Bombel Music Boli – Ałaa rdz 2010 [że niby ból]

Jak co roku porywam się na muzyczne podsumowanie minionych dwunastu miesięcy. Jak zwykle śpieszę z wyjaśnieniem po co to wszystko robię. Otóż, od dziecka jarały mnie różne zestawienia i listy. To właśnie dzięki nim odkrywałem wiele nowych kapel, kompozytorów, festiwali, filmów, ect. Sam mając kilka lat konstruowałem sobie takie listy – nie wiem po co. Listę, na którą tutaj natrafiłeś/aś robię przede wszystkim dla siebie, bo spodziewam się, że za kilkanaście lat, kiedy Ty będziesz przewijać dziecko albo dokręcać cieknący kran w kuchni, ja w tym czasie będę czytał te moje wypociny i śmiał się z samego siebie, że chciało mi się coś takiego robić. Robię to dla siebie, więc po co to upubliczniam? Ano, dlatego, że może ktoś to przeczyta i sięgnie po płytę, której wcześniej nie znał, a ta zmieni na zawsze jego życie. W tym roku postanowiłem zrezygnować z oceniania koncertów, gdyż koncert koncertowi nie równy, poza tym zbyt mało zespołów w tym roku widziałem, żeby robić rankingi w tej kategorii. Na koniec dodam, że nie oceniam muzyki, tylko argumentuję dlaczego właśnie tę, konkretną płytę uważam za fajną bądź słabą. Jest to totalnie subiektywny ranking. Jeżeli mimo wszystko chcesz się z nim zapoznać, zapraszam do lektury oraz dyskusji pod artykułem.

Płytowe Pomyłki Roku

Czyli wszystkie te pozycje, które w moim mniemaniu nie zasłużyły aby znaleźć się w zestawieniu najlepszych płyt. W poprzednich latach grupę takich płyt nazywałem inaczej, stwierdziłem jednak, że takie ocenianie było nie fair i zmieniam to. Bo niby czemu ktoś kto nigdy nic nie nagrał ma skreślać kogo kol wiek w bardzo parszywy sposób? Jestem tylko odbiorcą i tyle.

Co do samego wyboru w tej grupie, to cieszy mnie fakt, że tych płyt jest zaledwie kilka. Jest to wynikiem tego, że nie sięgałem po wiele tytułów, które mogły by mi się nie spodobać, stąd brak tutaj Dody, Feela i innych Robertów eMów. Nie słucham i nie znam bo nie mam telewizora. Poza tym w tym roku, złych płyt było zaledwie kilka. Oto one (kolejność nie ma znaczenia):

Aga Zaryan – Looking walking being

Bardzo przepraszam, ale niestety Aga Zaryan nagrała dość przeciętną płytę, która jest.. normalna. Kiedyś może jeszcze do niej wrócę, ale na pewno nie prędko.

19 wiosen – Pożegnanie ze światem

Muzycznie bardzo mi się podobało ale lirycznie to panu już podziękujemy.

Ania Dąbrowska – Ania Movie

No i na co komu ta płyta? Po co tak karać ludzi?

MGMT – Congratulations

Ciężko nagrywa się drugi album, kiedy ma się na koncie kilka hitów i bestselerowy debiut. Tylko wielcy artyści radzą sobie z taką presją. MGMT ta sztuka się nie udała.

Gawliński – Kalejdoskop

Cały czas mam sentyment do muzyki tego pana, niestety czas najwyższy pogodzić się z myślą, że czasy Madame, pierwszych Wilków czy płyty “Solo” zdecydowanie i bezpowrotnie minęły.

Uffie – Sex Dreams And Denim Jeans

Na moje szczęście nie zaliczam się do grupy osób, które baaardzo długo czekały na album tej pani, gdyż czas pokazał, że nie warto było.

Royksopp – Senior

Ja wiem, rozumiem, że ta płyta miała być mroczna. Problem tylko w tym, że ja nie chce takiego Royksopp’u.

Niwea – 01

Ten projekt jest tak alternatywny, ze chyba sami jego twórcy go nieogarniają.

Kim Nowak – Kim Nowak

Grają jak wielu przed nimi i po nich. Co z tego, że Waglewscy?

Dick4Dick – Who’s Afraid Of?

Już kiedyś gdzieś napisałem, że ten zespół z chwilą rezygnacji z szaleństwa scenicznego stracił “to coś”. Zdania nie zmieniam.

Cypress Hill – Rise Up

Nigdy do mnie trafiali więc i ta płyta nie zrobiła na mnie dużego wrażenia.

Bas Tajpan – Korzenie i kultura

Żeby nie cisnąć po detalach stwierdzam, że nie jestem adresatem tej płyty, bo ”anim korzyń anim kultura”.

