Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli płyty najciekawsze płyty 2011

Jak co roku o tej porze zachciewa mi się muzycznych podsumowań. Jak zwykle powstaje moja prywatna lista, która śmieszy, szokuje i denerwuje innych, a uzasadnienia są totalnie „z dupy”. Ten subiektywny ranking płytowy powstaje głównie po to, abym za kilka lat mógł go przejrzeć i sam z siebie się pośmiać: „ jak mogłem czegoś takiego słuchać i w ten sposób pisać?!”. Subiektywny i dla mnie, więc po co go publikuję? Nie ukrywam, że liczę na dyskusję oraz spostrzeżenia. Może ktoś przeoczył ważne wydawnictwo płytowe? Może to ja coś przeoczyłem? Mam nadzieję, że każdy skorzysta na lekturze tekstu i ewentualnych komentarzy.

W porównaniu z rokiem 2010, przesłuchałem o około 30 płyt mniej. Przyczyniło się to tego wiele zdarzeń: awaria słuchawek, zgubienie słuchawek, awaria drugich słuchawek, oraz nieudana końcówka roku w której nałogowo słuchałem Małpy.

Również przez pewną niechęć do słuchania odkrytych zaległości w końcówce roku, nie udało mi się odrobić lekcji i w tym zestawieniu nie znajdą się płyty, których już w tym roku nie poznam. Między innymi:

Toro Y Moi – Underneath The Pine

Katy B – On A Mission

Digitalism – I Love You, Dude

Dziun – A.M.B.A.

Strachy Na Lachy – Dekada

Nigel Kennedy – The Four Elements

Manchester – Chemiczna broń

Wire – Red Barked Tree

Sharon Jones & The Dap-Kings – Soul Time!

Jako, że w tym roku nie katowałem swoich uszu czymś, co i tak nie znalazło by uznania; płyt o których nie warto wspominać jest zdecydowanie mniej niż w latach ubiegłych. W nazwaniu tej niewielkiej grupy wydawnictw kierowałem się wersem Kalibra44: ”ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem”. Jako, że nie warto o tych płytach mówić, uzasadnienia ograniczyłem do jednego słowa lub zdania.

Ramona Rey – Ramona Rey 3

Boli gdy słucham..

EastWest Rockers – Eastwest.FM

Chcę umrzeć.

Niwea – 02

Po co to?

Radiohead – The King Of Limbs

Przykro mi gdy tego słucham.

TV On The Radio – Nine Types of Light

Nic odkrywczego, nic wielkiego.

You Me At Six – Sinners Never Sleep

jw.

Zeus – Zeus, jak mogłeś?

No właśnie, jak?

Pogodno – Plemnik

Kiedyś was kochałem..

W latach ubiegłych listę właściwą nazywałem „Kozackimi płytami”. Niestety w tym roku rynek muzyczny wydał zdecydowanie zbyt mało dzieł epokowych, przełomowych, wielkich oraz takich które przejdą do panteonu muzyki a ich autorzy, oprócz pławienia się w pieniądzach zarobionych na sprzedaży, mogliby się sami łechtać mianem legend muzyki. Dlatego też w tym roku, lista 100, to lista płyt, na które warto zwrócić uwagę.

