licząc, że za moment usłyszę Pogodno albo inne dziwne muzyczne twory, którymi w tamtych czasach już się mocno jarałem. Nie raz bywało tak, że dostawałem opieprz za to, że jest 3 w nocy a ja nie wstanę do szkoły. Cóż, chęć odbioru ulubionego kawałka, była silniejsza niż potrzeba snu. Kapitalne czasy. Człowiek, niczym jego rodzice w czasach komuny, szukał muzyki, bo nie można było jej po prostu zassać z neta. Musiał to zrobić ktoś, kto ten Internet już miał i ściągał wszystko jak leci. Matko Boska! Ileż ja się naczekałem, aż, ktoś znajdzie i ściągnie album wspomnianego wcześniej zespołu Pogodno. Gdy już się udało krążek złapać, osłuchiwałem go tak jak się powinno – na okrągło. Nie ważnym jest to, że nie było to dzieło wybitne. Nie ważne. Słuchaliśmy muzyki starannie, a artyści o tym wiedzieli i naprawdę przykładali się do rzeczy. Gdyby nagrali marny longplay, najprawdopodobniej byłby to ich ostatni.

Czasy się zmieniły. Teraz mieszkamy na fejsie, muzy słuchamy na soundcloudzie, myspace, youtube i innych stremowych serwisach. Specjalnie pomijam fakt istnienia, nielegalnego w naszym kraju Spotify, czy nielegalnego w ogóle oprogramowania do obsługi torrentów. To jak zdobywamy ulubioną muzykę, nie jest w tym kontekście istotne. Prawda jest jedna         – jest łatwo. Wystarczy kilka sekund by znaleźć to, czego szukamy, to, co wyszło przed kilkoma godzinami z tłoczni. Łatwość ta, jest dla nas zabójcza – słuchamy po łepkach. Odsłuchujemy albumy powierzchownie, i nawet, jeżeli coś jest dziełem wybitnym zostanie docenione po latach, – gdy zespół się rozpadnie, albo artysta odejdzie z tego świata.

Celowo pomijam, aspekt łatwości tworzenia i rozwoju sprzętu do produkcji muzyki – gdyż muzykę się teraz produkuje, a nie tworzy. Pomijam to, gdyż zawsze uważałem, że jeżeli ktoś czuje, że potrafi tworzyć sztukę, nikt i nic, nie powinno mu blokować możliwości jej stworzenia. Nawet gdyby taki artysta, stworzył ”gówno” owinął je w ładny celofan i tak nie będzie czekoladą.  Niestety, nasza powierzchowna konsumpcja, powoduje, że nawet, jeżeli już owy produkt sprawdzamy, nie chce nam się/nie mamy czasu, odwinąć celofanu.  Zatem stawiamy to coś na półkę i czekamy aż zacznie śmierdzieć..

Nasza niestaranność (wcześniej nazywana powierzchownością), wywarła wpływ, na jakość wydawnictw. Przeglądając albumy długogrające, które wyszły w tym roku, naprawdę ciężko jest znaleźć coś, co powaliłoby na kolana i nie pozwoliłoby tym samym wstać                z podłogi. Albumy wydawane w 2012, uogólniając są bardzo średnie. Jedna z najbardziej oczekiwanych płyt – Crystal Castles, kończy się po 39 minutach i 29 sekundach (!!!). Naprawdę? Płacimy ponad 60 złotych za niespełna 40 minut muzyki? To jest album długogrający? Przecież niektóre ”siódemki” są dłuższe..

Kontynuując myśl z poprzedniego akapitu, wielu artystów wydaje ”EPki”, jestem to               w stanie zrozumieć, jeżeli myzyk nie ma kontraktu płytowego, albo szuka wytwórni, ale kurwa, jeżeli zespół już nagrał album długo grający, albo, co gorsza, nagrał ich kilka, to po kiego grzyba nagrywa EPkę!? PLACEBO!!! Ogarnijcie się i nagrajcie nowy album!!

Jeszcze bardziej bez sensu, są tłumaczenia w stylu: „nagraliśmy pięć utworów                         i wypuściliśmy epkę, bo to taki teaser nowego, nadchodzącego w przyszłym roku albumu. Fani na nas naciskają, wymiana informacji w necie następuje szybko, epki są nowoczesne, bla bla bla”. Aż scyzoryk się w kieszeni otwiera! Skoro jesteście tacy nowocześni, to wrzucajcie wszystkie nowe utwory do sieci na bieżąco (i to za darmo), lub wydajcie dla fanów album długogrający. Chrysteee!!!

Ktoś, kto czyta ten emocjonalny tekst, może pomyśleć, że jestem wrogiem wszystkich wydawnictw, które nie są longplay’ami. Nie jest tak. EPki mają swój sens, kiedy trzymają się jednego konceptu, jak na przykład Obywatele IV ŚwiataMasali, albo, kiedy dj wydaje jakieś nowe wydawnictwo. Jednak, kiedy EPki wydają zespoły takie jak Placebo, to ja tego propsować nie będę.

Stare chińskie powiedzenie, a zarazem obelga mówi: „Obyś żył w ciekawych czasach”, no      i my w takich czasach żyjemy. W złą stronę to wszystko idzie.  Wszystko po (Ł)EPkach..

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Muzyka po (Ł)EPkach

  1. olamanola pisze:

    propsuję tekst! zgadzam się w 99% ! Chrysteee! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s