The Flaming Lips – Dark Side Of The Moon

Robią przepiękne show na koncertach, ale przeciętną muzykę więc może precz od klasyki? Hę?

Massive Attack – Heligoland

Moim skromnym zdaniem Massive Attack popełnił najgorszą płytę w swojej historii. Jest to dla mnie zarazem największe rozczarowanie 2010 roku.

Crystal Castles – Crystal Castles (II)

Synonim słowa nieporozumienie.

3Oh!3 – Streets Of gold

Strasznie to dziwne jest ale ponoć starannie wyprodukowane. Tak. Teraz muzyki się nie robi a produkuje. Jak w fabryce..

Coma – Express

Zostaje sentyment, który powoduje, że sięgam po nowe płyty Comy. Potem tego żałuję.

Goldfrapp – Head First

Znam wiele osób, które na pewno tą płytę ocenią jako jedną z lepszych w minionym roku. Cóż, dla mnie ten album jest słabszy od Seventh Tree. Dodatkowo myśląc o tej płycie nie mogę wymazać okropnego skojarzenia z teledyskiem do kawałka Rocket.

DonGuralesko – Totem Leśnych Ludzi

To jest zdecydowanie hip hop, którego nie lubię. Bo nie rozumiem, bo nie ogarniam..

Joe Satriani – Black Swans And Wormhole Wizards

Joe zawsze był dla mnie gitarowym guru. Niestety, gitara częściej niż w moich rękach leży w kącie a Satriani nie inspiruje tak mocno jak dawniej.

Kozacka Płyta Roku

W tym roku zestawienie tych istotnych, wartych do posłuchania płyt jest bardzo okazałe. Udało mi się zebrać 112 albumów, które zasługują na chociaż minimalną pamięć o nich. Wiem, że wiele pozycji na liście to albumy, o których było wkoło głośno, lecz znajdują się tutaj również takie, o których istnieniu dowiedziałem się przez jakiś straszny zbieg okoliczności. W tym zestawieniu pozycja ma znaczenie, a na samym początku znajdują się płyty, które podobały mi się, lecz szybko trafiały na tak zwaną półkę. Najczęściej powodem było natrafienie na coś lepszego. Przy każdym albumie starał się będę krótko napisać, dlaczego akurat dany materiał trafił w to konkretne miejsce. Niektóre uzasadnienia mogą wydać się chaotyczne lub bezsensowne, lecz wiadomym jest, że czasem ciężko przelać na papier emocje, które człowiek przypomina sobie po kilku miesiącach po przesłuchaniu albumu.

P.S. Brak tutaj nowej płyty Smolika ale nie zdążyłem jej posłuchać przed końcem roku.

Jedziem:

112. Muniek – Muniek

Zawsze lubiłem Muńka za to, że jest artystą, którego muzyka bez względu na czas, potrafi sama się obronić. Patrząc na polską scenę, obserwując Big Cyc, Elektryczne Gitary i inne zespoły z tej półki stwierdzam, że różnie z tym bywa.

111. L.U.C – PyyKyCyKyTyPff

Tekstowo – dobrze jak zwykle. Muzycznie – nudno, bo to przecież beatbox więc powtarzalność w każdym utworze.

110. I Blame Coco – The Constant

Było by wyżej ale to podobno córki Stinga, a nie lubię reklamowania muzyki nazwiskiem.

109. Blitzen Trapper – Destroyer Of The Void

Znalazłem to na Pitchfork’u. Nie powiem, że jestem w tym zakochany ale fajnie się tego słucha.

108. Heppy Pills – Retrosexual

Nie jest to genialny album, ale są młodzi, ambitni i wszystko przed nimi. Też tak kiedyś miałem – byłem młody i ambitny a teraz robie sobie zestawienia albumów. Haha.

107. Furia Futrzaków – Furia Futrzaków

Wpadłem w furię gdy słuchałem tej płyty. Czy to znaczy, że jestem futrzakiem? Czy ta furia była futrzasta?

106. Groove Armada – Black Light

No i znowu ciężar genialnej poprzedniczki, która dwa lata temu w moim zestawieniu była płytą roku. Groove Armada powodowała, że wyskakiwałem z butów słuchając ich muzyki. Tym razem co najwyżej wyskoczę na piwo.

105. Ozzy Osbourne – Scream

Autor najlepszego tekstu o Justinie B. znalazł się w moim zestawieniu.. Tak, sam się temu dziwię, ale to chyba przez to, że radiowa Trójka wałkowała jego piosenki do obrzydzenia, więc w końcu uległem presji i przesłuchałem cały album. Jak widać nie było tak źle skoro Ozzy znalazł się w tym miejscu.