100. Cuba de Zoo – Rozkaz
CdZ to ciekawe zjawisko na polskiej scenie. Ciekawy wokal i chwytliwe single. Płytę warto przesłuchać kilka razy żeby wyrobić sobie zdanie. To wszystko.
99. Arctic Monkeys – Suck It And See
Od kiedy zobaczyłem tych panów, na Openerze, zupełnie inaczej reaguję również na ich muzykę. Już jej nie kupuję. Kiedyś tańczyłem do ich piosenek na barze, teraz jestem stary a ich nowe kompozycje są jeszcze bardziej starsze ode mnie. Umrzyjcie!
98. Zakopower – Boso
Góralem nie byłem, więc nie wiem skąd sentyment do tego typu muzyki. Płyta Zakopower, nie jest niczym szczególnym. Ale fajnie się przy niej obiera ziemniaki..
97. David Lynch – Crazy Clown Time
Ok. Trzeba to jakoś uzasadnić.. W sumie po co? To Lynch!!
96. The Strokes – Angles
Nigdy nie byłem ich fanem, a poza kilkoma piosenkami starałem się ich unikać. Trzeba jednak przyznać, że płyta trzyma znośny poziom a słuchanie staje się przyjemne w czasie łuskania grochu.
95. Zola Jesus – Conatus
Pisząc o tej płycie, mam przed oczami koncert, który mnie strasznie zmęczył. Może dlatego, że to ten sam materiał. Jednostajnie, hipnotycznie, zabiegający w dziwne muzyczne rejony. Słucham gdy sprzątam piwnicę.
94. Projekt Warszawiak
Nie ma chyba osoby w tym kraju, która by nie słyszała Nie ma cwaniaka na Warszawiaka. To się musiało skończyć wydaniem płyty, która jest fajna do trzeciego przesłuchania. Potem lepiej sobie dać spokój, na wszelki wypadek odłączając internet żeby nie kusiło sprawdzać czy przypadkiem na Śląsku albo na Podhalu nie wpadli na pomysł wydania podobnego projektu.. Niestety wpadli..
93. Lamb- 5
Tak. Jestem fanem jednej typowo nie lambowej piosenki tego zespołu, więc ta płyta nie może mnie chwycić za serce.
92. Junior Boys – It’s All True
Wiem, że pewnie przeczyta to kilka osób, które będą mi miały za złe, że pocisnąłem po tym albumie. Napiszę więc, że przesłuchałem i dalej nie lubię JB.
91. British Sea Power – Valhalla Dancehall
Jeżeli masz ochotę iść na most, uwiązać sobie u szyi ciężki głaz i razem z nim wskoczyć do lodowatej rzeki, powinieneś w tym czasie słuchać tego albumu. Ewentualnie możesz go posłuchać w domu, ale efekt będzie słabszy.
90. Kanye West & Jay-Z – Watch the Throne
Dwóch fenomenalnych raperów. Wielcy, wspaniali.. ale cholera, ja ich nie lubię.
89. dEUS – Keep You Cose
Właściwie nie wiem co powinienem napisać na temat tej płyty. Raz wydaje się fajna, raz słaba. Raz chcesz jej słuchać, a raz wolisz żeby było cicho – jak z kobietą.
88. Buraka Som Sistema – Komba
Najgłupsze co można o tej płycie napisać to, to że Sound of Kuduro to nie jest. Obawiam się jednak, że takie uzasadnienie musi wystarczyć, gdyż zachwyt połowy świata nad takimi dźwiękami powoli mija. Może nie na zawsze, ale na pewno na chwilę.
87. Wiley – 100% Publishing
Piękny singlowy teledysk, fajny kawałek wystarczył żebym ochrzcił Wiley’a drugim Dizzie Rascalem. Teraz muszę z tym żyć. Przepraszam, jeżeli ktoś mi w to uwierzył.
86. Lupe Fiasco – LASERS
Wiele stylów, mnogość barw, trochę produkcji i wystarczy, żeby być w mojej setce. Świadczy to tylko o tym jak słaby był to rok w moim muzycznym życiu.
85. Ballady i Romanse – Zapomnij
Mądre radiowe głowy katowały tą płytą przez pewien czas, więc sięgnąłem po nią. Nic odkrywczego, ale nie męczy. Świetnie się przy tym pierze ręcznie.
84. Cool Kids Of Death – Plan Ewakuacji
Ten zespół dla mnie, skończył się tak szybko jak się zaczął. Nie zmienia to jednak faktu, że na naszym, pożal się boże, rynku ich płyta musi zostać zauważona..
83. Jill Scott – The Light Of The Sun
Nie wiem czy lubię Jill Scott. Wiem, że jej płyta jest bardzo nie równa. Są na niej piosenki przy których nie zauważyłem zmiany świateł, ale są też takie kompozycje przy których myślisz o tym, że za pół roku będziesz musiał znowu kosić trawę.. bo urośnie..
82. Dropkick Murphys – Going Out of Style
Czasem warto ruszyć w pogo. Gogol Bordello to nie jest, ale wśród albumów ”drink and dance” w 2011 mieliśmy wyjątkową posuchę.
81. Nneka – Soul Is Heavy
Tak. To ta laska z reklamy TVNu.. Nagrała nową płytę. Tak. Ładnie śpiewa. Tak. Warto posłuchać.
80.Kooks – Junk Of The Heart
Kilka utworów jest naprawdę dobrych. Reszta to typowe indie granie z typowym indie wokalem. Indie to też taki kraj.
79. Hype Williams – One Nation
