Taniec gwiazd na lodzie czyli moja reakcja na tekst Pawła Gzyla w Dzienniku Polskim

We wczorajszym Dzienniku Polskim ukazał się artykuł Pawła Gzyla „Gwiazdy bez tłumów”. Jako domorosły fan muzyki wszelakiej, bywalec koncertowy i czytelnik rzetelnych tekstów prasowych, postanowiłem przeanalizować ten tekst aby pokazać jak bardzo można zmanipulować czytelnika.

Kiedyś spotkałem człowieka, który pracując dla pewnego dużego portalu internetowego, przyznał mi się do tego, że większość recenzji płyt powstaje w oparciu o wiedzę z Wikipedii. Często zdarza się tak, że autor takiego tekstu, nie widział na oczy albumu o którym pisze, a jego słuchaniu już lepiej nie wspominać. Według owego człowieka, wystarczy napisać, kto jest autorem danego albumu, wspomnieć co było na poprzednich płytach artysty, oraz napisać o tym, że zespół jest charyzmatyczny. Czytelnicy łykną to jak młody pelikan.

Jestem w stanie zrozumieć taką praktykę, ponieważ większość z tych płyt jest w tym samym czasie reklamowana przez owy portal (pieniążki!), natomiast zupełnie nie rozumiem dlaczego bzdurne teksty pojawiają się w prasie codziennej. Ktoś może powiedzieć, że ludzie nie mają czasu czytać długich i szczegółowych artykułów, ale to nie prawda. Obecnie dzienniki kupowane są głównie po to aby przejrzeć ogłoszenia. Czasy się zmieniły, a powierzchownie pisane artykuły, których autorami są ludzie, którzy zmian w otaczającym nas świecie nie zauważyli, powodują, że czytelnicy którzy wolą rzetelną informację zamiast opinii wygłoszonej przez człowieka, który jest wyrwany z rzeczywistości, wolą szukać tych informacji na własną rękę. Tylko ogół zadowala się ogłupiającą opinią.

Nie pisałbym tego tekstu, gdyby nie wczorajszy przypadek: rano w moje ręce trafił Dziennik Polski, a potem w rozmowie z kolegą z pracy słyszałem „informację” żywcem skopiowaną z artykułu pisanego na kolanie. Zatem, przepraszam Panie Gzyl, ale ja – totalny amator, dyslektyk i człowiek bez umiejętności pisania artykułów trochę się nad Panem poznęcam.

„Wszystko wskazuje na to, że kryzys finansowy uderzył Polaków po kieszeniach. W ramach oszczędności wydajemy bowiem mniej na kulturę. Bilety na wielkie koncerty i festiwale sprzedają się w tym sezonie słabiej.”

Wszystko wskazuje na to, że pierwsze dwa zdania są wstępem do artykułu w którym znajdziemy zestawienie i analizę danych statystycznych oraz wypowiedzi ekspertów biznesowych z centrum Adama Smitha. Niestety, jak się wkrótce okaże bardzo się pomylimy.

Najważniejsi organizatorzy występów zachodnich gwiazd nad Wisłą nie przyznają się do problemów. Fakty jednak mówią same za siebie. Niedawno z dwóch planowanych występów Eltona Johna odwołano jeden.”

To dziwne, bo z informacji, które są podane do opinii publicznej, jasno wynika, że pośrednik pomiędzy organizatorem koncertu, a menegmentem Eltona Johna, nie podał przyczyn odwołania wydarzenia w ERGO Arenie. Plotka, domysł czy tworzenie opinii w oparciu o informacje niekoniecznie z pierwszej ręki?

Zapowiadany jako największe wydarzenie roku koncert Madonny na Stadionie Narodowym też nie wzbudza szaleństwa. Świadczy o tym choćby fakt, że organizująca go firma Live Nation wprowadziła bilety na tenże występ do sprzedaży w sieci eBilet.”

A może niskie zainteresowanie koncertem Madonny spowodowane jest tym, że minęło zaledwie trzy lata od ostatniego jej koncertu w naszym kraju, a sama artystka wydała tylko jedną nową płytę w tym czasie. A może mamy w czasie wakacji mnogość koncertów i zainteresowanie nimi równo rozkłada? Lecz może w dalszej części tekstu okaże się, że Pan Gzyl sam sobie zaprzeczy?

Wszyscy w branży wiedzą, że to rzadka praktyka – bo Live Nation sprzedaje bilety na swoje koncerty niemal wyłącznie poprzez własny sklep internetowy i dopiero w przypadku, gdy nie rozchodzą się one zbyt dobrze, udostępnia je innym firmom.”