104. Jonsi – Go

Sam nie wiem co mam myśleć na temat Jonsi’ego. Płytę przesłuchałem i była bardzo przyjemna, ale nie będzie ona mieć większego wpływu na moje życie. No chyba, że jutro spotkam rudą blondynkę o czarnych włosach, z pokaźnym posagiem, która będzie wielką fanką Jonsi’ego a fakt, że go kiedyś słuchałem sprawi, że podzieli się ze mną majątkiem swoich rodziców i urodzi mi śliczne bliźniaki, które zostaną papieżami.

103. Dezerter – Prawo do bycia idiotą

Lubię nowe płyty Dezertera. Wydają mi się takie normalne. Podobnie jak członkowie zespołu.

102. Baaba – Disco Externo

Nie spodziewałem się fajerwerków słuchając tej płyty. Tymczasem było kilka wystrzałów.

101. Negatyw – Virus

Fakt, że Negatyw nagrał nową płytę odbieram jako duży pozytyw. Sama płyta nie powala, ale trzyma poziom.

100. Regina Spektor – Live In London

Mimo, że to płyta live i nie zawiera ona nowego materiału, musiałem „redżinkę” tu umieścić bo jest urocza (I płyta i „redżina”).

99. No!No!No! – No!No!No!

Spodziewałem się komercyjnego badziewia a tymczasem zdaje się słyszeć, że Tomek Makowiecki wreszcie trafił na ludzi, na których trafić powinien bardzo dawno temu.

98. Beach House – Teen Dream

Przyznam, że nie od razu przekonałem się do tej płyty. Przesłuchałem ją za namową kumpla, potem za namową innego i dopiero wtedy zażarło.

97. Nigel Kennedy Quintet – SHHH!

Nigel to Nigel. Solidna jakość, indywidualny styl i ciekawe podejście do tematu.

96. Laura Veirs – July Flame

Kolejna płyta, którą posłuchałem przez przypadek. Pięęękna I urokliwa muzyka.

95. Dr Dog – Shame, Shame

Kolejne przypadkowe odkrycie. Tym razem przez lasta.

94. Erykah Badu – New Amerykah, part II: Return Of The Ankh

To nie tak, że ta płyta jest zła. Ona po prostu jest słabsza od Mama’s Gun, czyli najlepszej płyty jaką pani Badu kiedykolwiek nagrała.

93. Frightened Rabbit – The Winter Of Mixed Drinks

Słuchając tej płyty od razu pomyślałem, że fajnie by było odpłynąć przy takiej muzie na koncercie w czasie Off Festivalu. Może za rok?

92. Janelle Monae – The ArchAndroid

Czepiać się czy się nie czepiać? Tak trochę niespójna ta płyta, ale nie zmienia to faktu, że chce się jej słuchać. Poza tym pani ładnie wygląda.

91. Jazzpospolita – Almost Splendid

Już kiedyś słysząc Jazzpospolita z myspace liczyłem, że będzie o nich jeszcze głośno. Po tej płycie myślę, że jest to najlepiej rokujący polski zespół jazzowy.

90. Ratatat – LP4

Kolejne pitchfork’owe odkrycie. Nie znałem tego wcześniej, ale obiecuje, że to się już nie powtórzy.

89. Owen Pallett – Heartland

Trochę Beirut’owy wokal I fajna muza.

88. Jakob Dylan – Women And Country

Sam się zaskoczyłem, ale country’owy klimat też może wpaść w ucho jeżeli jest podany w odpowiedniej formie.

87. Mikromusic – SOVA

Poprzedni album był dużo lepszy, ale mimo wszystko wokal Natalii Grosiak robi swoje.

86. Sade – Soldier Of Love

Jak na artystkę, która wydaje album po ośmiu latach przerwy to ten album jest mega przeciętny i można było liczyć na dużo więcej.

85. Corinne Bailey Rae – The Sea

Pewnie jest to jedna z ważniejszych soul’owych płyt ostatnich lat. Nie wiem, nie znam się bo na co dzień soulu nie słucham. Mi się podoba, na tyle, że wyprzedza album Eryki Badu.

84. Kult – Hura!

Kult jest kolejnym z tych zespołów do, których mam sentyment. Mam również pewność, że jak coś nagrają to będzie to szczere, autentyczne i aktualne przez lata.

83. Joanna Newsom – Have One On Me

Pani jest znana szerzej z faktu współpracy z The Roots, co nie zmienia faktu, że jej płyta jest kolejnym wydawnictwem, które niespodziewanie się znalazło w tym zestawieniu.