Przyznam się, że nie wiem co, ale coś w tym albumie jest. Coś co kazało mi się wielokrotnie zbierać i w końcu przesłuchać ten materiał do końca. Było to ciężkie, gdyż to męczy i resetuje, ale to też jest siła muzyki.
78. Current 93 – HoneySuckle Æons
Milordzie, dziwna to płyta. Kotletów przy niej nie ubijesz, ale będziesz chciał jej posłuchać raz jeszcze.
77. Kode9 & The Spaceape – Black Sun
Kode9 zawsze wychodził poza schemat. Jest to ciężkie ale, ale jeżeli ktoś lubi dziwne brzmienia + dubstep, to musi się nad tym materiałem pochylić.
76. FM Belfast – Don’t Want To Sleep
Zastanawiałem się bardzo długo co można napisać na temat tej płyty. Zupełnie niczym mnie nie zaskoczyła, ale w tym przypadku jest to chyba plus.
75. The Raveonettes – Raven In the Grave
Jest klimat, surowość i brudna forma typowa dla Raveonettes. To jednak za mało w tym przypadku żeby narody klękały a trzej królowie udali się z darami do wytwórni płytowej.
74. The Horrors – Skying
Jak ja nie znoszę tego zespołu.. Wokalista wygląda jak śmierć. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nagrywają coraz lepsze płyty. Na szczęście jeszcze daleka droga przed nimi.
73. Architecture In Helsinki – Moment Bends
Ten zespół powinien wydawać wyłącznie płyty DVD z załączonymi materiałami live. Efekt byłby dużo większy.
72. The Kills – Blood Pressures
Cieszy, że nagrali nową płytę. Z tego co czytałem została całkiem nieźle przyjęta. Nie dziwię się bo ma momenty jak choćby genialne Satellite. Jako całość jednak dość nużące przeżycie.
71. Prefuse 73 – The Only She Chapters
Jeżeli ktoś, kiedykolwiek zrozumie o co chodzi w tym chaosie to gratuluję. Świetna płyta z pogranicza mojej muzycznej tolerancji.
70. Parias – Parias
Zaiste dziwny to projekt. Spodziewałem się dużo więcej, dostałem minimum możliwości raperskich trójki, którą cenię.
69. Muzykoterapia – Piosenki Izy
Albo coś się mi w głowie pozmieniało, albo ten album do pięt nie dorasta swojemu muzycznemu poprzednikowi. Jasne, że dalej lubię Muzykoterapię, ale mimo wszystko nie jest to na co czekałem tyle lat.
68. Cut Copy – ZONOSCOPE
Mógłbym napisać to samo co w przypadku Junior Boys, ale nie chcę się powtarzać.
67. DeVotchKa – 100 Lovers
Kompozycje łapią za serce, jest w tym ukryte wiele emocji. Niestety jestem pancernikiem i mój pancerz jest coraz bardziej gruby..
66. Agoria – Impermanence
Agoria jako kwintesencja ”kwaśnych baunsów” sprawdza się doskonale. Jak ktoś lubi – proszę bardzo.
65. Fleet Foxes – Helplessness Blues
Sam nie wiem jak to się stało, że umieściłem tą płytę tak wysoko. Być może dlatego, że wszyscy się nimi jarali i ja też chciałem być fajny?
64. Wiz Khalifa – Rolling Papers
Ten chłopiec, wobec całego tego hiphopowego syfu jaki trafia na sklepowe półki (i półki Itunes’a), wyróżnia się fajnymi bitami. Szkoda, że czasem tylko tyle wystarcza żeby być fajniejszym od Jay-Z itp.
63. R.U.T.A. – Gore
Trąci to Kapelą ze Wsi Warszawa, ale pomysł spoko. ”Będą se panowie sami łącki kosić!” Udowodnij!
62. Does it Offend You, Yeah? – Don’t Say We Didn’t Warn You
Trochę polubiłem tą płytę. Sam nie wiem czemu. Chyba powoli też przekonuję się do zespołu.
61. Easy Star All-Stars – First Light
Nie liczyłem ile reggae’owych płyt jest w tej 100, ale nie zdziwiłbym się gdyby ta była jedyną. Niestety ten nurt idzie w złym kierunku, a Easy Star na szczęście sobie nic z tego nie robią. Bardzo ciepła płyta, szczególnie kiedy wkoło jest wesoło.
60. L.U.C. Warsaw War | Saw. Zrozumieć Polskę
To drugi tego typu projekt L.U.C.a. Jak pierwszy się jeszcze bronił, tak tego zupełnie nie kupuję. Wielki plus za lekcję historii, ale muzycznie płyta leży.
59. Lenny Kravitz – Black and White America
Gitary jak zwykle – pierwsza klasa. Muzycznie też trzyma poziom. Zapadająca w pamięć okładka..
58. Nosowska- 8
Nie jestem fanem solowych projektów Nosowskiej. Wiele osób uznało ten album za najlepszy jaki kiedykolwiek nagrała. Dla mnie, jest zupełnie poprawny. Nic więcej.
57. Aloe Blacc – Good Things
Jeden z dwóch artystów, których poznałem przypadkiem, odbywając lekcje nauki jazdy. Leciał w rmfie. Dacie wiarę? Wobec całego gównianego setu, Aloe wybitnie mi ”siadł”.
56. Metronomy – The English Riviera
Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek powiem coś dobrego na temat tego zespołu. Tymczasem nagrali najlepszą płytę w swojej skromnej dyskografii, a płaczliwy wokal w The Look naprawdę mi się podoba.
55. Friendly Fires – Pala