To dziwne spostrzeżenie, bowiem bywałem na kilku dużych koncertach organizowanych przez Live Nation, takich jak Red Hot Chilli Peppers czy U2 i zawsze kupowałem bilety via TicketPro. Więc wydaje mi się, że ta „rzadka praktyka” jest dosyć częsta – wręcz powszechna. Być może autor analizowanego tekstu dawno kupował jakiekolwiek bilety na wydarzenia kulturalne stąd jego niewiedza.

Podobnie wygląda sytuacja z jesiennymi koncertami angielskich grup Coldplay na warszawskim Stadionie Narodowym i Muse w łódzkiej Atlas Arenie.”

W tej części tekstu słowem klucz jest słowo „jesiennymi”. Wielu z konsumentów kultury i wydarzeń z pogranicza rozrywki i show biznesu, obecnie żyje festiwalami: Kraków, Gdynia, Katowice, Warszawa, Katowice raz jeszcze, ponownie Kraków, Kostrzyn, Białystok, to tylko kilka miejscowości w których fani muzyki spędzą kilka dni bawiąc się na festiwalach, wydając dużo monetek. Nikt jeszcze nie myśli o koncertach, które będą miały miejsce na jesień, no może najwięksi fani, ale ci raczej nie zapełnią kilkadziesiąt tysięcznego obiektu.

Przyznam szczerze, że mogłoby być lepiej – podkreśla Klaudia Chrobak z Bileterii EMPiK-u Megastore na Rynku Głównym w Krakowie. – Ceny są dosyć wysokie, dlatego bilety nie sprzedają się świetnie. O Madonnę pyta niewiele osób, a o Coldplay i Muse – prawie nikt.”

Tak jak napisałem powyżej – zawsze można sobie zaprzeczyć. To, że teraz nikt nie pyta o bilety to żaden wyznacznik. Fani muzyki, bilety kupią. Na jesień. A tak na marginesie, kim jest Klaudia Chrobak? Jest odpowiedzialna za zestawienia wyników sprzedaży? Chciałbym to wiedzieć czytając artykuł, który stawia pewną tezę. Poza tym skąd opinia o tym, że bilety są drogie? Czy naprawdę jesteśmy tak naiwni żeby wierzyć, że artyści którzy odwiedzają nasz kraj raz na kilka lat zagrają za 30 złotych?

Być może to rzeczywiście kwestia cen – bilety na Madonnę kosztują od 149 do 413 zł, na Coldplay – od 165 do 385 zł, a na Muse – od 154 do 209 zł. Bez problemu można było kupić wczoraj bilety na dzisiejszy Impact Festival w Warszawie, w programie którego znaleźli się Red Hot Chili Peppers, Kasabian i Public Image LTD. w cenie od 209 do 1 100 zł.”

Dobrze, że autor artykułu nie wspomniał ile kosztowały karnety na Opener Festival, ponieważ czytające jego publikację osoby nie zainteresowane koncertami mogły by zejść na zawał. Panie Gzyl, bilety na koncerty tyle kosztują od dawna. To nie nowość, a domniemanie o drożyźnie nie przystoi dziennikarzowi odpowiedzialnemu za kulturę.

W przypadku Madonny jest jeszcze inna kwestia – koncert wypada w niefortunnym terminie, bo w dniu obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego – 1 sierpnia, a ponieważ wokalistka w swym scenicznym show nierzadko profanuje chrześcijańską symbolikę, wielu wierzących nawołuje do bojkotu jej występu. Już ponad 30 tysięcy osób podpisało się w internecie pod protestem przeciw koncertowi w Warszawie.”

Z tego co pamiętam artykuł miał dotyczyć kryzysu finansowego, który dotyka branżę koncertową. Skąd ta nagła zmiana tematu? Czy naprawdę ten protest tak bardzo wpływa na frekwencje na koncercie w 40 milionowym kraju?

– W czasie ostatniego roku spadła przede wszystkim frekwencja na klubowych koncertach, średnio o około 20 procent – twierdzi Sławomir Pakos, który jest prezesem Ticketpro Polska.”