82. Josh Ritter – So Runs The World Away

Josh inspiruje się Dylanem i Cash’em co też słychać. Płytę świetnie się słucha w nocy przy zgaszonym świetle albo w pędzącym samochodzie przy temperaturze powyżej 20 stopni Celcjusza.

81. Lao Che – Prąd Stały/Prąd Zmienny

Lao Che nagrało kolejny album. Nie zaskakuje wysokim poziomem tekstów, ale martwi szukanie dziwnych udziwnień w muzyce. Może to w dłuższej perspektywie wyjdzie im na plus, nie mniej jednak podobnie jak z ostatnią płytą Hey – lepiej było klasycznie.

80. David Byrne – Here Lies Love

Koncept album byłego wokalisty Talking Heads stworzony wespół z Fatboy Slim’em. Fatboy Slim z zasady nie wydaje badziewia tylko „roket fjul”.

79. Kings Go Forth – Outsiders Are Back

Kolejny soulowy album. Tym razem w nieco innym wydaniu. Debiutancka płyta zespołu z Milwakee to pozycja obowiązkowa dla fanów tego rodzaju muzyki. Uwaga! Momentami brzmią bardzo czarno.

78. Bettye LaVette – Interpretations: The British Rock Songbook

Niewiele w tym roku funku w zestawieniu. Ale album tej (UWAGA! Długie słowo) sześćdziesięcioczteroletniej pani ma w sobie takie bujanie, że wystarczy za dziesięć innych podrzędnych tytułów.

77. Laura Marling – I Speak Because I Can

Poza tym, że bardzo podoba mi się tytuł tej płyty, to urzekło mnie także charakterystyczne, niedbałe ślizganie się palców po strunach gitary. Ah! Takie to niby od niechcenia a jednak działa.

76. Jack Oblivian – American Slang

Bardzo mi się kojarzy z Sex Pistols czyli czymś co już nie wróci. To skojarzenie wzbogacone garażowym brzmieniem jest bardzo ok.

75. Mice Parade – What It Means To Be Left-Handed

Płyta dość średnia, ale szacunek dla jednego z gitarzystów, który robi cuda na swoim instrumencie.

74. The Black Keys – Brothers

Nie lubię tego zespołu i ich muzyki, ale obiektywnie stwierdzając i parafrazując jedną z wschodzących gwiazd polskiego internetu, należy stwierdzić, że nagrali „kawał dobrego albumu”.

73. Manic Streets Preachers – Postcards From A Young Man

Smutne jest to, że ta niezła płyta jest jak na ich możliwości, strasznie słaba. Bo coś mi się wydaje, że ta płyta musiała wyjść w tym roku. Gdyby mogli nad nią jeszcze trochę popracować to by było dużo lepiej.

72. Charlotte Gainsbourg – IRM

Kolejna bardzo spokojna płyta w moich zestawieniu. Ponownie żeński wokal w dodatku bardzo urokliwy.

71. Quasi – American Gong

Takie przestrzenne gitarowe granie. Jak Roxette 😛

70. Duffy – Endlessly

Sięgnąłem to tej płyty bo radiowa Trójka ją katowała. Utwory dość ciekawe, ale Duffy powinna przeprosić za pierwszy singiel.

69. Freelance Whales – Weathervanes

Na tej płycie jest totalnie wszystko. Od jakiś dziwnych syntetycznych dźwięków na farmerskich dodatkach kończąc.

68. Easy Star All Star – Dubber Side of the Moon

Byłem święcie przekonany, że ten projekt zakończył działalność. Tymczasem miła niespodzianka.

67. Anthony And The Johnson – Swanlights

Każda płyta Anthony’ego jest taka sama. To dobrze, bo taki smutek w muzyce jest bardzo potrzebny.

66. Surfer Blood – Astro Coast

Dziwne to coś – tak sobie pomyślałem słuchając tej płyty, no ale dziwność w muzyce również jest potrzebna.

65. Muchy – Notoryczni Debiutanci

Nie bardzo wiem co mógłbym o tej płycie napisać, bo gdy jej słucham odnoszę wrażenie, że jest taka sama jak debiutancki album. Oj, chyba coś jednak napisałem.

65. Girl Talk – All Day

Najlepszy mushup’owiec świata wraca. Jego nowy album nie jest czymś wybitnym, ale chylę czoła za ogromna ilość utworów wykorzystanych w procesie tworzenia albumu.

64. Tricky -Mixed Race

Cóż, Tricky jest nisko, ale to i tak nieźle bo nie przepadam za jego muzyką.

63. Pulled Apart By Horses – Pulled Apart By Horses

Ależ oni krzyczą!