Jedno z niewielu zaskoczeń in plus. Oto jak zupełnie zwyczajny zespół, nagrywa niezwyczajną płytę.
54. Little Dragon – Ritual Union
Katiusza by mnie zabiła gdyby zobaczyła jak nisko oceniam ten album. Nie lubię, ale doceniam pracę i wkład.
53. R.E.M. – Collapse Into Now
Genialna płyta. Nie podoba mi się fakt, że to już koniec tego zespołu. Nienawidzę ich za to, że nie było mi dane zobaczyć ich na żywo.
52. M83 – Hurry Up, We’re Dreaming
Nie tak dawno wieszałem na tej płycie psy. Teraz powiesiłbym góra jednego psa i jakąś słoninkę dla sikorek. Nie zmiennie uważam, że M83 nagrywał lepsze płyty. Ten album pokazuje, że idą w złym kierunku.
51. Hercules And Love Affair – Blue Songs
W tym roku poznałem ich obie płyty. Zdecydowanie mocniej działa na mnie debiutancki krążek. Nie mniej jednak wracamy do stylu disco, co samo w sobie jest fajne.
50. The Streets – Computers & Blues
Mike Skinner powinien zakończyć ten projekt po pierwszej płycie a kolejne nagrywać pod innym szyldem. Nie zmienia do jednak faktu, że trochę szkoda, że to koniec The Streets. Nie w ten sposób..
49. Justice – Audio, Video, Disco
Płyta jest spoko, ale niestety nie jest to album na miarę „krzyża”.
48. Chase and Status – No More Idols
Słychać, że CaS stali się mega popularni i jadą coraz bardziej pod publikę. Plus tej sytuacji jest taki, że są w tym wszystkim bardzo przystępni.
47. Beirut – The Rip Tide
Zahar nagrywał lepsze płyty. Dwa lata temu zabiłbym za to, że komuś takie kompozycje mogą się nie podobać. Dziś to rozumiem, gdyż magia gdzieś powoli ulatuje..
46. Adele – 21
Gdy cały świat jarał się Adele, ja nie miałem pojęcia o jej istnieniu. Pewnie nie zmieniło by się to, gdyby nie jazdy z instruktorem słuchającym radia. Dobrze się przy tym prowadzi samochód (nawet jeżeli się tego nie umie).
45. Peter Björn & John – Gimme Some
Cały czas lubię ten zespół. Płyta nie zaskakuje zupełnie niczym, ale jeżeli ktoś zna dobrze poprzednie płyty zespołu, będzie zadowolony.
44. Hans Solo – 8
Hans ma specyficzną manierę i specyficzny sposób bycia. Jego kawałki nie traktują o niczym przełomowym, ale fajnie się słucha tej płyty.
43. DJ Shadow – Less You Know, The Better
Jak zwykle klasa. Przecież to DJ Shadow!
42. Deaf Center – Owl Splinters
Dziwne to dźwięki, ale przez blisko miesiąc namiętnie słuchałem tej płyty.
41. The Drums – Portamento
Kolejny powielany muzyczny schemat, ale do mnie trafił na tyle żeby się tu znaleźć.
40. Foster The People – Torches
Gdyby nie Luki, pewnie nie zwróciłbym uwagi na ten zespół. Jasne, katował mnie singlem przez pół nocy, ale całość płyty też jest przyjemna.
39. The Twilight Singers– Dynamite Steps
Płyta, która była sporym zaskoczeniem in plus. Aczkolwiek zanim mnie przekonali do swojej muzyki, przesłuchałem tą płytę kilkakrotnie.
38. Hooverphonic – The Night Before
Dość późno dowiedziałem się o istnieniu tej płyty. Jest tam utwór przy, którym łezka się w oku kręci.
37. Gotye – Making Mirrors
Pewnie uznałbym tą płytę za lepszą i była by wyżej w tym zestawieniu, ale kojarzy mi się ze złymi ludźmi.
36. Florence & The Machine – Ceremonials
Tutaj mam wielki problem, ponieważ na tej płycie jest wszystko co sprawia o tym, że album jest wielki, a jakoś nie wzbudza u mnie spotęgowanych odczuć.
35. Gorillaz – The Fall
To Gorillaz – takie uzasadnienie czasem musi wystarczyć.
34. Roots Manuva – 4everevolution
Miło, że jest nowa płyta, i to bardzo szybko po wydaniu poprzedniej. Tutaj również jest wszystko ok, ale jednak to za mało.
33. White Lies – Ritual
Lubię ten zespół. Płyta nie powala, ale wokal przypomina Iana Curtisa. Słabe uzasadnienie? Odsyłam do płyty.
32. Korn – Path to Totality
No to lekki szok. W życiu się nie spodziewałem, że Korn nagra płytę w klimatach dubstepowych! Siedzi!
31. Coldplay – Mylo Xyloto
Co tu dużo pisać. Mam sentyment do Coldplay, a po koncercie w Gdyni to już w ogóle.
30. The Wombats – This Modern Glitch
Kiedyś dałbym sobie za nich rękę uciąć – teraz bym pewnie nie miał ręki. Jak na potencjał tych dawniej brudnych i zbuntowanych chłopaków, album jest słaby. Nie zmienia to faktu, że wystarczy to, żebym ocenił ich wyżej niż Coldplay. Może to przez kawałek Tokyo ?
29. Primus – Green Naugahyde
Nie wiem po ilu latach nagrali ten album, ale jest dobry i słychać na nim, kto tutaj umie grać na basie.
28. Coma – Coma
Sam się sobie dziwie, ale na płycie Comy są naprawdę dobre momenty. Jest ich więcej niż tych złych.