No to i jest konkret. Szkoda tylko, że wyrwany z kontekstu. Bowiem:

– Trudno ujednolicić te dane w przypadku koncertów zachodnich gwiazd i wielkich festiwali. Są takie, które się dobrze sprzedały, ale i takie, które sprzedały się słabo. Ostatnio powodzeniem cieszył się Open’er w Gdyni i Orange Warsaw Festival w Warszawie. Szczególnie w ostatnich dniach przed ich terminami ludzie chętnie kupowali karnety i bilety. To wskazuje, że większym powodzeniem cieszą się festiwale niż pojedyncze koncerty. Dlatego niektóre agencje zamieniają występy gwiazd w jednodniowe festiwale – jak choćby Sonisphere czy Impact. Bo festiwal to nie tylko muzyka, ale też okazja do towarzyskich spotkań i pokazania się w modnym miejscu. Oczywiście, największe znaczenie ma tu line-up, ale liczą się też czynniki zewnętrzne – choćby miejsce imprezy czy nawet pogoda – mówi Sławomir Pakos.”

Nie widzę żadnej wielkiej różnicy między jednodniowym festiwalem a koncertem, który poprzedzają trzy suporty. Z punktu widzenia fana muzyki to tylko nazwa. Ok, może faktycznie ten zabieg marketingowy sprawiający, że frekwencja się zwiększa i organizacja koncertu staje się opłacalna ma jakiś sens, jednak kluczową sprawą jest porzucenie tradycyjnej metody promocyjnej – typowo plakatowej na rzecz szeroko zakrojonej promocji w internecie. Równocześnie należy budować markę organizatora i samej imprezy. Świetnym przykładem jest Opener, który wychował sobie publiczność, która kupuje bilety na festiwal niemalże w ciemno. Więc proszę, zejdźcie na ziemię i nie głoście herezji w gazetach.

– W tym roku najlepiej sprzedało nam się „Męskie granie”, bo już na trzy tygodnie przed koncertem nie było biletów oraz Metalfest w Jaworznie – podkreśla Klaudia Chrobak z EMPiK-u.”

Mówiłem – marka. W przypadku „Męskiego Grania”, (którego twarzą jest kobieta – [sic!]) marką jest Żywiec, który męskie granie promuje na każdej puszce swojego piwa.

– Również na kilka dni przed Open`erem mieliśmy prawdziwą masówkę.”

Panie Gzyl, sam Pan już wcześniej napisał, że kilka dni przed imprezą bilety się lepiej sprzedają. Po co po raz kolejny powtarzać takie „suche” zdania?

Kiedy media wytworzą przekonanie u melomanów, że na jakimś festiwalu lub koncercie „trzeba być”, bilety rozchodzą się znacznie szybciej. Nie zawodzi również metalowa publiczność – fani tego gatunku zawsze zapewniają dobrą frekwencję. Bardziej podatne na ciągle zmieniające się w show-biznesie mody gwiazdy popu nie są już gwarantem komercyjnego sukcesu.

A może chodzi właśnie o to przekonanie, że warto gdzieś być? Może domniemany klucz do tego artykułu czyli problemu z frekwencją na koncercie Eltona Johna i Madonny, leży właśnie tutaj? Mnie jako fana muzyki wszelakiej, promocja owych imprez w mediach nie przekonuje do wydania kilkuset złotych, żeby na owe koncerty pojechać. Podejrzewam, że gdyby wszyscy mówili o tych eventach, gdyby każdy chciał tam być, to na fali popularności połowa Polski biła by się o bilety.

Panie Gzyl, jak można pisać o kryzysie jako przyczynie spadku frekwencji na koncertach w czasie wakacji? Jak można o tym pisać w chwili kiedy pół Polski leży na plaży i pijąc Lecha Shandy lub Warkę Lager, ma gdzieś koncert Madonny? Jak można pisać takie bzdury będąc profesjonalnym dziennikarzem? Ale wiesz Pan co jest najgorsze? To, że pisząc takie bzdury buduje Pan pewną opinie, którą w rozmowie powtarzają inni jako swoje własne. Taki poziom dziennikarstwa jest dla mnie niedopuszczalny, gdyż artykuły pozornie błahe ogłupiają z podobną siłą jak publiczna telewizja niosąca misję poprzez taniec gwiazd na lodzie.

 

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Taniec gwiazd na lodzie czyli moja reakcja na tekst Pawła Gzyla w Dzienniku Polskim

  1. Paweł pisze:

    Dziś kupiłem Dziennik Polski i oczywiście trafiłem na kolejny przykład radosnej twórczości pana Gzyla. Tym razem bredzi o najnowszym dziele Tarantino – Django. Zarzuca mu np konwencjonalizm, schematyzm(np. postać Waltza) i to że jest za długi. Nie wiem czyim synem jest Gzyl, ale do redaktora chyba trochę mu jeszcze brakuje. Jakieś to wszystko słabo umotywowane i uzasadnione.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s