62. Penny Lane – Spacer po linie

Dorwałem tę płytę bardzo późno i nie osłuchałem jej jeszcze na tyle żeby cokolwiek o niej powiedzieć. Wiem natomiast, że jest na tyle dobra żeby się tu znaleźć.

61. Gotan Project – Tango 3.0

Wiem, że Gotan Project zajmuje się właśnie tangami, więc gdzie do cholery jest tango milonga? 😛

60. Grinderman – Grinderman 2

Następny album, który odkryłem kilka dni przed stworzeniem tej listy. Przyznaję się, że przesłuchałem go jedynie raz, ale chyba zagości w moim odtwarzaczu na dłużej.

59. Eldo – Zapiski z 1001 nocy

Jedna z lepszych polskich hiphopowych płyt 2010, ale tak de facto w tym roku było słabo z tymi polskimi płytami – stąd taka niska pozycja.

58. Vampire Weekend – Contra

Ciekawie ale podobnie jak już z kilkoma tytułami wyżej, oczekiwania były większe.

57. O.S.T.R – Tylko dla dorosłych

Ostry miał fajny pomysł na wydanie płyty. Ukryte tracki są świetne i w jego starym klimacie, jednak jest to już inny muzyk niż ten, którego poznałem przy Jazzurekcji czy Tabasco.

56. LCD Soundsystem – This is happening

Ostatnia płyta w historii LCD. Szkoda, bo kawałki takie jak One Touch są genialne i będzie ich brakować chlip

55. Audio Bullys – Higher Than The Eiffel

Audio Bullys zawsze nagrywali dobre albumy. Szkoda, że tej energii nie potrafią sprzedać na koncertach.

54. Pink Freud – Monster of Jazz

Jestem przyzwyczajony do tego, że Pink Freud nagrywa świetne płyty. Mało jest w Polsce zespołów, które z taką łatwością przemycają emocje w postaci jazzu.

53. Vypsana Fixa – VFRFP

Vypsana Fixa zawsze nagrywa niebanalne rockowe płyty. Nie inaczej jest tym razem. Czeski rock jest taki fajny.

52. Fun Lovin’ Criminals – Classic Fantastic

Bardzo cieszy mnie fakt, że ekipa z FLC nagrała wreszcie nowy album. Zachowali charakterystyczny dla siebie styl, a kawałek Mister Sun przywołuje na myśl gorące plaże Katalonii i Walencji – takie mam skojarzenie.

51. L.U.C –Energocyrkulacje

L.U.C zrealizował ciekawy pomysł. Remiksy utworów z Planet L.U.C nabrały nowej energii i cyrkulują.

50. Mumford And Sons – Sigh No More

Takie niby „dylu, dylu na badylu” a pozytywnie kręci.

49. Kate Nash – My Best Friend Is You

Moja śliczna kejti..Stać ją na lepszy album.

48. Black Rebel Motorcycle Club – Beat The Devil’s Tatoo

Słabo ich znałem i kojarzyłem z zupełnie innym rodzajem grania. Tymczasem słuchając ich najnowszej płyty noga sama wystukuje rytm.

47. Plan B – The Defamation of Strickland Banks

Ciężko mi określić czym jest Plan B. Fajne hip hopowe nawijki przy popowym graniu. Mnie to bierze.

46. Paula i Karol – Overshare

Pozytywna folkowa energia na polskiej scenie. Nowa fala folku. Ha ha ha!

45. Lali Puna – Our Inventions

Odkryte przy okazji poznawania zespołów grających na Off Festivalu. Materiał na tyle dobry, że nie wahałem czy umieścić ich w tym zestawieniu.

44. John Legend i The Roots – Wake Up

Fajna płyta, ale The Roots w tym roku wydali jeszcze coś lepszego – o tym później.

43. Jaga Jazzist – One-Armed Bandit

Dobra płyta, ale mimo wszystko poprzednia wydawała mi się być znacznie bardziej dopracowana.

42. Broken Social Scene – Forgiveness Rock Record

Podobno trzeba znać ten zespół. Grają podobnie do The White Stripes przynajmniej tak mi się wydaje.

41. The National – High Violet

Niektórzy uważają tą płytę za jedną z najlepszych w ubiegłym roku. Według mnie, ta ocena jest trochę na wyrost, co nie zmienia faktu, że jest dobra. Tak, jadłem ją. Mniam!

40. Brodka – Granda

Jak ona mogła nagrać tak dobrą płytę? Przecież jest brzydka! I była z Wieczorkowskim! To chyba jej wyżyny. 😛

39. Faithless – The Dance

Spójność jest, ale płyta nie powala. Gdyby nie fakt, że mam wielki sentyment do Faithless płytę sklasyfikowałbym dużo niżej. Ach ten mój buntowniczy brak obiektywnośći.