27. Contemporary Noise Sextet – Ghostwriter’s Joke
O istnieniu tej płyty dowiedziałem się bardzo późno. CNS nagrywali lepsze płyty, ale na szczęście nie schodzą poniżej pewnego poziomu i ciągle wprawiają odbiorcę w osłupienie (takie mentalne).
26. Luxtorpeda – Luxtorpeda
Pierwszy raz ich słuchałem, oglądając koncert na Woodstocku. Fajne teksty i moc, trochę powrót do muzyki, którą słuchałem 10 lat temu. Podoba mi się!
25.Booker T. Jones – The Road To Memphis
Nawet nie wiem gdzie wyczytałem o tej płycie. Włączyłem ją na Spotify i tak mijały dni, kiedy nie schodziła z odtwarzacza.
24. Art Brut – Brilliant! Tragic!
Jak zwykle brudno, jak zwykle prosto, jak zwykle ogień.
23. L.U.C. – Kosmostumostów
Bałem się o to wydawnictwo. Na szczęście jest dobrze!
22. Jamie Woon – Mirrorwriting
Słuchając tej płyty żałuję, że nie było mnie na koncercie w Katowicach. Świetny materiał.
21. Fujiya & Miyagi – Ventriloquizzing
Sentyment i klimat na środek nocy.
20. Ugly Duckling – Moving at Breakneck Speed
Kilka miesięcy temu nawet nie znałem, teraz uważam, że to jedna z najlepszych hiphopowych płyt jakie ukazały się w 2011.
19. Beastie Boys – Hot Sauce Committee Pt. 2
Nie rozumiem czemu na tej płycie wiesza się psy skoro jest kapitalna i nie odstaje w niczym od klimatu Beastie Boys.
18. Moby – Destroyed
Tym razem Moby nagrał smutną i bardzo spokojną płytę. Znowu pokazał swój geniusz. Szacunek!
17. Myslovitz – Nieważne jak wysoko jesteśmy
Chyba najbardziej dojrzalsza płyta w historii Myslovitz. Genialność a zarazem prostota powala na kolana. Klękajcie narody!
16. O.S.T.R. – Jazz, Dwa, Trzy
To już klasyka, że co roku Ostry wydaje nową płytę. Nie chcę się powtarzać, jak niemalże co roku, ale ten człowiek jest geniuszem. Świetne bity, teksty na czasie – nie można inaczej.
15. Asian Dub Foundation – A History of Now
Fajnie, że jest nowy krążek. Stary sprawdzony klimat rozwala!
14. The Roots – Undun
Wprawdzie nie jest to album na miarę How i Get Over, ale również brzmi, a słuchanie Rootsów zawsze jest przyejmne.
13. Gooral – Ethno Elektro
Nie spodziewałem się, że Gooral może zrobić taką płytę. Niesamowita energia. Kto jeszcze tego nie słuchał (i nie widział na żywo), powinien bardzo szybko to zmienić.
12. Wojciech Mazolewski – Smells Like Tape Spirit
Chyba jedyna jazzowa płyta w tym zestawieniu. Za to jest jakość!
11. James Blake – James Blake
Pierwszy raz usłyszałem ten materiał na koncercie ponad rok temu. Gdy wyszedł na cd, okazało się, że jak artysta chce to potrafi uchwycić ten sam klimat i emocje w skali 1do1.
10. Black Keys – El Camino
Surowy klimat. Dobrze tego posłuchać jak człowiekowi się lekko zawali świat (w sumie przy obieraniu marchwi również).
9. Fisz & Emade Jako Tworzywo Sztuczne – Zwierze bez nogi
Koncept album na 10cio lecie płyty Polepione dźwięki. Jako fan twórczości, jestem wniebowzięty.
8. Łona – Cztery i pół
Jak zwykle niesamowite teksty, genialne bity i solidne wydanie. Czego chcieć więcej?
7.Ben Frost & Daniel Bjarnason – SOLARIS
Zimna Islandia ukryta w dźwiękach. Najlepiej się tego słucha w nocy.
6. Yann Tiersen – Skyline
Chyba nie przesadzę, jeżeli napiszę, że jest to najlepsza płyta Tiersena jaką kiedykolwiek nagrał.
5. Red Hot Chili Peppers – I’m With You
Będę bronił tej płyty. Uważam po wielu przesłuchaniach, że jest naprawdę dobra i wcale nie brakuje Frusciante. Nawiązuje trochę do czasów przed Californication LP.
4. Fink – Perfect Darkness
Wpadłem na tą płytę totalnie z przypadku sprawdzając co nowego w Ninja Tunes. Rewelacja!
3. John Foxx & The Maths – Interplay
Foxx ma milion lat, ale to jest nieważne wobec tego co popełnił! Cud miód i landrynki.
2. Battles – Gloss Drop
Nie mogłem się przekonać do tej płyty. Jest zupełnie inna od poprzedniej. Później okazało się, że inna znaczy lepsza. Spójność, pomysł, koncept.
1. Gil Scott-Heron And Jamie XX– We’re New Here
Arcydzieło! Gdzieś na blogu popełniłem jakby recenzję tej płyty. Uwielbiam jej klimat. Szkoda tylko, że nigdy już nie będzie dane tym muzykom nagrać czegoś więcej. Jeżeli odchodzić z tego świata to tylko po popełnieniu czegoś tak wielkiego jak płyta z Jamie XX. Dla mnie ten krążek to nie tylko płyta. To hołd oddany wielkiemu nieżyjącemu artyście.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Bombel Music Boli – Ałaa rdz[że niby ból], czyli płyty najciekawsze płyty 2011

