In Ty – mnie cz.1

Mamy nowy rok. Fajnie co nie? Też się strasznie cieszę, bo to rok w którym wydarzy się wiele pozytywnych rzeczy. Chciałbym żeby tak było. Póki co jest zupełnie inaczej, ale żeby się nad sobą przesadnie nie użalać i dać upust, tym wszystkim złym emocjom  jakie we mnie siedzą,  postanowiłem napisać coś – jak na mnie – intymnego.

Tematem, który dzisiaj sobie wymyśliłem będą piosenki, a właściwie teledyski, których nigdy nikomu nie pokazywałem „na jutubie”. Są dziwne, śmieszne, przez wielu banalne, albo z pogranicza „Bombel, co Ty kurwa słuchasz?!”. Niektóre z nich to hity, które zna cały naród, więc nikt  ich na „fejsie”, na swoim „łolu” nie umieści, bo po co? Nie chcę się tym razem bawić w moją ulubioną „dżurnalską” zabawę, czyli umieszczanie, linków na odpowiednich miejscach. Dziś będzie chaotycznie, dziwnie, niespójnie = Bomblowo.

Są mężczyźni miękcy, są i twardzi. Są tez tacy, którzy z racji alkoholowego hobby i przeżycia kilku ciekawych chwil w swoim życiu, utożsamiają się z tym oto kawałkiem. Nie muszę chyba dodawać, że największą siłę rażenia na emocjach drzemiących w duszy jest moment gdy świat weryfikuje „My” na „ja” i „ty”. Może mało to błyskotliwe, ale to po trudnych chwilach przeżytych przez panów: Ł., A., P., D., no i przeze mnie, z pełną stanowczością wiemy, że „chwała przemija” a „dziewczyny mają w dupie blizny”. Taki mały apel: Drogie Panie, jeżeli któraś z Was to czyta i nie zna tego utworu niech go potraktuje jak najbardziej serio. Czasem nie warto utrudniać sobie i tak trudnego życia, bo tym można zepsuć coś czego potem nie będzie się dało naprawić.

Utwór ten, podobnie zresztą jak cała płyta Uwaga! Jedzie tramwaj, jest wyjątkową relacją Artura Rojka z mysłowickiego mieszkania, w którym kiedyś mieszkał. Gdy jej słucham, chcąc nie chcąc myślami uciekam na brudne ulice, tak nielubianego przeze mnie miasta. Jednak w tych wszystkich myślach, miasto to jest przyjazne i czyste, lecz smutne. Utwór o którym, chciałbym teraz wspomnieć, jest kwintesencją tego smutku. Nostalgia do lat dzieciństwa, (wszak w każdym z nas mniej lub bardziej, siedzi dzieciak) jest w tym utworze tak skomasowana, że wystarczy tylko zły dzień, zły moment w życiu by dusza zapłakała.  Nigdy nie zapomnę koncertu Lenny Valentino na Offie, kiedy zagrali ten numer, a z nieba leciał rzęsisty deszcz. Ci którzy po koncercie mnie widzieli, wiedzą jakie to było mocne przeżycie.

Vypsana Fixa.. idę o zakład, że niektórzy nawet nie kojarzą tego zespołu, mimo faktu, że kilka koncertów w Polsce zagrali. Szkoda, że nie zrobili u nas kariery, bo ich teksty są niezłe, muzyka trzyma się kupy, wyglądają śmiesznie – zupełnie jak nasz polski Hey. Nomen, omen, to właśnie przed Hey’em grali kiedyś trasę koncertową i do teraz członkowie obu zespołów bardzo się lubią. Teledysk o którym tutaj chciałbym słów kilka napisać pokazywałem wraz o uzasadnieniem wyboru, tylko jednej osobie (nawet nie wiem czy został obejrzany). Dodałem wtedy, że jest dla mnie ważny i robi mi się smutno gdy na niego patrzę. Gdy go oglądam po kilku głębszych to płaczę, więc rzadko kiedy go oglądam by nie  płakać – ot, taki wrażliwy chłopak ze mnie..