38. Interpol – Interpol

Kilka lat temu uwielbiałem ten zespół i łykałem jak pelikan wszystko co Interpol nagrał. Obecnie, patrząc nieco krytycznie na popełnienie ostatniej płyty uważam, że chyba kończą się im pomysły. Mimo wszystko Interpol to cały czas Interpol, a ja jestem pilkanem.

37. The Radio Dept. – Clinging to a Scheme

Kolejny zespół, który zacząłem ogarniać przed Off Festivalem (który to już w tym zestawieniu?). Płyta genialna, ale niestety nie potrafię umieścić jej wyżej z powodu zbyt krótkiego koncertu na wspomnianym festiwalu. Ot, taki kolejny brak obiektywizmu.

36. The New Pornographers – Together

Jakoś nigdy ich specjalnie nie lubiłem, muszę jednak stwierdzić, że ta płyta ma niesamowity klimat i jest warta uwagi.

35. Sharon Jones and the Dap Kings – I Learned The Hard Way

Materiał z płyty sprawdza się zarówno w domu jak i na żywo. Jedna z obowiązkowych pozycji w tym roku.

34. M.I.A – Maya

Zadziornie i kontrowersyjnie. Nie wiem skąd ona ma tyle agresji żeby robić taką muzykę. Poziom ekspresji zasługuje na najwyższe uznanie.

33. The Knife – Tomorrow In A Year

Płyta dość nietypowa jak na nich. Trzeba jednak przyznać, że chyba mają patenty na wydawanie nietypowych płyt.

32. Paprika Korps – Metalchem

Albo powoli wyrastam z takiego grania, albo po prostu za dużo ich już słuchałem i dostrzegam detale, które ni pozwalają mi umieścić tego albumu wyżej. Nie zmienia to jednak faktu, że to cały czas jest jeden z lepszych zespołów w Polsce, nagrywający równe i solidne płyty.

31. Projekt Ostry Emade – Złodzieje Zapalniczek

Singiel promujący powodował, że wyskakiwałem z butów gubiąc je na pięć minut. Jednak, kiedy wyszedł regularny album, okazało się, że słychać iż krążek został zrobiony w błyskawicznym tempie. Nie umniejsza to jednak, zasług dla Ostrego i Emade.

30. She & Him – Volume Two

Znowu zaskoczenie samego siebie. No ale to chyba dobrze, ze muzyka tak zaskakuje a zespoły obrzucają nas takimi nutkami?

29. Caribou – Swim

Parafrazując jednego z polskich vlogerów: „Kawał dobrego albumu”. Caribou od poprzedniej płyty zrobiło wielki skok muzyczny, wydając album, który porusza tłumy. Czy dobrze? Okaże się za kilka lat.

28. Flying Lotus – Cosmogramma

Najbardziej połamana płyta w minionym roku. Kilka razy zabierałem się za słuchanie tego materiału, bo nie da się go od razu – na raz przesłuchać. Nie zmienia to jednak niczego w mojej ocenie albumu. Trzeba to ogarnąć!

27. Hold Steady – Heaven Is Whenever

Jedna z najlepszych alternatywnych płyt tego roku. Tak, mam tego świadomość, że ten termin jest szargany na lewo i prawo, ale cóż ja zrobię skoro tak jest? Trzeba sprawdzić!

26. Band of Horses – Infinite Arms

Niesamowity klimat albumu, który różni się od poprzednich. O dziwo, nawet Billboard docenił to.

25. Pogodno – Wasza Wspaniałość

To nie tak, że ta płyta jest słaba.. Wydaje mi się, że po sukcesie komercyjnym i kilku rotacjach w zespole, panowie nie bardzo wiedzą co tak naprawdę chcieli by grać. Nie wiedzą czy ma to być muzyka, którą grali na pierwszych płytach zespołu, czy może materiał ma oscylować w klimacie tych z czasów Pogodno gra Fochmana czy Pielgrzymka Psów. Osobiście, Pogodno zawsze darzyłem wielkim szacunkiem i cały czas uważam ich za jeden z lepszych zespołów na polskim podwórku, dlatego też ponownie jestem nieobiektywny.

24. Gogol Bordello – Trans-Continental Hustle

Obiecywałem sobie wiele po tym albumie. Jak się okazało (osłuchało), zbyt wiele. Niestety poza kilkoma piosenkami, które znałem już wcześniej nie ma tam takiego klimatu jak na poprzednich krążkach. Mam nadzieję, że tylko przejściowo i następny album Gogoli będzie znowu z wielkim przytupem. Póki co ten album oceniam jako dość przeciętny.