  1. CZ. I

    Wydawnictwa długogrające, co ich w tym roku Bombel przesłuchać już nie zdąży..

    Toro y moi – Underneath the pine
    Naprawdę warto zwrócić uwagę na ‘Underneath’. Dlaczego? Bundick poruszył głową i zapragnął nieco ożywić syntetyczne dźwięki Toro. Zrezygnował z fantazyjnej zabawy z laptopem na rzecz wyraźniejszych figlów z perkusją (brzmiącą coraz bardziej rockowo)i melodyjką, zaś w wolniejszych kawałkach ujawnia nam się pianinko. Oto ciekawostka, jak rozwinął się jeden z prekursorskich bandów spod znaku chillwave’u. Brzmi dojrzalej (Bundick ma roczek więcej i pisze jak o roczek starsze chłopię) aniżeli ‘Causers of this’, bardziej rockowo i na pewno – przepraszam za określenie – mniej hipstersko.
    Katy B – On A Mission
    Pozycja obowiązkowa. Nie jest to muzyka z najambitniejszej i najwyższej półeczki sklepowej, ale warto znać ciekawe crossovery. Chwytliwe, popowe, bardzo imprezowe melodie podszyte sążnym basem, miły popowy głosik, który nawet na live’ach nie brzmiał najgorzej, a co najlepiej przemawia na rzecz tej pozycji to osoby współpracujące z Katy B – m.in. Ms Dynamite, Magnetic Man, a w roli producenta sam Benga.
    Digitalism – I Love You, Dude
    Jedno z większych rozczarowań tego roku. Nie ma już tamtej rave’owej mocy, a bez niej Digitalism zmiękł w moich oczach jak maleńka, mięciutka faja…

    Wydawnictwa długogrające, co je Bombel wykluczył z rankingu…

    Niwea – 02
    Nawet nie wiedziałam, że chłopaki wydali drugą płytę. Hmm, jak Dawida Szczęsnego uwielbiam i wierzę niemal wszystkiemu, co wyjdzie mu z rączek, tak Bąkowskiego nie rozumiem i zrozumieć nie chcę. Może kiedyś do tego „dojrzeję” czy coś?? Nie.
    Radiohead – The King Of Limbs
    Bombel się smuci, kiedy słucha TKoL. Bomblu, dlaczego się smucisz do takiej ładnej płyty?
    Sądzę, że Radiogłowym udało się tutaj zawrzeć wszystko, co dla przeciętnego odbiorcy radioheadowej muzyki jest najważniejsze. Jest innowacyjność i świeżość jako pewna jakość, która na każdej ze wcześniejszych płyt przeplatała się z melodią zawsze dość obcą, a zarazem przecież miłą każdemu Kowalskiemu? Jest. Widzimy, że ciągle się rozwijają, a nie stoją w miejscu? Widzimy. Poza tym miło sobie przypomnieć ‘O.K. Computer’(I) czy ‘In Rainbows’(II), których spuścizna przejawia się to w ‘Bloom’(II), to w kawałku ‘Separator’ (I). Nie mogłabym nie wspomnieć także o remiksach ‘The King of Limbs’ zebranych w kompilacjach TKOL RMX, gdzie usłyszymy fantazje Caribou, Jacquesa Greena, Four Teta i kilku innych. Green wysmażył remiks ‘Lotus Flower’(127 BPM) w iście mistrzowski sposób. Chylę czółko, psze Pana!
    TV On The Radio – Nine Types of Light
    Tutaj nawet się z Tobą zgodzę. Nihil novi. Albo Same All, same All – jak to w Lądku mawiają. Pitchfork dał im notę 7.7, co przekonuje mnie do tego, aby w jakiejś nieokreślonej przyszłości do tego albumu powrócić i pogapić się na jego dziwną okładkę raz jeszcze.