Nieistniejący już niestety zespół Fugees zrobić coś niesamowicie pozytywnego – zaropował z WIELKIM PTAKIEM. Nie chodzi mi tutaj o dewiacje seksualne, ale o wspólną piosenkę z bohaterem Ulicy Sezamkowej. Nie wierzę, choćby nie wiem jak ktoś mnie przekonywał, że ktoś kto ogląda ten klip nie uśmiechnie się chociaż na moment. Jak to brzmi: Wielki Ptak i Fugees! Ludzie! Mi bez oglądania tego klipu się ryło cieszy.

O tym jak bardzo genialnym zespołem była Buena Vista Social Club, mało kogo trzeba przekonywać. O tym jak genialny, był film o tym samym tytule, chyba również. Natomiast trzeba przekonywać decydentów muzycznych, o tym, że świętości się nie rusza. Ibrahim Ferrer, Ruben Compay Segundo i kilku nie wymienionych z nazwiska już niestety nie żyje. Ich muzyka za to, stała się nieśmiertelna, więc po co robi się jakieś popowe szity firmowane przez „blu kafe”? Nie rozumiem tego. Za to rozumiem, że chciałbym kiedyś odwiedzić taką Kubę, jaką zobaczyłem w tym filmie. Byłby to poniekąd hołd, który należy złożyć tak wybitnym muzykom w kraju, który dał im tak wiele, a zarazem nie dał nic. Ot, kubańska rzeczywistość.

Jasne, że Republika miała wiele innych, lepszych piosenek, ale w tej jest coś co skłania do refleksji. Nie wiem, czy chodzi o ten „ślizg” gitarowy na początku, czy wielką różnicę w emocjach refrenu i zwrotek, ale przecież o to chyba chodziło, żeby prześliznąć się między dwoma różnymi stanami nie tylko ciała, ale i ducha.

Bywały dni, w których namiętnie słuchałem nie tylko tego utworu ale i całej dyskografii Beirut. Oczywiście, nie jestem w tym odosobniony, i mam tę świadomość, że na tle powyższych utworów, będzie to strasznie banalne, ale lubię ten poziom emocji. Ciary przechodzą, a to w muzyce ważne. Żeby ją czuć. Nie ważne jak, nie gdzie. Ważne żeby niosła ze sobą jakąś refleksje i emocje. Nantes tak właśnie działa. Dlatego też ta piosenka się tutaj znalazła.

Wartość sentymentalna – nieoceniona. Najlepsza płyta O.S.T.R.? Jazzurekcja!! Tak się dziwnie składa, że przy tym kawałku po raz pierwszy, zrobiłem kiedyś coś nielegalnego. Było to miłe przeżycie, bardzo wkręcające w bity i teksty. Niestety, ten utwór też kojarzy mi się z czasami dla mnie dziwnymi, kiedy byłem na pierwszym roku studiów, a w moim życiu działo się tak wiele, że niewiele się w nim działo. Bezsilność trochę wtedy męczyła, a natłok projektów na uczelni nie dawał wytchnienia. Sen był odskocznią.

Były dni kiedy człowiek miał tak dużo wolnego czasu, że nie wiedział co z nim robić. Pamiętam jak siedziałem wtedy z kuzynem na balkonie do 6 rano, gadając o „dupach” i „dupie marynie”, słuchając na okrągło jednej płyty: Acousticus Rockus. Wtedy miało się czas na zachwyt nad pełnią księżyca i gwieździstym niebem, nad słońcem wschodzącym ponad lasem, i pierwszym porannym śpiewie ptaków. Szkoda, że teraz, kiedy nawet mamy wolne, wolimy się nachlać, albo „grać w gre”.

Frywolnie i normalnie. Nic specjalnego. Kędzior już wtedy był zblazowany, ale dopiero kilka lat później zaczął robić większą karierę. Czemu ta piosenka się tu pojawiła? Bo „moja miłość jest jak most Siekierkowski – cztery pasma ma”. Kiedyś może rozwinę ten temat. Dziś nie, bo jest późno, a rano trzeba wstać i przejechać przez most Dębnicki, który ma tylko dwa pasma – po jednym w każdą stronę.

Koniec części pierwszej.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „In Ty – mnie cz.1

  1. okruszka pisze:

    Brakuje mi czasem tego słuchania na raz dwa trzy 😀

    • Bombel pisze:

      Też uważam, że to było fajne. Tak się powinno słuchać muzyki z kimś kto nie jest w tym samym co ty pomieszczeniu :). Bardzo to miłe. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s