23. Hot Chip – One Life Stand

Sam siebie zadziwiam tym, jakie dziwne smaki muzyczne najbardziej mnie urzekły w minionym roku. Ale żeby ten zespół? No nieee… Cóż, wyzbywając się po raz enty obiektywizmu, uważam, że to jedna z najlepszych tanecznych płyt tego roku. Zapewne energia ta udziela się na koncertach, czego niestety nie sprawdziłem w czasie Openera. Czekam na więcej i mam nadzieje, że panowie wydadzą szybko coś równie fajnego.

22. Dead Weather – Sea Of Cowards

Dwa słowa do ojca prowadzącego: Jack White! Uwielbiam tego człowieka, bo wszystko czego się dotknie zamienia się w złoto. Mógłby przyjechać do Krakowa podotykać krakowskie gołębie. Tak poważnie mówiąc, super grupa musiała nagrać dobry album. Nie było innej możliwości.

21. Czesław Śpiewa – Pop

Czesio Mozil stworzył album, na którym pojawiły się dobre teksty i równy poziom muzyczny. Ciężko oceniać tak sympatycznego muzyka, więc po prostu napiszę, że bardzo długo ta płyta mnie cieszyła. Dodatkowy plus za kawałek Dziewczyna z branży, gdzie pojawia się Pies i Alchemia.

20. Yeasayer – Odd Blood

Fajny powiew świeżością i dojrzałością muzyczną młodych chłopaków. Mam jednak wrażenie, że będzie to gwiazda jednego sezonu a przy kolejnej płycie będzie już zupełnie cicho o zespole. Obym się mylił, bo ta płyta jest fajna i świetnie sprawdza się w wielu sytuacjach.

19. Igor Boxx – Breslau

Solowy album jednej drugiej projektu Skalpel. Jako, że członkowie tejże formacji są geniuszami, album o okupowanym Wrocławiu również musiał być genialny. Ot co.

18. Daft Punk – Tron

Daft Punk nie jedno ma imię. Tym razem duet nagrał płytę ze ścieżką dźwiękową do filmu. Brzmi to zupełnie inaczej niż wcześniejsze, regularne albumy Daft Punk, ale mimo wszystko wspaniale się tego słucha, a panowie po raz kolejny pokazują, że muzyka didżejka to nie tylko bicie po klawiaturze.

17.Tunng – And Then We Saw Land

Zacząłem tego zespołu słuchać dopiero po koncercie na Off Festivalu, gdzie rozwalili wszystkich – jak John Rambo w Rambo. Niesamowita muzyka. Aż strach pomyśleć, że dawno temu nagrywali ścieżki dźwiękowe do filmów.. porno..

16. Mikołaj Bugajak – Dziwne Dźwięki i Niepojęte Czyny

Noon, który do tej płyty kojarzył mi się jedynie z Pezetem, udowodnił mi, że jest świetnym muzykiem i producentem. Naprawdę byłem w szoku, że to ten sam człowiek, który wcześniej nagrywał szczególnie nie trafiający do mnie hip hop.

15. Klaxons – Surfing The Void

Jeden z tych zespołów, który nigdy do mnie nie trafiał. Kiedy duża część znajomych pragnęła ich zobaczyć na żywo, ja miałem ich muzykę gdzieś pomiędzy ”d” a ”ą”. Panowie jednak, pomimo presji nagrania, kolejnego albumu potrafili stanąć na wysokości zadania i nagrali bardzo dobry krążek za, który zasługują na uznanie.

14. Dan Le Sac vs Scrobbious Pip – The Logic of Chance

Niestety były lepsze albumy w tym roku, a debiut tych dwóch charakterystycznych panów był płytą lepszą niż ta o której teraz piszę. Żeby nie było jakoś dziwnie, chcę dodać, że mimo wszystko płyta jest świetna a styl duetu został zachowany w pełni: jest elektro, w warstwie tekstowej pojawiają się pozytywne przesłania, są bęcki dla sceny hiphopowej na wyspach i jest ”Bonkers”.

13. Broken Bells – Broken Bells

Sam nie wiem czemu ten album zrobił na mnie tak duże wrażenie. Może to teksty, może muzyka, może coś innego. Wiem jednak, że jest to jeden z kilku zespołów, które bardzo bym chciał zobaczyć w tym roku na żywo.

12. Levity – Chopin Shuffle

Płytę znalazłem w jednej z najdziwniejszych audycji polskiego radia. Gdy usłyszałem dwa kawałki, wiedziałem już, że to nie przypadek, że trafiła w moje ręce. Świetny jazz. Klasyka wymieszana z lekkim zaciągiem nowoczesności.