    Wydawnictwa długogrające, co je niegdyś Bombel zwał „kozackimi płytami”. .
    (Pewnie mieściły się do ichnich zamszowych kozaczków).
    Już na początku wyjaśnię, że do wielu pozycji odwoływać się nie zamierzam, bo
    a) Nie interesowały mnie w tym roku
    b) Nigdy mnie nie interesowały lub od jakiegoś czasu nie interesują
    c) Będę wolała przeznaczyć nieco więcej czasu na swoje wynurzenia w kolejnej kategorii.
    Arctic Monkeys – Suck It And See

    Po pamiętnym występie w Gdyni jest mi ich po prostu żal. Tak. Mogliby umrzeć.
    Lamb – 5
    O tej płycie usłyszałam dopiero przed dwoma miesiącami. Nie miałam pojęcia, że Lamb ma na koncie kolejnego długograja. Internet także nie krzyczał o premierze, nie spotkałam się z żadną recenzją na temat, a dzisiejszy gógling uświadomił mi, iż jest to jedna z tych płyt, które po prostu przechodzą bez echa. Takie to bez wyrazu…
    Junior Boys – It’s All true
    Ciagle miło, syntetycznie, a zarazem sypialniano i sennie. Dobry album, ale nie dość dobry, ażebym z sentymentem nie wróciła do ‘Begone Dull Care’, wspominając najlepszą muzyczną formę JB’sów 2006-2009 (2006 – ‘So this is godbye’).
    Aloe Blacc – Good Things
    Przecie to album z 2010! Cały świat jara się „dolarem, którego nie ma” nie tyle od premiery ‘Good Things’, ale od pierwszych odcinków serialu ‘How to make it In America’, które za sprawą swojej chwytliwej melodii w czołówce rozpowszechniło kawałek do potęgi sztosu! Niemniej jednak jest to pozycja obowiązkowa.
    Metronomy – The English Riviera
    Kolejne dziecko p. Mounta i kolorowej spółki, które urzeka kolorami, pozaziemską energią i frywolnością form. Świetne single ‘She wants’, ‘The look’ (z jeszcze lepszym remixem Freda Falke), ‘The Bay’ i ‘Everythnig goes my way’. Pouśmiechałam się ładnie, potupałam nózką, również ładnie.
    Friendly Fires – Pala
    Ta płyta i słyszalne zewsząd „ochy i achy” uświadomiły mi, jak bardzo muzycznie się zestarzałam. Chwalę ‘Hurting’ jako prawdopodobnie najlepszy kawałek na całej płycie. Zaskakująco break beatowy, nieco chill-wavowy z zadziornym wokalem Eda, który przypomina mi energetyczny pop z lat 90. Singiel wyróżnia również efektowny teledysk autorstwa Davida Levandowskiego (jego prace znamy choćby z filmu Tron:legacy).
    Ok. płyta jest całkiem spoko, a co się tyczy mojej starczości i stetryczałości… owe potęgują na sile.
    Little Dragon – Ritual Union
    Bombel, jesteś dziwny.
    (na życzenie jestem w stanie rozwinąć temat)
    M83 – Hurry Up, We’re Dreaming
    Naprawdę nie wiem, o jakim złym kierunku mówisz. Zauważam spory progress formy Gonzaleza – bardzo na plus. Przed rokiem złożył publiczną obietnicę, że będzie to epicka płyta i, jak sądzę, być może pan Anthony się w tej samoocenie nieco zagalopował, aczkolwiek, kto wie, może kolejna będzie naprawdę epicka i nie pozostawi już cienia wątpliwości. Póki co mamy na talerzu przyzwoitą płytę z mnóstwem ciekawych momentów oraz nietuzinkowych gości, którzy do wyskrobania tego LP się przyczynili. Chociaż wolałabym żeby ‘Hurry up..’ miało bardziej skondensowaną formę, wystarczyłaby jedna płyta, nie dwie. (ej, Onra może). Warto również rozejrzeć się za remixem ‘Midnight city’ od Trentemollera. Pyszny.
    Buraka Som Sistema – Komba
    Cóż, pierwszy singiel ‘ Hangover’ był świetny. Do tej pory nucę sobie „baba-ba-baba-ba..”. Całej płyty, przyznaję, jeszcze nie odgrzałam. Czas najwyższy?
    Justice – Audio, Video, Disco
    Niestety…
    Adele – 21
    Piękny wokal, który został osadzony w tak smutnych, nieciekawych i rzewnych aranżacjach, że – jak słowo daję – jeśli raz jeszcze ktoś mnie zmusi do wysłuchania ‘Someone like you’, zwrócę na świat jakieś treści. Aczkolwiek gratuluję ‘Hometown Glory’ i remixu od High Contrast.
    Foster The People – Torches
    Serio? Jedyne co mi się spodobało i miało jakikolwiek związek z Foster the People to moombahcorovy remix ‘Pumped up kicks’.