11. Silje Nes – Opticks

Ten album odkryłem przed Unsound Festival, gdyż owa pani nań występowała. Skandynawia zastygła w dźwiękach. Każdy nawet najmniejszy szum komponuje się tutaj w spójną całość, mając kolosalne znaczenie dla całości. Majstersztyk!

10. Foals – Total Life Forever

Cały drżałem w spazmach gdy dowiedziałem się, że zespół który nagrał świetny debiut, przygotowuje kolejną płytę. Na szczęście jest ona tak samo dobra jak pierwsza i życzę „źrebakom” wszystkiego dobrego.

9. Local Natives – Gorilla Manor

Zupełnie ich nie znałem więc włączenie ich tak z przypadku spowodowało u mnie opad szczeny. Niby nic odkrywczego nie grają, ale czy trzeba tworzyć nowe rzeczy żeby poruszać tłumy?

8. Four Tet – There Is Love In You

Co może być fajnego w tak prostej muzyce? Właśnie ta prostota. Maszynownia różnych sampli, zawarty w muzyce postindustrial, sekwencyjność, a na koniec nutka hause’u. Świetnie się z tą muzyką chodzi po mieście.

7. Abradab – Abradabing

Wielu uważa, że Abradab nagrywał już lepsze albumy. Być może, mi jednak ten materiał siadł na bani na tyle silno, że stwierdzam, iż lepszej płyty hiphopowej w tym roku nie w Polsce nie było.

6. Kings Of Leon – Come Around Sundown

Nie cierpię, nienawidzę, nie znoszę gwiazdeczek z tego zespołu. Muszę im jednak oddać, że najnowszy album jest czymś absolutnie przemyślanym i niesamowitym. Nigdy, przenigdy nie spodziewałbym się, że jeszcze nagrają dobry album. Zaskoczyłem się na maksa i życzę sobie więcej takich niespodzianek w 2011.

5. Fox – Fox Box

Najlepsza płyta producencka w Polsce w 2010 roku (chyba, że Smolik nagrał lepszą). Świetni goście (nawet Maria Peszek – Piesek Leszek nie drażni tak jak zwykle). Przyznam, że trafiłem na tą płytę jakoś tak przypadkiem. Nie ma to jednak znaczenia na stany jakie we mnie ona wywołuje. Dodam jeszcze fakt, że materiał świetnie wypada na żywo, a w koncertach udział biorą WSZYSCY goście, których usłyszeć można na płycie.

4. Gorillaz – Plastic Beach

Pierwsze przesłuchanie było dość bolesne, gdyż nie spodziewałem się tak bardzo hiphopowego albumu Gorillaz. Później jednak, stało się coś co spowodowało, że nie mogłem przestać tego słuchać. Wrażenia przyjaznego odbioru spotęgował dodatkowo świetny koncert Gorillaz Sound System na Openerze.

3. Bonobo – Black Sands

Zakładając po raz pierwszy słuchawki, w których słychać było dźwięki tej płyty, byłem dość sceptyczny. Uważałem bowiem, że Simon Bonobo nie jest w stanie nagrać już nic lepszego niż jego poprzednie krążki. Geniusz, artysty okazał się jednak na tyle nieokiełznany, że do teraz rozpływam się przy niemalże każdym dźwięku.

2. Blood Red Shoes – Fire Like This

Być może jest to zwykłe zauroczenie panią gitarzystką, może coś innego. Nie zmienia to jednak nic w mojej ocenie tego dość prostego albumu. Drugi studyjny album w historii grupy, kręci energią i zawiera utwory przy których nie da się powstrzymać nogi przed rytmicznym tupaniem.

1. The Roots – How I Get Over

Jest to najlepsza płyta 2010 roku. Absolutnie genialna w każdym detalu. Owszem, miałem wiele fascynacji w tym roku, ale żaden inny album nie poruszył mnie tak mocno jak How I Get Over. Fakt, późno, odkryłem tą płytę, bo mimo, że zespół wydał ją w czerwcu, to zacząłem jej słuchać dopiero po wakacjach. Nie zmienia to jednak faktu, że zasłuchałem się w niej aż do pierwszych śniegów, a wczoraj jadąc pociągiem znowu po nią sięgnąłem i działa tak samo. Takie uzasadnienie zdecydowanie wystarczy.

Reklamy

Informacje o Człowiek, który zgubił słuchawki

Pewnego pięknego grudniowego wieczoru urodził się chłopiec.. Zrobił to prawdopodobnie bardzo niechętnie gdyż w odróżnieniu od zdecydowanej większości noworodków , nie krzyczał, nie ruszał się i nie oddychał. Zebrał on za to stosowne bęcki od lekarza. A wystarczyło tylko znaleźć mu odpowiednie słuchawki.. Niestety, przemoc kolejny raz wzięła górę nad dialogiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s