    Gotye – Making Mirrors
    Doszło do tego, że blokuję na facebook’u znajomych, którzy wrzucają na swojego walla ‘Somebody that I used to know’. Totalny Viral Track! Mimo to jest to ciągle pop z najwyższej półki, z przyjemnymi folkowymi naleciałościami. ‘Making mirrors’ to świetny konceptualny album, do którego będę wracać i polecać przez lata. I może niedługo przejdzie mi wstręt do głównego singla albumu.
    Contemporary Noise Sextet – Ghostwriter’s Joke
    Pierwszy raz ‘Ghostwritera’ niemalże w całości usłyszałam na koncercie CNS. Było w porządku, ale tylko w porządku. Wolę pierwsze 3 pozycje z ich dyskografii. Nie jaram się.
    Jamie Woon – Mirrorwriting
    Ścisła czołówka albumów z 2011. Bombel, byłam na jego koncercie w Katowicach. Zgadnij, jak było?
    Album świetny. O ‘Mirrorwriting’ pisałam już tyle razy, ze kolejnego już nie zniosę. Niech wystarczy powyższe. Uwielbiam.
    Beastie Boys – Hot Sauce Committee Pt. 2
    Marzę o tym, żeby i moja starość tak wyglądała. Dodatkowym smaczkiem powrotu BB do świata żywych jest klip w pełnym metrażu do ‘Don’t play no game that I can’t win’(Spike Jonze). Zabawne. http://www.youtube.com/watch?v=w-QIiVS_7Hs
    Ugly Duckling – Moving at Breakneck Speed
    Słucham tej płyty i wiem, że urodziłam się, by ziomkiem być. Ugly Duckling jak zawsze na wysokim poziomie, zabawne historie, funkowa energia i świetne beaty Young Einsteina z pokręconymi samplami zaczerpniętymi z miliona czarnych wosków z jego kolekcji. Jak dla mnie jest to godny następca ‘Journey to anywhere’. Dwóch pozostałych produkcji także.
    Moby – Destroyed
    Pana Mobiego bardzo lubię i szanuję, ale odmawiam ponownego słuchania ‘Destroyed’.
    The Roots – Undun
    Ładnie i miło. Ale pozostanę wierna The Roots z ‘Phrenology’ i ‘How I Got over’.
    Nie wiem, czy Bombel wie, ale w tym roku świat ujrzało jeszcze jedno wydawnictwo od The Roots.
    The Roots & John Legend – Wake up!
    Kompilacja pobudzających coverów (Marvin Gaye, The Babysitters) utrzymanych w klimacie soulu, r’n’b, niegdzie dosłyszeć można śpiew na gospelową modłę. Na płycie pojawia się jeden świeży numer od Johna ‘Shine’, który, jak wiemy, zyskał nową piękną duszę dzięki Szymonowi Folwarcznemu (Stealpot).
    James Blake – James Blake
    Można jęczeć na temat Blake’a. Można nawet szlochać. Niemniej jednak przyznać należy, że jakość albumu odpowiada tutaj szumowi plebsu na temat. James Blake utorował nowe szlaki w muzyce i tego już nikt mu nie odbierze. Po takim debiucie obawiam się wielkiego rozczarowania kolejnym wydawnictwem. Oby nie.
    Łona – Cztery i pół
    Łona w najlepszej formie. ‘Nie pytaj nas’ i ‘To nic nie znaczy’ sprawiły, że skusiłam się na pre-order. Warto było. I ten „wobblowy” remix ‘Nie pytaj nas’ od wujka Envee’go. Mistrz!
    Gil Scott-Heron And Jamie XX– We’re New Here
    Piękna historia. Tyle powiem. Po przesłuchaniu tego albumu zakochałam się w Jamie’m i do dziś pałam doń miłością wielką. Do dzisiaj także chłostam się każdego wieczora po krągłych postświątecznych pośladkach za nieobecność na jego dj secie w stolicy.

    C.D.N…

    W kolejnej części będzie o płytach, o których było głośno, a Bombel uszu nie umył, więc nie słyszał.

    Katiusza

  2. Pingback: Rok 2011 muzycznie « don't be a robot

  3. Panna Nikt pisze:

    Szanowny Panie B. z przyjemnością przeczytałam Pańskie recenzje. Zresztą do wielu z nich się przychylam, ale czuje się głęboko rozczarowana, że nie skomentował Pan płyty polskiego duetu Twilite, który nota bene też na Openerze zagrał, nie pierwszy to zresztą raz…

    • Bombel pisze:

      Rozumiem rozgoryczenie 🙂 Niestety nie wsłuchałem się w tą płytę w odpowiednim czasie i zupełnie o niej zapomniałem. Zaległości postaram się nadrobić z nawiązką 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s